menu

Marcin Sasal (trener Motoru Lublin): Oglądanie tabeli w tej chwili niczego nie da

13 kwietnia, 07:45 | KK

- Zdobyliśmy siedem punktów w czterech meczach, ale przed nami jeszcze sporo spotkań. Ostatni wyjazdowy remis z Karpatami Krosno możemy traktować jako porażkę, ale może się okazać, że ten punkt w końcowym rozrachunku będzie dla nas cenny - mówi Marcin Sasal, trenerem trzecioligowego Motoru Lublin. W sobotę jego podopieczni zmierzą się u siebie z Unią Tarnów.


fot. fot. Łukasz Kaczanowski

W ostatniej kolejce zremisowaliście 1:1 z Karpatami w Krośnie. Czy wydarzenia na konferencji prasowej po tym meczu można odebrać jako pańską scysję z trenerem rywali, Dariuszem Jęczkowskim?
Nie wiem czy to jest scysja. Ja mam prawo do oceny meczu i oceniłem ostatnie spotkanie, nikogo absolutnie przy tym nie obrażając. Tę konferencję można obejrzeć w Internecie.

Widziałem nagranie.
I myśli pan, że kogoś tam obraziłem?

Nie. Wydaje mi się, że trener rywali podszedł do pańskiej oceny meczu bardzo...
Emocjonalnie?

Tak.
No właśnie. Ja po prostu nie chciałem się dać sprowokować. Powiedziałem swoje zdanie. Wiem, że i tak nie byłoby do mnie żadnych pytań ze strony dziennikarzy z Krosna, więc powiedziałem "przepraszam" i wyszedłem. Nie jest to może eleganckie zachowanie, ale nie chciałem zareagować negatywnie, tym bardziej, że mój zespół i ja w momencie schodzenia z płyty boiska dostaliśmy sporo obelg i szydery od kibiców. Przeciwnicy zagrali naprawdę ambitnie, zresztą jak wielu naszych rywali. Nie trzeba dodawać, że na Motor wszyscy się spinają. Nadal uważam, że my sami zmontowaliśmy sobie bramkę na 1:1. Prowadząc 1:0 i mając zespół z takim potencjałem jak nasz, nie możemy sobie pozwalać na taką nonszalancję i takie błędy, które niewątpliwie przydarzyły nam się przy tej bramce.

Rozpoczęliście rundę wiosenną od dwóch zwycięstw, porażki i remisu. Z pewnością zakładaliście sobie lepszy bilans na początku drugiej części rozgrywek.
Takie są fakty i trzeba to przyjąć. Natomiast, nie wiem czy to jest powód do rozpaczy. Zdobyliśmy siedem punktów w czterech meczach, ale przed nami jeszcze sporo spotkań. Ostatni wyjazdowy remis z Karpatami Krosno możemy traktować jako porażkę, ale może się okazać, że ten punkt w końcowym rozrachunku będzie dla nas cenny.

Zaczynaliście wiosnę na pozycji lidera, a teraz musicie gonić za rywalami. Co prawda, strata nie jest duża, ale to chyba mniej komfortowa sytuacja?
Liczy się ten, kto będzie na pierwszym miejscu w tabeli po ostatniej kolejce sezonu. Myślę, że nasz cel się nie zmienił. Czy jest to sytuacja komfortowa? Wiele zależy od terminarza. Proszę pamiętać, że mamy już za sobą dwa mecze z groźnymi drużynami z Rzeszowa. W dodatku, Stal i Resovia zmierzą się w maju w bezpośredniej potyczce. Poza tym, w najbliższy weeekend pierwszy zespół tabeli zagra z trzecim. Wiele się jeszcze wydarzy. Oczywiście, można pójść na skróty i powiedzieć, że Motor powinien wygrywać wszystkie spotkania. Ale tak się nie dzieje, choć my staramy się realizować nasze założenia. Jest jednak ciężko i czasami rzeczywiście nie osiągniemy sukcesu w postaci trzech punktów. To się zdarza. Proszę też pamiętać, że przez prawie półtora roku nie było takiego przypadku, by Motor przegrał dwa mecze z rzędu. Mam nadzieję, że tak pozostanie. To też jest ważna sprawa, że drużyna jest na tyle mocna psychicznie, że nie poddaje się, tylko podejmuje walkę. Tak było chociażby po porażce 0:6 z Sołą Oświęcim, którą wszyscy dobrze pamiętają. Wszystkim się zdarza przegrać. W tym tygodniu przekonały się o tym np. czołowe zespoły w Lidze Mistrzów. Porażka jest sprawą do przyjęcia. Natomiast trzeba na nią reagować i myślę, że moi zawodnicy robią to dobrze. W sobotę gramy z Unią Tarnów i liczę na to, że piłkarze Motoru pokażą swoje prawdziwe oblicze i będą robić wszystko, żeby wygrać.

Teraz liderem tabeli jest Wólczanka Wólka Pełkińska. Czy pańskim zdaniem ten zespół długo będzie w czołówce tabeli?
Już w spekulacjach przedsezonowych mówiłem, że Wólczanka będzie “czarnym koniem” rozgrywek. Rzeczywiście, ich wyniki są imponujące. W marcowym meczu z Wiślanami Jaśkowice potrafili z wyniku 1:3 wyciągnąć na 4:3. Takie dokonania trzeba szanować i przyznać, że to przeciwnik godny rywalizacji w tej lidze.

Wydaje się, że rywalami Motoru w walce o awans pozostaną już tylko Wólczanka, Chełmianka i Resovia. Stal Rzeszów ma już chyba zbyt dużą stratę.
Może właśnie kibice i media tego nie doceniają, że to właśnie z nami przegrała Stal. To także w meczu z Motorem ich czołowy zawodnik, czyli bramkarz dostał żółtą kartkę, która wykluczyła go z gry w kolejnym spotkaniu. Skorzystała z tego Chełmianka, która po ewidentnych błędach bramkarza wygrała w Rzeszowie. Przez to Stal straciła w dwóch ostatnich meczach sześć punktów i nasza sytuacja w bezpośredniej rywalizacji z tym zespołem jest dobra. Natomiast wiadomo, że zostało jeszcze sporo kolejek, więc my nie możemy patrzeć na Stal i innych, tylko na swój dorobek punktowy. Oglądanie tabeli w tej chwili niczego nie da, bo z 42 punktami na koncie nigdzie się nie awansuje. Statystyki w trzecich ligach świadczą o tym, że bez 20 wygranych meczów nie da się nigdzie awansować. Taki więc mamy cel.

Wszyscy przyznawaliście po pierwszych meczach rundy, że do optymalnej dyspozycji Motorowi brakuje jeszcze pewnych elementów. Czego konkretnie obecnie brakuje pańskiej drużynie?
Spokoju, którego nie ma, dlatego, że w zespole jest bardzo duża rywalizacja. Do szerokiej kadry doszło zimą czterech wartościowych graczy. Teraz musimy się wszyscy dotrzeć, a zawodnicy muszą pokazać kto rzeczywiście gra najlepiej. Dlatego są roszady w składzie i nie gramy ciągle tylko jedenastoma piłkarzami. Jeśli postawilibyśmy tylko na jedenastu zawodników, to pozostałych ośmiu mogłoby mieć o to spore pretensje. Jest rotacja, co wpływa również na to, że brakuje zgrania i swobody w grze. To jest zauważalne, że zawodnicy muszą podejmować nieszablonowe decyzje, a w pewnym momencie trochę się zamknęliśmy wokół jakiegoś schematu. Warto też pamiętać o tym, że nasze mecze są transmitowane lub można je obejrzeć w Internecie, z pięknej, "górnej" perspektywy. Wszyscy mogą nas obserwować. My nie mamy takiego komfortu. Potrzebujemy zgrania, a żeby wszystko wyglądało lepiej, musimy złapać serię zwycięstw, bo póki co, szarpiemy i nie mamy regularności. Problemem bywają także kontuzje, chociażby ta Igora Korczakowskiego, który był dla nas kluczowym i najlepszym młodzieżowcem. Brakuje nam spokoju, bo ćwiczymy coś, a nagle z powodu urazu wypada zawodnik i musimy praktycznie cały środek pola przemodelować ze względu na pozycje młodzieżowców, których na boisku zgodnie z regulaminem musi być dwóch. Niestety, my nie mamy ich za wiele w składzie. A prowadzimy przecież walkę na dwóch frontach, a tego typu działania w wielkich bitwach i mocarstwach nierzadko kończyły się klęską. W związku z tym, mamy pewne priorytety. Pierwszy zespół jest najważniejszy, chociaż chcemy za wszelką cenę utrzymać Centralną Ligę Juniorów dla naszego klubu. Podzielenie się młodzieżowcami jest bardzo ciężkim zadaniem, bo nie możemy osłabiać drużyny z CLJ, chcąc jednocześnie uzyskać widoczny efekt w pierwszym zespole. Dlatego może w tej rundzie nie będzie takich debiutów i szans dla młodych zawodników jak w poprzednich dwóch rundach.

Ostatnio pojawiły się plotki, że dwóch zawodników zostało odsuniętych od pierwszej drużyny. Czy to prawda?
Wszyscy piłkarze mają ważny kontrakt. Do tej pory nikt z klubu nie odszedł.


Polecamy