menu

Marcin Sasal (trener Motoru Lublin): Nie jestem przywiązany do nikogo

26 lutego, 10:16 | KK

- Nie jestem przywiązany do nikogo i nie mam żadnych powodów, by kogokolwiek faworyzować, bo jest wyższy czy ładniejszy. Nie interesuje mnie to absolutnie - mówi Marcin Sasal, trener trzecioligowego Motoru Lublin. Jego podopieczni przegrali w piątek 0:1 sparing z grającym szczebel wyżej Radomakiem.


fot. fot. Łukasz Kaczanowski

Jak pan ocenia ostatni sparing? Czy w tych warunkach pogodowych udało się zrealizować to, co pan sobie założył?
Za nami pożyteczna lekcja futbolu. Warunki do grania były bardzo dobre. Fakt, że pruszył śnieg to normalna sprawa w Polsce o tej porze roku. Myślę, że niewiele zespołów w kraju jest w ten weekend w stanie zagrać sparing na trawiastym boisku, poza tymi z Lotto Ekstraklasy. Zaprezentowaliśmy się nieźle pod względem taktycznym. Parę rzeczy nam się udawało. Oczywiście, nie ustrzegliśmy się błędów i można powiedzieć, że bramkę wrzuciliśmy sobie sami. To martwi i denerwuje, bo tak zdarzyło się kolejny raz. Przy okazji sparingu w Łęcznej z Górnikiem mówiłem, że to był mecz na 0:0 i z Radomiakiem też zagraliśmy wyrównane spotkanie. Nie można powiedzieć, że rywale stworzyli sobie wielką przewagę. Sytuacje bramkowe były z obu stron. To ważne, że pod względem fizycznym już wyglądamy dobrze i to na tle przeciwnika, który gra w wyższej klasie rozgrywkowej, z aspiracjami awansu. Pamiętajmy, że my gramy w niższej lidze. Z Radomiakiem mogło zagrać wielu zawodników, a swoje szanse dostali też młodzi. Konrad Nowak nie wystąpił z powodu lekkiej kontuzji, ale myślę, że będzie gotowy na inauguracje rundy. Poza tym, Artur i Julek pokazali, że fajnie się na tej pozycji już rozumieją. Jeszcze parę jest mankamentów i musimy pogadać z Julkiem odnośnie krycia i skracania. Ale myślę, że w obronie zrobiliśmy spory postęp i wszystko idzie w dobrym kierunku. A zostaną detale. Może będzie jeszcze trochę czasu, żeby fajnych akcji porobić. Myślę, że z zespołami z naszej ligi bedzie ciut łatwiej niż z Radomiakiem.

Do rundy wiosennej pozostały dwa tygodnie. Jak będzie wyglądać końcowy etap waszych przygotowań?
Mam nadzieję, że dwa tygodnie, bo już słyszałem głosy o przekładaniu całej kolejki. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Były to lekki skandal, gdybyśmy nie mogli zagrać na boisku u siebie, które mamy przygotowane. Liczę jednak na to, że ktoś się przestraszy podejmowania takich decyzji. MOSiR stanął na wysokości zadania. Zobaczymy, jak będzie za tydzień, bo minusowych temperatur się nie przeskoczy. Sądzę, że 10 marca nie będzie żadnego problemu z rozegraniem meczu.

A nad czym jeszcze będziecie pracować?
Mamy do zrobienia stałe fragmenty. Przeszliśmy do treningów o zupełnie innym charakterze. Szukamy szybkości, dynamiki. Również pod względem taktycznym wiele zostało do zrobienia. Potrzebujemy także lepszej finalizacji. Z Radomiakiem było dobrze widać, że nie jesteśmy w tym elemencie jeszcze należycie przygotowani. Nie zajmujemy pozycji, a dośrodkowania nie są płynne. To też wynika z problemu z warunkami. Na dworze jest zimno i nie można robić takich statycznych treningów, żeby troszeczkę więcej podośrodkowywać. Olbrzymia szkoda, że po tym meczu znowu wrócimy na sztuczną nawierzchnię, no bo nie da się wejść na boczne boisko, gdyż jest zmrożone. I znowu będziemy musieli trenować na sztucznym. Ale to jest chyba problem wszystkich zespołów w Polsce. Dopóki się nie zrobi bazy, to tak będzie. Możemy jeszcze wiele poprawić, bo treningów jest sporo, ale myślę, że nienajgorzej wyglądamy jak na tę porę roku. W porównaniu z poprzednią zimą, drużyna pod względem fizycznym zrobiła spory postęp. Przede wszystkim możemy się postawić zespołom z wyższych klas rozgrywkowych, poza spotkaniem z Siarką Tarnobrzeg, gdzie przegraliśmy 2:5. Tam też były głupie błędy, ale ten mecz poprzedziły ciężkie treningi. Nie będę tego szczegółowo tłumaczył, że w przypadku sparingów nie przygotowujemy się specjalnie pod mecze, dając wolne czy organizując lekkie treningi. Odbywaliśmy normalne jednostki treningowe i dlatego tak to wyglądało. Martwi to, że nie strzelamy dużo bramek. Z drugiej strony, moglibyśmy zagrać z czwartoligowcami, bo poprzedniej zimy i latem mieliśmy już takie sparingi. Wygrywanie z takimi drużynami siedmioma czy pięcioma bramkami to nie jest droga, która nas interesuje. Musimy radzić sobie również z takimi przeciwnikami jak Radomiak, Górnik Łęczna, Siarka. To dobra metoda, bo zawodnicy nawet jak przegrali 0:1, wiedzą, że zagraliśmy dobrze.

Jak w zespół wkomponowują się nowi piłkarze?
Myślę, że amatorskie drużyny mają to do siebie, że przy zmianach kadrowych dopuszcza się myślenia, że komuś miejsce w składzie się należy, bo jest długo w klubie. Proszę zobaczyć na Radomiak. Dopiero co przyszedł tam Patryk Mikita, który w ogóle wcześniej nie grał w sparingach, a z nami zagrał całe spotkanie. Wkomponowanie polega na tym, żeby jak najwięcej tymi nowymi zawodnikami grać. Próbowaliśmy Konrada Kasolika na pozycji nr 5, ale nie bardzo nam to wychodziło. Zdecydowaliśmy się jednak, że będzie to "dwójka". Nie będziemy chłopakowi utrudniać aklimatyzacji. Ma do rywalizacji Marcina Michotę, który w piątek nie grał ze względów dyscyplinarnych. Nie chce tego wątku bardziej rozwijać, Marcin wie dlaczego tak się stało. Natomiast na innej pozycji Szymon Zgarda rywalizuje z Tomkiem Tymosiakiem. To jest naturalna sprawa, bo jak wiemy Kamil Cholerzyński bez treningu i z problemami rodzinnymi mieścił się u nas w składzie. Kiedy odszedł, to kogoś na jego miejsce trzeba przymierzać. Nie zrobiliśmy zimą bardzo wielu zmian. Wzmocniliśmy prawą obronę. Rywalizacja jest też w bramce, jak widać. W drugiej połowie z Radomiakiem Paweł Socha powiedział, że jest tutaj, czuje się dobrze i chce grać w pierwszym składzie. Bardzo się cieszę, bo rywalizacja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie jestem przywiązany do nikogo i nie mam żadnych powodów, by kogokolwiek faworyzować, bo jest wyższy czy ładniejszy. Nie interesuje mnie to absolutnie.


Polecamy