menu

Ekstraklasa. Gol Robaka zaważył. Wisła Płock przegrała ze Śląskiem i wróciła do strefy spadkowej

11 maja 2019, 17:25 | Kaja Krasnodębska

Gole Mateusza Cholewiaka i Marcina Robaka wystarczyły, by pokonać we Wrocławiu Wisłę Płock. Śląsk pokonał Nafciarzy 2:1 i wydostał się ze strefy spadkowej. Utrzymanie płocczan już zależne nie tylko od nich.


fot. Andrzej Szkocki/Polska Press

Pierwsze cztery spotkania Wisły pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego przyniosły cztery wygrane. Nowy szkoleniowiec nie zmienił wiele - uwolnił skrzydła, postawił na Mateusza Szwocha i odbudował Oskara Zawadę. To wystarczyło, by dać Nafciarzom wiarę w zwycięstwo oraz utrzymanie. Schody zaczęły się w końcówce starcia z Arką Gdynia, gdy urazu doznał Thomas Daehne. Choć początkowe diagnozy o złamanej kości nie sprawdziły się, to niemiecki golkiper wypadł na kolejne spotkania. Zastąpił go Bartłomiej Żynel i choć przeciwko Miedzi Legnica oraz Koronie Kielce nie zagrał źle, nie przyniósł drużynie szczęścia.

W wyjściowym składzie pojawił się także na być może najważniejsze dla Wisły starcie w tym sezonie. O 15.30 podopieczni Ojrzyńskiego odwiedzali jedynego rywala oddzielającego ich od strefy spadkowej - Śląsk Wrocław. Podczas gdy płocczanie w 34. kolejki zebrali 37 punktów, gospodarze sobotniego meczu mieli ich 35. Ich ewentualne zwycięstwo odwróciłoby więc obraz ligowej tabeli. Na to spotkanie nikogo nie trzeba było motywować, choć to ekipa Vitezslava Lavicki weszła w nie mocniej. Szybko zdołała też wyjść na prowadzenie. Z bliska Żynela pokonał Mateusz Cholewiak i tym razem już za stratę gola w dużej mierze odpowiedzialny był młody golkiper.

A już wcześniej przydarzył mu się błąd. Przy pierwszej akcji Śląska niefrasobliwie wypuścił piłkę z siatki, co wykorzystać próbował Wojciech Golla. Obrońcy wrocławian zabrakło wówczas szczęścia. Podobnie jak kilkanaście minut później, gdy po rzucie wolnym trafił w poprzeczkę. Stałe fragmenty w tym spotkaniu były jednak domeną gości. Kolejne interwencje gospodarzy sprawiły, że już do przerwy płocczanie mieli sześć rzutów rożnych i jeszcze więcej rzutów wolnych. Wszystkie konsekwentnie wykonywał Dominik Furman, lecz w większości przypadków Jakub Słowik nie miał powodów do interwencji.

Wyrównujący gol padł po akcji lewą stroną. Skrzydłowy Alen Stevanović schodząc otrzymał piłkę od Damiana Rasaka i niespodziewanie uderzył z dystansu. Zaskoczeni defensorzy z Wrocławia nie byli w stanie nic zrobić. Na przerwę mogli schodzić jednak w nienajgorszych nastrojach. Bo choć lepiej weszli w to spotkanie, po strzeleniu gola inicjatywę przejęli goście. To oni prowadzili grę, co i raz atakując bramkę rywali. Swoje sytuacje mieli Ariel Borysiuk (minimalnie pomylił się z dystansu) czy Mateusz Szwoch, ale przed świetną szansą stanął także Alan Uryga, który piętą próbował wpakować piłkę do siatki.

Stoper rozgrywał bardzo solidne zawody, wiele razy ratując Żynela przed koniecznością interwencji. To samo można powiedzieć o Igorze Łasickim. Wypożyczonego z Napoli obrońcę dosięgła jednak kontuzja i w końcówce zastąpił go Adam Dźwigała. To właśnie kadrowicz Brzęczka najgorzej wspominał poprzednie spotkanie tych ekip we Wrocławiu: obejrzał wówczas czerwoną kartkę, ale jego drużyna i tak zdołała zwyciężyć. Mecz zakończył się wynikiem 0:3.

O powtórzeniu rezultatu w sobotę Nafciarze mogli tylko pomarzyć. To spotkanie było 200. Ariela Borysiuka w ekstraklasie, swój jubileusz miał także Marcin Robak, który na najwyższym polskim poziomie rozgrywkowym wystąpił po raz 250. Uczcił to bramką po dośrodkowaniu z kornera. Wygrał pojedynek powietrzny z Garcią i piłką pod poprzeczkę pokonał Żynela.

Tym trafieniem kapitan wrocławian uwolnił swój zespół ze strefy spadkowej. Śląsk mając trzy punkty więcej przeskakuje Wisłę, która na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek znajduje się w fatalnej sytuacji. Nawet sześć punktów w starciach z Górnikiem Zabrze oraz Zagłębiem Sosnowiec może nie wystarczyć do utrzymania.


Polecamy