menu

Sandecja Nowy Sącz - Arka Gdynia. Żółto-niebiescy chcą podstemplować utrzymanie

22 kwietnia 2018, 08:01 | Szymon Szadurski

Nie opadły jeszcze emocje po wtorkowym awansie Arki do finału Pucharu Polski, a piłkarze trenera Leszka Ojrzyńskiego szykują się już na kolejne starcie.


fot. Piotrhukalo

fot. Karolina Misztal

fot. Karolina Misztal

fot. Karolina Misztal

fot. Karolina Misztal

fot. Karolina Misztal

fot. Karolina Misztal

fot. Piotrhukalo

fot. Piotrhukalo

fot. Karolina Misztal

fot. Przemyslaw Swiderski
1 / 11

W 32 kolejce Lotto Ekstraklasy przyjdzie im wybrać się w daleką podróż i zmierzyć się w niedzielę o godz. 15.30 z Sandecją Nowy Sącz, czyli „czerwoną latarnią” ligi, najmocniejszym obecnie kandydatem do spadku. Gospodarze tego starcia, choć nie jest to do końca właściwe słowo, bowiem „Sączersi” swoje mecze rozgrywają gościnnie na stadionie w Niecieczy, prezentują się w drugiej części rozgrywek wręcz fatalnie. Po udanym starcie sezonu bardzo wyraźnie spuścili z tonu i nie zaznali smaku zwycięstwa już od 22 kolejek! Ostatnim zespołem, który potrafili ograć, była Termalika Bruk-Bet Nieciecza. Stało się to 17 września, a bramkę na wagę trzech punktów strzelił wtedy Adrian Danek. Od tego czasu ekipa z Nowego Sącza ciągle remisuje, bądź przegrywa, czasami w fatalnym stylu. Tak było dla przykładu w Gdyni, gdzie Sandecja pokonana została 25 listopada aż 5:0, a dla Arki ten strzelecki popis oznaczał najwyższy w historii klubu triumf w ekstraklasie.

Mimo jednak tak fatalnej serii drużyny z Nowego Sącza, prowadzonej obecnie przez Kazimierza Moskala, gdynianie nie mogą sobie dopisywać przed niedzielnym starciem trzech punktów. Zawodnicy Sandecji na pewno mają w głowach lanie, jakie otrzymali w Gdyni i chcą się zrehabilitować za tamten blamaż. Dodatkowo drużyna Kazimierza Moskala, choć jest już w ciężkiej sytuacji i do miejsca gwarantującego pozostanie w ekstraklasie traci na sześć kolejek przed końcem pięć punktów, to nadal ma szansę na utrzymanie. Wedle znanego przysłowia, nadzieja umiera ostatnia, dlatego też, póki jeszcze w ogóle jest, „Sączersi” z pewnością białej flagi nie wywieszą.

[przycisk_galeria]

Dodatkowo Sandecja nie jest typowym chłopcem do bicia w ekstraklasie. Potrafiła postawić się w ostatnich tygodniach wyżej notowanym drużynom, nawet z grupy mistrzowskiej. Dla przykładu, 7 kwietnia zremisowała bezbramkowo z Wisłą Kraków, a tydzień wcześniej na wyjeździe urwała dwa punkty Górnikowi Zabrze. Trener Kazimierz Moskal ma do dyspozycji kilku piłkarzy, którzy wiedzą o co chodzi na boisku, nawet na poziomie ekstraklasy. Michał Gliwa w tym sezonie zapracował na miano bardzo solidnego bramkarza. Tomasz Brzyski jeszcze niedawno zdobywał mistrzostwo Polski z Legią. Mateusz Cetnarski w barwach Cracovii był gwiazdą całej ligi. Anonimowe nie są też postacie m.in. Patrika Mraza, Macieja Małkowskiego, Macieja Korzyma, którego Leszek Ojrzyński prowadził w Koronie Kielce, czy Aleksandyra Kolewa. Ten ostatni wyrobił sobie tak silną markę, że nawet w przypadku degradacji Sandecji bez problemu powinien znaleźć zatrudnienie w ekstraklasie. Dlatego też Arka, choć przystępuje do niedzielnego boju opromieniona awansem do finału Pucharu Polski, w którym 2 maja zagra z Legią Warszawa, i z pozycji faworyta, musi się mieć na baczności.

Zwycięstwo w niedzielę z Sandecją byłoby natomiast dla gdynian podwójnie cenne także ze względu na wspomniany już wyżej finał. Kolejne trzy punkty, dopisane na konto żółto-niebieskich, sprawią, że zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego nie będą musieli już czuć absolutnie żadnej presji przed kolejnymi spotkaniami w kontekście utrzymania się w ekstraklasie. Jeśli tak się stanie, przed bojem z Legią Warszawa na Stadionie Narodowym trener Ojrzyński da zapewne odpocząć najbardziej zapracowanym zawodnikom w drużynie. Nie będzie konieczne, by 28 kwietnia przeciwko Piastowi Gliwice, rywalowi zdeterminowanemu w staraniach o utrzymanie ligowego bytu, walczyli Pavels Steinbors, Damian Zbozień, Michał Marcjanik, Frederik Helstrup, Mateusz Szwoch, Michał Nalepa, czy Luka Zarandia, o ile zdoła do tego czasu wyleczyć kontuzję. Bez względu na wynik meczu z Wisłą Kraków w ten weekend wiadomo natomiast, że na taki luksus nie będzie mógł sobie pozwolić trener Legii. „Wojskowi” muszą oglądać się na każdy punkt, bo wiele wskazuje, że kwestia walki o mistrza Polski i miejsca na podium w Lotto Ekstraklasie znowu rozstrzygnąć może się dopiero w ostatniej, ligowej kolejce. Legioniści doskonale sobie z tego zdają sprawę.

Arka Gdynia - Korona Kielce. Prezes Arki: Kamień spadł mi z serca


Polecamy