menu

Patryk Dziczek (Piast Gliwice): Jesteśmy w stanie wywalczyć mistrzostwo Polski

5 maja 2019, 03:25 | Kaja Krasnodębska

Cztery mecze, cztery zwycięstwa to bilans Piasta Gliwice w rundzie finałowej. Podopieczni Waldemara Fornalika wyrastają na czarnego konia sezonu 2018/2019 w Lotto Ekstraklasie, a zwycięstwem z Legią Warszawa potwierdzają, że walczą o mistrzostwo Polski. Najważniejszy jest jednak tylko następny mecz.


fot. Lucyna Nenow/ Polska Press

W rundzie zasadniczej w starciach Legii z Piastem dwukrotnie tryumfowała pierwsza z tych ekip. W fazie play off seria dominacji Wojskowych została przerwana i po końcowym gwizdku meczu w Warszawie to podopieczni Waldemara Fornalika mogli cieszyć się z wygranej. Po bramce Gerarda Badii pokonali stołeczną ekipę 1:0. - Piszemy teraz fajną historię. Po raz pierwszy wygraliśmy mecz na trudnym terenie w Warszawie. Tutaj na Legii zawsze grało się ciężko, teraz mamy trzy punkty – mówił po zakończeniu sobotniego spotkania Patryk Dziczek. - Nie zatrzymujemy się, dążymy do tego, aby być jak najwyżej w tabeli. Życzyłbym sobie, żebyśmy dalej tak wyglądali jak do tej pory i żeby każdemu z nas dopisywało zdrowie. Jeżeli ominą nas urazy, o nic innego nie musimy się martwić – dodał pomocnik gliwickiego klubu.

Dla wychowanka Piasta było to szczególnie istotne zwycięstwo. Nie tylko ze względu na fakt, iż przedłużyło szanse Niebiesko-Czerwonych na mistrzostwo Polski jeszcze w tym sezonie. - Wiemy z jaką drużyną graliśmy: z wielokrotnym mistrzem Polski. Nigdy wcześniej nie udało nam się pokonać Legii na wyjeździe – opowiadał urodzony w 1998 roku zawodnik. - Wreszcie to zrobiliśmy, a przy tym zagraliśmy dobry mecz. Było to otwarte spotkanie. I oni i my stwarzaliśmy sobie dogodne sytuacje. Szkoda, że nie padło więcej bramek, ale najważniejsze, że wracamy do Gliwic z trzema punktami.

Goście aż dziesięciokrotnie uderzali na bramkę rywala. Cztery z tych strzałów leciały w światło bramki. - W niektórych sytuacjach zabrakło nam skuteczności. Może zimnej krwi. Joel Valencia trafił w słupek, Tom Hateley oddał świetny strzał z lewej nogi, gdzie bramkarzy rywali odbił o poprzeczkę… Na pewno szkoda, że to nie wpadło. Mamy jednak z czego się cieszyć. Zapisujemy się w małej historii, więc ta wygrana cieszy podwójnie. Każdy oddał serce na boisku – powiedział reprezentant Polski do lat 21.

Zanim jednak wraz z kadrą Czesława Michniewicza uda się na mistrzostwa Europy do Włoch oraz San Marino, Dziczek może zdobyć mistrzostwo Polski. Całkiem niespodziewanie, bo przecież jeszcze w ubiegłym sezonie gliwiczanie do ostatniej kolejki walczyli o utrzymanie w Lotto Ekstraklasie. - Chcemy być czarnym koniem do końca sezonu. Życzę sobie, żebyśmy dalej podtrzymywali tę passę i walczyli o ten najwyższy cel, czyli o mistrzostwo Polski. Uważam, że jest ono w naszym zasięgu i musimy powiedzieć to sobie otwarcie. Teraz cieszymy się z wygranej, ale już za chwilę będziemy skupiać się na kolejnym spotkaniu. Przed nami następne ważne starcie, podejdziemy do niego tak jak do każdego poprzedniego. Chcemy je wygrać – zapowiadał defensywny pomocnik.

Również dla niego niezwykle istotnym jest fakt, że w ciągu pięciu ostatnich spotkań jego zespół stracił zaledwie jedną bramkę: z rzutu karnego Frantiska Placha pokonał napastnik Cracovii Airam Cabrera. - Na pewno poprawiliśmy naszą grę w defensywie. Jesteśmy skonsolidowani, wiemy jak mamy się ustawić, kiedy iść do pressingu, a kiedy przeczekać rywala. Myślę, że dobrze to wygląda. Jeśli jedna osoba popełni błąd, to zaraz ktoś go naprawi. Bardzo fajnie, że jest taka asekuracja. Po raz kolejny, w tym spotkaniu, było widać, że w tym składzie rozumiemy się bez słów. Gramy dobrze w obronie, w ofensywie też stwarzamy sobie sytuacje. Jesteśmy dobrym zespołem pod każdym względem.


Polecamy