menu

Lotto Ekstraklasa. Dwa rzuty karne w Płocku. Miedziowi rzutem na taśmę pokonali Wisłę

28 kwietnia 2018, 17:24 | Kaja Krasnodębska

Lotto Ekstraklasa. Wisła Płock przed własną publicznością uległa Zagłębiu Lubin 1:2 (1:1). Gospodarze prowadzili po golu Nico Vareli z rzutu karnego, ale najpierw wyrównał Patryk Tuszyński, a w doliczonym czasie z rzutu karnego trafił Filip Starzyński.


fot. Fot. Piotr Krzyzanowski

Sielankowa pogoda w Płocku, sielankowa jest również atmosfera w samej drużynie Zagłębia. Miedziowi cel na ten sezon już wykonali awansując do grupy mistrzowskiej. Oczekiwania spełnili nawet w ponad stu procentach, bowiem w pierwszej kolejce fazy play-off pokazali, że nie zamierzają osiadać na laurach. Ku uciesze kibiców pokonali warszawską Legię i teraz nie muszą już nic. Tę tezę potwierdzają dokonywane przez Mariusza Lewandowskiego zmiany w składzie. Przygotowując się już de facto do kolejnego sezonu szkoleniowiec Zagłębia dokonuje ich w każdym meczu. Wyjściowy skład na Wisłę względem tego poprzedniego różnił się pięcioma nazwiskami. Podobnego rozprężenia nie ma w ekipie Nafciarzy. Od nich z początkiem rozgrywek również nie wymagano cudów, ale apetyt rósł w miarę kolejnych wiktorii. Szczególnie ta ostatnia nad Górnikiem Zabrze rozbudziła w sercach kibiców nadzieje na europejskie puchary. Wygrana nad Zagłębiem byłaby sporym krokiem w kierunku zapisania się na kartach historii Wisły.

Ten mecz nie mógł być dla gospodarzy spacerkiem. Przede wszystkim z uwagi na braki kadrowe. Jerzy Brzęczek nie mógł skorzystać z dwóch ze swoich najskuteczniejszych zawodników: z powodu kartek zabrakło Alana Urygi, natomiast kontuzja wykluczyła Giorgi Merebashviliego. Za strzelanie bramek musieli wziąć się więc inni Nafciarze. Jak choćby Arkadiusz Reca, który mimo gry na lewej obronie bardzo chętnie w tym meczu schodził do ataku.Aktywny z przodu był oczywiście także Jose Kante czy Nico Varela. I choć ten ostatni popełniał w pierwszej połowie sporo błędów, to był jednym z bohaterów spotkania. To właśnie po faulu na nim prowadzący to spotkanie Krzysztof Jakubik zdecydował się podyktować jedenastkę. Do stałego fragmentu gry podszedł sam poszkodowany, by pewnie pokonać Dominika Hładuna. Radość Nafciarzy z prowadzenia nie trwała jednak długo. Chwilę później po dynamicznej akcji piłkę w siatce przeciwnika umieścił Patryk Tuszyński,ale gol nie padłby też bez udziału Jakuba Maresa. Napastnik po raz kolejny udowodnił, że jest wydaje się najlepszym zimowym transferem Miedziowych.

Tym razem nie zdołał wpisa się na listę strzelców, a notujący trzecie trafienie w sezonie Tuszyński ruszył w pogoń za nim w klasyfikacji na najskuteczniejszego napastnika lubinian. To nie był jednak najlepszy dla niego dzień, gdyż z powodu urazu musiał przedwcześnie opuścić murawę. Po zderzeniu głową z jednym z partnerów nie był w stanie podnieść się z boiska. Zanim jednak został zmieniony starał się walczyć z defensywą Nafciarzy. Mimo walki oraz dobrze zapowiadających się stałych fragmentów gry autorstwa Filipa Starzyńskiego stojący w bramce gospodarzy Thomas Dahne nie był zmuszany do poważniejszych interwencji. Do przerwy przeważające w posiadaniu piłki Zagłębie oddało zaledwie jeden celny strzał.

W drugiej połowie statystyki raczej uległy zmianie. Wisła zaczęła przeważać pod względem posiadania piłki, oddawała też więcej strzałów. Miała swoje praktycznie stuprocentowe sytuacje, jednak nie potrafiła zaskoczyć z gry Dominika Hładuna. Młody golkiper rozgrywał wybitne zawody. Gdyby nie on Jose Kante miałby nawet szansę na hattricka, bowiem nie raz stawał przy wyniku 1:1 przed praktycznie stuprocentowymi sytuacjami. Fajne szanse miał także Semir Stilić, ale koniec końców to Miedziowi opuszczali murawę z trzema punktami w kieszeni. Komplet oczek zapewnił im rzut karny, do którego podszedł Filip Starzyński. Za stratę tego trafienia pretensje do siebie może mieć nie tylko Dahne, ale również Dominik Furman, który zagrał ręką we własnym polu karnym.
Ten błąd może kosztować zarówno jego, jak też całą Wisłę grę w europejskich pucharach.

Pierwsza porażka w fazie play-off i podopieczni Jerzego Brzęczka muszą czekać teraz na wieczorny ruch Górnika Zabrze. Trójkolorowi zawalczą z Lechem Poznań, a jeżeli zwyciężą pluć sobie w brodę może także Oskar Zawada. Wpuszczony w końcówce napastnik pokazywał się pod bramką przeciwnika, ale nie potrafił tego wykorzystać. Głównie ze względu na całkiem dobrą grę lubinian w defensywie. Do obrony wracali całą drużyną, o czym najlepiej świadczyć mogą statystyki przebiegniętych przez piłkarzy Lewandowskiego kilometrów. Znacznie przewyższają w nich rywali z Mazowsza.

Piłkarz meczu: Dominik Hładun
Atrakcyjność meczu: 6/10

#TOPSportowy24;nf - SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU

[wideo_iframe]//get.x-link.pl/9768fde4-2773-2e98-4bd2-40ac1a79091b,6c4e6fe3-be65-dcc3-b89b-dde36e35ec7c,embed.html[/wideo_iframe]

Oto polscy piłkarze, którzy daliby radę w MMA


Polecamy