menu

Ekstraklasa. Wisła Płock grała, ale przegrała. Zagłębie Lubin tryumfuje i melduje się w ósemce

29 marca 2019, 19:52 | Kaja Krasnodębska

Wisła grała, atakowała, ale nie wygrała. Choć miała boiskową przewagę i mnóstwo strzałów, ostatecznie pozostała bez punktów. Zagłębie ruszyło do ofensywy dopiero w końcówce, co wystarczyło, by przywieźć z Płocka komplet punktów. Zdobywcą jedynej bramki Filip Starzyński.


fot. Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa

Od Zagłębia Lubin rozpoczęła się przygoda Kibu Vicuny z Wisłą Płock. Podczas październikowej reprezentacyjnej przerwy hiszpański szkoleniowiec przejął Nafciarzy od Dariusza Dźwigały i debiutował właśnie na Dolnym Śląsku. Zremisowany 3:3 mecz był jednym z lepszych rozgrywanych przez Wisłę za jego kadencji, zupełnie inne nastroje panowały więc wówczas wokoło klubu. Przede wszystkim wciąż była nadzieja na górną ósemkę, której teraz, zwłaszcza po ostatniej porażce z Pogonią Szczecin, po prostu brak.

Ją wciąż mają lubinianie, którzy na marcową reprezentacyjną przerwę udali się z dwoma punktami straty do grupy mistrzowskiej. Mogli nadrobić ją w ten weekend, pod warunkiem, że z Mazowsza przyniosą trzy punkty. Tego życzył sobie także Bartosz Slisz, podstawowy pomocnik w ekipie Bena van Daela, który w piątek obchodził dopiero 20 urodziny. Mimo młodego wieku stanowi o środku pola Zagłębia, od początku grudnia nie opuszcza wyjściowego składu. Nie zmienił tego fakt, że przez ostatnie dni nie trenował z zespołem, a przebywał na zgrupowaniu reprezentacji do lat 20. Czesław Michniewicz z kolei miał okazję pracować z Filipem Jagiełłą oraz Oskarem Zawadą. Napastnik Wisły, podobnie jak w kadrze, również w lidze rozpoczął na ławce rezerwowych.

Do wyjściowej jedenastki po czteromeczowej przerwie powrócił natomiast Ricardinho. Wydaje się, że to trafiona decyzja, bo choć Brazylijczyk nie zdobył bramki, to był bardzo aktywny w ofensywie. Wisła w pierwszej połowie była stroną przeważającą, stworzyła sobie znacznie więcej sytuacji niż rywale. Najgroźniejsze akcje kończyły się jednak niecelnymi strzałami i mimo kolejnych prób stojący między słupkami Miedziowych Konrad Forenc dopiero w drugiej połowie zaczął mieć więcej okazji do wykazania się.

Mijały minuty, a Wisła nie przerywała swoich natarć, w czym duży udział miał Justinas Marazas. Litwin ma za sobą naprawdę dobre tygodnie: statuetka młodzieżowca roku w swoim kraju, wywalczona jedenastka w Wiśle i wreszcie debiut w seniorskiej reprezentacji Litwy. Biorąc pod uwagę, że wypożyczony z FK Troki pomocnik ma dopiero 18 lat, to wszystko napawa optymizmem. I niesie go w kolejnych spotkaniach. Tym razem na prawej stronie sprawiał problemy Sasy Baliciowi, a w jednym ze starć z Damianem Oko wywalczył rzut wolny spod samej linii pola karnego. Dominik Furman nie zamienił go na strzał.

Celnych uderzeń brakowało także Damianowi Rasakowi, który zwłaszcza w pierwszej połowie, był postacią wyróżniającą się. Bardzo zaangażowany w ofensywie, przedzierał się zarówno środkiem jak i prawą stroną boiska. To umożliwił mu także Furman. Doświadczony pomocnik przesuwał się do tyłu, by jego młodszy kolega mógł spełniać się w ataku. Po jego kolejnych próbach powstawało pytanie, dlaczego od jego ostatniego powołania do reprezentacji Polski U-21 minął przeszło rok. Urodzony w 1996 roku zawodnik nie został zaproszony na marcowe zgrupowanie do Grodziska Wielkopolskiego i zdaje się podobnego nie otrzyma również w czerwcu do Włoch.

Smak młodzieżowych mistrzostw Europy, choć jedynie z perspektywy ławki rezerwowych poznał Igor Łasicki, który występował niegdyś w juniorskich zespołach Zagłębia Lubin. Stamtąd właśnie przeniósł się do Napoli, którego zawodnikiem pozostaje do dziś w Wiśle przebywając na zasadzie wypożyczenia. W piątkowy wieczór nie narzekał na nadmiar pracy. Do przerwy lubinianie oddali zaledwie jeden strzał. Niecelny.

Wisła strzelała, ale strzelić nie potrafiła. Stąd dwie ofensywne zmiany autorstwa Vicuny. Choć nie ściągnął nikogo z trójki: Rasak-Marazas-Ricardinho, wprowadził kolejnych ofensywnie nastawionych zawodników: Grzegorza Kuświka i Giorgi Merebashiviliego. Te roszady popchnęły do ataku, ale lubinian. Na kwadrans przed końcem podopieczni Bena van Daela obudzili się. Dwie dobre sytuacje miał Bartłomiej Pawłowski, po lewej stronie rozpędzał się Patryk Tuszyński. Tego drugiego szybko zahamował jednak uraz. W jego miejsce do walki ruszył Jakub Mares.

To nie on, a Filip Starzyński został bohaterem Miedziowych. Wykorzystał podanie od Damiana Bohara, błąd Daehne i strzałem z pola karnego wpakował piłkę do siatki. Zasług nie można odebrać także asystentowi, który zamiast strzelać, wolał wycofać futbolówkę do lepiej ustawionego partnera. Głód goli jednak w nim pozostał, kilka minut później obejrzał żółtą kartkę za próbę wymuszenia rzutu karnego.

I bez tej jedenastki Zagłębie wraca do domu z trzema punktami. Przynajmniej na chwilę wspięło się więc do górnej ósemki, z czego na pewno może być zadowolonym. Nieco mniej z samej gry - Miedziowi mieli tego dnia furę szczęścia, ale i Starzyńskiego, dla którego jest to dziesiąte trafienie w tym sezonie. Pomocnik ma także sześć asyst.


Polecamy