menu

MŚ U20: Polska przegrała z Kolumbią 0:2. Nieudany początek turnieju w Łodzi

23 maja 2019, 22:22 | Maciej Pietrasik

MŚ U20. W pierwszym meczu grupowym reprezentacja Polski przegrała z Kolumbią 0:2 (0:1). Rywal okazał się za silny dla podopiecznych Jacka Magiery. Na dodatek kontuzji doznał podstawowy stoper Sebastian Walukiewicz. Spotkanie z trybun stadionu Widzewa Łódź obejrzało przeszło 17 tys. widzów.

Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
Polska - Kolumbia 0:2
fot. Krzysztof Szymczak/Polska Press
1 / 15

MŚ U20: Polska - Kolumbia 0:2. Gole Angulo i Sandovala


[przycisk_galeria]

Choć w samej Łodzi o rozpoczynających się mistrzostwach świata do lat 20 słychać było niewiele, to frekwencja na pierwszym spotkaniu biało-czerwonych była bardzo dobra – fani wypełnili ponad 95% miejsc. W pierwszym kwadransie drużyna prowadzona przez Jacka Magierę dłużej utrzymywała się przy piłce i starała się budować atak pozycyjny, aktywny był między innymi najmłodszy na boisku Mateusz Bogusz. Kolumbijczycy grali głównie z kontrataku, lecz ataki gości dobrze przerywali Jan Sobociński oraz Sebastian Walukiewicz.

Nasi stoperzy popełnili jednak fatalny błąd w 23. minucie spotkania. Walukiewicz zbyt lekko zagrał do Sobocińskiego, a futbolówkę przejął Ivan Angulo, który bez problemu wykorzystał sytuację sam na sam z Radosławem Majeckim. Środek defensywy miał być jednym z naszych najsilniejszych punktów na tych mistrzostwach, tymczasem obrońca Pogoni Szczecin sam sprokurował pierwszą groźną sytuację pod naszą bramką, a rywale bez problemu z tego skorzystali.

Stracony gol spowodował niestety większą liczbę prostych błędów wśród biało-czerwonych – sporo niedokładnych zagrań było przede wszystkim w środku pola. Kolumbijczycy byli zdecydowanie groźniejsi, okazję na podwyższenie wyniku miał w 38. minucie Adreas Perea, ale w ostatniej chwili został zablokowany. Polacy nie potrafili odpowiedzieć, jeden słaby strzał Tymoteusza Puchacza z dystansu i dwa dośrodkowania ze stałych fragmentów to zdecydowanie za mało, aby można było myśleć o wyrównaniu. Kibice mimo to bawili się całkiem nieźle, poziom piłkarski pozostawiał jednak wiele do życzenia.

Początek drugiej połowy przypominał to, co działo się w pierwszej części gry. Z małą różnicą – tym razem Kolumbijczycy nie wykorzystali błędu naszego zespołu. Sześć minut po wznowieniu meczu doszło do nieporozumienia Bartosza Slisza z Sobocińskim, przez co Angulo znów znalazł się w sytuacji sam na sam z Majeckim. Tym razem bramkarz warszawskiej Legii zwycięsko wyszedł z tego pojedynku. Jakby problemów w obronie było mało, to boisko na noszach musiał opuścić Walukiewicz, który jeszcze w pierwszej połowie zderzył się głową z jednym z rywali. Kto wie, może właśnie to zdarzenie sprawiło, że przy golu dla rywali stoper popełnił tak fatalny błąd.

O ile w pierwszych 45 minutach Kolumbijczycy korzystali przede wszystkim z naszych pomyłek, to później potrafili również sami kreować groźne sytuacje. Okazje na podwyższenie wyniku mieli między innymi Brayan Vera oraz Luis Sandoval, lecz pierwszy uderzył niecelnie, a strzały drugiego bronił dobrze ustawiony Majecki. Jeżeli chodzi o Polaków, to oprócz bramkarza wyróżnić można jeszcze Tomasza Makowskiego, który nieźle rozrzucał piłki w środku pola. Pierwszy strzał biało-czerwoni oddali dopiero w 74. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał Jakub Bednarczyk.

Podopieczni Jacka Magiery tak naprawdę ani razu nie zagrozili poważnie bramce Kevina Miera. Rywale mieli za to na naszej połowie coraz więcej miejsca Efektem były strzały Jaime Alvarado i Johana Carbonero. Obu do celu brakło bardzo niewiele – Alvarado uderzył tuż obok słupka, a Carbonero wpadł z piłką w pole karne i trafił w poprzeczkę. Już w doliczonym czasie gry goście dopięli swego po szybkim kontrataku. W głównej roli wystąpili rezerwowi - strzał Carbonero obronił jeszcze Majecki, ale przy dobitce Sandovala był już bezradny.

Mecz otwarcia był więc taki, jak prawie wszystkie pierwsze spotkania Polaków na dużych piłkarskich imprezach w XXI wieku - bardzo rozczarowujący. Pozostaje zrobić wszystko, aby spotkanie o wszystko z Tahiti nie zakończyło się równie wielkim zawodem. W niedzielę biało-czerwoni będą już zdecydowanymi faworytami.


Polecamy