menu

Krzysztof Domaradzki, autor „Konfidenta”: To powieść napisana ku przestrodze dla kogoś, kto wchodzi do świata kibicowskiego

27 czerwca 2023, 00:03 | Dawid Foltyniewicz

Prawdopodobnie żadna polska książka fabularna nie przedstawiała świata ultrasów tak wiarygodnie jak „Konfident” Krzysztofa Domaradzkiego. – To powieść napisana ku przestrodze dla kogoś, kto wchodzi do świata kibicowskiego, ale nie jest książką o kibolach. To opowieść o podejmowaniu decyzji, o trudnych życiowych wyborach, na które nigdy nie jesteśmy gotowi. To także opowieść o życiu gangsterskim, które wcale nie jest tak kolorowe, jak niektórzy pisarze czy filmowcy lubią je malować – mówi w rozmowie z nami autor. Premiera 28 czerwca.

Krzysztof Domaradzki – pisarz i dziennikarz. Autor kryminałów i thrillerów, w tym łódzkiej trylogii kryminalnej („Detoks”, „Trans”, „Reset”), bestellerowego „Sprzedawcy” i „Przełęczy”, za którą został wyróżniony na Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa i w konkursie na Książkę Górską Roku 2022. Od 2013 roku związany z magazynem „Forbes”, w którym pisze o czołowych polskich start-upach i biznesie sportowym. Urodził się i wychował w Łodzi, mieszka w Warszawie, marzy o wyprowadzce w góry. Miłośnik sportu w każdej postaci. Maratończyk.
fot. Albert Zawada

fot. Facebook/Krzysztof Domaradzki
1 / 2

Zważywszy na to, jak wiarygodnie został przedstawiony w „Konfidencie” kibolski światek, na usta ciśnie się jedno pytanie – jak dobrze poznał go sam autor?
Mam to szczęście lub nieszczęście, że kilkanaście lat temu bardzo mocno wkręciłem się w środowisko kibicowskie – nie mylić z kibolskim. Jeździłem na mecze Widzewa, także te wyjazdowe, śledziłem dokonania ultrasów, interesowałem się wszystkim, co miało związek z piłką nożną w Łodzi. Przez moment mogła to być najważniejsza rzecz w moim życiu. A kiedy jesteś tak zaangażowanym kibicem, siłą rzeczy poznajesz tych, którzy przekraczają granicę prawa, a kibicowanie tak naprawdę mają w nosie. Doświadczyłem tego świata w bezpieczny sposób – obserwowałem zachowania tych ludzi, rozmawiałem z nimi, z niejednym kibolem wypiłem piwo. Ale nigdy się do nich nie przyłączyłem, nie przeszedłem na ciemną stronę mocy. Żeby napisać „Konfidenta”, musiałem sięgnąć pamięcią do tamtych czasów, przypomnieć sobie najróżniejsze zdarzenia i emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły, a potem zgrabnie wpleść je w fabułę. To najbardziej osobista z moich książek.

Wychowując się w Łodzi, odczuwałeś, że to miasto przesiąknięte potyczkami kiboli Widzewa i ŁKS-u?
Zdecydowanie. Przynależność klubowa była – i pewnie nadal jest – podstawowym sposobem identyfikacji w Łodzi: albo jesteś za Widzewem, albo za ŁKS-em. Nawet jeśli się nie interesujesz piłką, często musisz się opowiedzieć po którejś ze stron. Nie zliczę, ile razy usłyszałem pytanie: „Za kim jesteś?”. Nie zawsze odpowiadałem zgodnie z oczekiwaniami pytającego (śmiech). Zresztą przez to, że siły kibicowskie w Łodzi są mocno wyrównanie, nigdy nie wiesz, na kogo trafisz. Oczywiście rywalizacja między klubami nie ma wyłącznie charakteru chuligańskiego, ale także kibicowski i sportowy. Kibicowski przybiera czasem bardzo kreatywne formy – pewnie wszyscy fani piłki nożnej w Polsce kojarzą zabawne i błyskotliwe docinki, jakimi zwolennicy obu drużyn częstują się na murach. A piłkarsko być może nadciągają dla Łodzi piękne czasy, ponieważ w najbliższym sezonie Widzew i ŁKS po wielu latach przerwy ponownie będą się mierzyć w Ekstraklasie – tam, gdzie jest miejsce obu drużyn.

A jaki jest twój obecny stosunek do kibicowania?
Jeszcze do niedawna myślałem, że ta kibicowska szajba się u mnie skończyła, że mam to za sobą. W 2013 roku przeprowadziłem się z Łodzi do Warszawy. Przestałem jeździć na mecze, pochłonęło mnie życie zawodowe, zdystansowałem się od polskiego futbolu, Widzewa i kibicowania. Ale mniej więcej trzy lata temu to do mnie wróciło. Z jakiegoś powodu zacząłem rozmyślać o tych wszystkich latach, które spędziłem na stadionie, o tych wszystkich kibicach i kibolach, których spotkałem, o wszystkich dziwnych rzeczach, jakie zobaczyłem. Okazało się, że tego się jednak nie da po prostu wyłączyć. Kibicowanie w jakimś stopniu mnie ukształtowało. Bez wątpienia wpłynęło na moją młodość. I towarzyszyło mi, gdy wchodziłem w dorosłość. Stąd wzięło się pragnienie, aby napisać książkę, której akcja rozegra się w tym środowisku.

Czytając przedpremierowo „Konfidenta”, odniosłem wrażenie, że świat kiboli stanowi jedynie tło dla powieści, która opowiada przede wszystkim o złych wyborach i ich konsekwencjach.
Taki był mój zamiar. „Konfident” jest powieścią napisaną ku przestrodze dla kogoś, kto wchodzi do świata kibicowskiego, ale nie jest książką o kibolach. To opowieść o podejmowaniu decyzji, o trudnych życiowych wyborach, na które nigdy nie jesteśmy gotowi. O młodości – o tym, jak trudno dobrze zaprojektować życie, kiedy ma się 18 czy 19 lat. O sile rodzinnych więzi, z której czasem nie zdajemy sobie sprawy. To także opowieść o życiu gangsterskim, które wcale nie jest tak kolorowe, jak niektórzy pisarze czy filmowcy lubią je malować. No i wreszcie – last but not least – jest to opowieść o młodym człowieku i jego sensacyjnych perypetiach. „Konfident” to thriller, którego nadrzędnym celem jest dostarczenie czytelnikowi rozrywki na wysokim poziomie.

Najbardziej zagorzali kibice piłkarscy nie należą raczej do miłośników literatury, choć bardzo prawdopodobne, że część z nich usłyszy o twojej najnowszej powieści. Nie obawiasz się, że przez niektórych możesz zostać uznany za „hejtera” kibolskiej społeczności?
Raczej nie. Wprawdzie w „Konfidencie” nie robię personalnych wycieczek i nie portretuję prawdziwych chuliganów, ale te historie nie są zupełnie wyssane z palca, ona mają umocowanie w rzeczywistości. To fikcja obudowana prawdziwymi historiami, czasem konkretnymi wydarzeniami ze świata futbolu. A kibole mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie za to, jak są postrzegani. Nikt nie musi im w tym pomagać.

A czy już wiesz, jak „Konfidenta” odbierają ludzie, którzy nie interesują się piłką?
Wiem, że spodobał się redaktorom w Wydawnictwie Literackim – prawdopodobnie najlepszej oficynie w Polsce, która zdecydowała się wydać tę powieść. A także kilku innym osobom ze świata literackiego, które wkrótce podzielą się publicznie swoimi opiniami. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że książka przeszła pierwszą weryfikację, której zawsze dokonuje moja żona. Aneta potrafi być surową recenzentką i zupełnie nie interesuje się piłką. Skoro spodobał się jej „Konfident”, to znaczy, że może przypaść do gustu każdemu.