menu

Tomasz Bielecki z Pogoni CLJ U17: Szukam nowych inspiracji i modeli pracy w tym fachu [ZDJĘCIA]

9 kwietnia 2020, 16:28 | Jakub Lisowski

Do trenerki namówił mnie mój mentor, śp. trener Włodzimierz Obst. Ściągnął mnie z Goleniowa do rocznika 1985 i jako piłkarz tego zespołu zdobyliśmy brązowy medal na Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych – mówi Tomasz Bielecki, obecnie szkoleniowiec juniorów młodszych Pogoni Szczecin.

Tomasz Bielecki podczas pobytu w Brazylii
fot. Archiwum prywatne
Tomasz Bielecki podczas pobytu w Brazylii
fot. Archiwum prywatne
Tomasz Bielecki podczas pobytu w Brazylii
fot. Archiwum prywatne
Tomasz Bielecki podczas pobytu w Brazylii
fot. Archiwum prywatne
Tomasz Bielecki z zespołem podczas pobytu w Brazylii
fot. Archiwum prywatne
Tomasz Bielecki podczas inauguracji wiosennej części rozgrywek CLJ U17. Pogoń wygrała z FASE 1:0
fot. Sebastian Wołosz
Inauguracja wiosennej części rozgrywek CLJ U17. Pogoń wygrała z FASE 1:0
fot. Sebastian Wołosz
Inauguracja wiosennej części rozgrywek CLJ U17. Pogoń wygrała z FASE 1:0
fot. Sebastian Wołosz
Inauguracja wiosennej części rozgrywek CLJ U17. Pogoń wygrała z FASE 1:0
fot. Sebastian Wołosz
Inauguracja wiosennej części rozgrywek CLJ U17. Pogoń wygrała z FASE 1:0
fot. Sebastian Wołosz
1 / 10

Zima była dla Tomasza Bieleckiego bogata w wydarzenia w trenerskiej karierze. Pod koniec stycznia szkoleniowiec udał się na międzynarodowy turniej do Brazylii i podpatrywał treningi Akademii Gremio Porto Alegre, a w lutym awansował w Akademii Pogoni Szczecin zostając opiekunem juniorów młodszych.

Dużo czasu na poznanie się z nowymi podopiecznymi czy wprowadzenie swoich reguł nie miał, ale pierwszy efekt był dobry. Na inaugurację wiosny w Centralnej Lidze Juniorów do lat 17 Portowcy pokonali FASE Szczecin 1:0. Do kolejnych spotkań nie doszło, bo rozgrywki zawieszono w związku z epidemią koronawirusa.

Jak doszło do Pana wyjazdu do Brazylii?
Tomasz Bielecki: Do Brazylii wyjechałem dzięki znajomości z Bartoszem Kubicą, który jest założycielem organizacji COMT Coaching Club. Od kilku lat Bartosz zajmuje się organizacją stażów trenerskich, campów piłkarskich, czy też warsztatów piłkarskich dla trenerów. Prywatnie to mój przyjaciel, z którym znamy się bardzo dobrze od lat. Dzięki przynależności do COMT Coaching Club już wcześniej miałem możliwość wyjechania na staże trenerskie do takich klubów jak SLB Benfica Lizbona, Dynamo Zagrzeb czy MSK Żilina. Podejmowaliśmy również wiele innych wspólnych działań, m.in organizację campów sportowych w Polsce oraz w Portugalii dla utalentowanych polskich dzieci, gdzie pełniłem funkcję trenera. Ćwiczyło tam wiele zdolnych dzieci pod okiem polskich i portugalskich trenerów. Kolejnym wyzwaniem postawionym przez Bartosza był turniej Iber Cup. W zawodach w Lizbonie udział wzięły zespoły z kilku roczników, w tym drużyna z rocznika 2009 – m.in. przeze mnie prowadzona. Nasz zespół to byli wyselekcjonowani chłopcy z campów sportowych z całej Polski - m.in. zawodnicy Pogoni Szczecin, Arkonii Szczecin, Śląska Wrocław i Beniaminka Krosno. Wygraliśmy w wielkim finale z FC Porto 7-0 i w nagrodę chłopcy wywalczyli przepustkę do wyjazdu do Brazylii. I tak moja skromna osoba znalazła się na pokładzie samolotu do Porto Alegre wraz z 13 zawodnikami i resztą trenerów.

W jakim klubie w Brazylii spędził Pan najwięcej czasu, jakie roczniki były szczególniej przez Pana obserwowane?
Cały turniej był zorganizowany w Akademii Gremio Porto Alegre z której wywodzą się m.in Ronaldinho, czy Arthuro. Mieliśmy również okazję zobaczyć akademię Internacionalu. Zespołami, które najczęściej obserwowałem z wiadomych przyczyn były te z kategorii U11. Oczywiście między naszymi meczami również oglądałem jak grają inne kategorie wiekowe. Cieszę się, że do tego wyjazdu doszło. Brazylia to kuźnia talentów, ich drużyny narodowe oraz zawodnicy to ścisły top. Chciałem zobaczyć na własne oczy, jak wygląda szkolenie w tym kraju oraz przeżyć coś nowego.

Czy mógł Pan tylko obserwować czy też miał Pan wstęp do szatni, mógł swobodnie rozmawiać z trenerami, działaczami, piłkarzami z akademii Gremio?
Były tam zespoły z całego świata, a trenerzy byli bardzo otwarci i komunikatywni. Najczęściej rozmowy wywiązywały się spontanicznie, np. podczas wspólnych przejazdów z hotelu na boiska. Często też rozmawialiśmy po meczach z drużynami, które prezentowały świetną piłkę. Bardzo często byliśmy przez innych zaczepiani i traktowani jako atrakcja turystyczna, ze względu na inny język, ubiór. Po kilku dniach już wszyscy rozpoznawali nas jako „Polonez”.

Można coś przełożyć z brazylijskich treningów na zajęcia Akademii Pogoni? A może już to zostało wprowadzone?
Akademia Pogoni w ostatnim czasie bardzo mocno się rozwija. Trenerzy ciągle się szkolą w różnych miejscach i przywożą nowości. W Brazylii zaimponowała mi determinacja. Gdyby tak można było ją wyciągnąć i przełożyć na nasz grunt... Pamiętam jedną rozmowę z autobusu z chłopcem w wieku 10 lat, który został wypatrzony i sprowadzony z małej miejscowości do akademii Palmeiras, znajdującej się w odległości 8000 km od jego domu. Miał pięcioro rodzeństwa, które zostawił i razem z ojcem przeniósł się do Palmeiras, aby spełniać swoje marzenia. Kiedy opowiadał o tym, że spotyka się z rodziną raz na rok, uświadomiłem sobie jak duża presja od najmłodszych lat ciąży na tych młodych zawodnikach. To jedyna droga do wyrwania się ze skrajnej biedy. Determinacja tych dzieci musi być na bardzo wysokim poziomie. U nas raczej nie lubi się wychodzić ze strefy komfortu, a nakładanie presji na sport dzieci jest źle odbierane w środowisku.

Czy dla Pana był to pierwszy taki trenerski staż połączony z turniejem poza Europą?
Pierwszy, ale nie ostatni (uśmiech).

W jakich klubach wcześniej był Pan na obserwacjach?
Tak jak wspomniałem wcześniej, miałem okazję przebywać na stażach trenerskich w Benfice Lizbona, Dinamo Zagrzeb, MSK Zilina, ale miałem możliwość pobytu też w BVB Dortmund, HSV Hamburg, czy KS Eupen.

Jaki jest Pana kolejny kierunek?
Jest kilka kierunków, choć na razie – z wiadomych przyczyn – jest to mocno utrudnione. Szukam nowych inspiracji i modeli pracy w tym fachu, chciałbym jeszcze pojechać na Wyspy, do Hiszpanii czy Włoch.

Od wiosny jest Pan pierwszym trenerem juniorów młodszych Pogoni Szczecin. Ile zadań domowych zlecił Pan swoim podopiecznym, jak kontroluje kilkunastoletnich chłopców?
Staramy się cały czas bodźcować naszych zawodników. Wcześniej pracowali indywidualnie na rozpiskach motorycznych głównie biegowych, gdzie na specjalnie utworzonej grupie po każdym treningu zawodnicy raportowali nam swoje treningi. Teraz musimy ograniczyć te zadania do treningów domowych, różnego rodzaju ćwiczeń, np. na gumach i skakankach, wzmacniających mięśnie postulane ciała. Jesteśmy w ciągłym kontakcie telefonicznym z każdym z nich, chłopcy otrzymują analizy swoich meczów oraz zachowań zawodników topowych na ich pozycjach. Od przyszłego tygodnia wprowadzimy spotkania konferencyjne online.

Czy prowadzenie juniorów to Pana najpoważniejsza praca w dotychczasowej karierze?
Podchodzę do tego bardzo poważnie, całą energię i swój czas przekierowałem na ten zespół. Jest to dla mnie duże wyróżnienie, móc pracować w jednej z najlepszych Akademii w naszym kraju na szczeblu centralnym. Długo na to czekałem. Pracuję w Akademii Pogoni ponad 10 lat. Wcześniej przez 6,5 roku prowadziłem rocznik 2003 oraz 3,5 roku rocznik 2006. Miałem też półroczną przygodę w Młodej Ekstraklasie, jako asystent trenera Adama Gołubowskiego. Do trenerki namówił mnie mój mentor, śp. trener Włodzimierz Obst. Ściągnął mnie z Goleniowa do rocznika 1985 i jako piłkarz tego zespołu zdobyliśmy z trenerem Obstem brązowy medal na Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych. Był to trener, który pokazywał mi i podpowiadał, jak należy prowadzić treningi z najmłodszymi. Na początku łączyłem grę w drugim zespole Pogoni z trenowaniem młodych adeptów, z czasem jednak zaangażowałem się tylko w trenowanie dzieci. Chociaż zdarza się jeszcze dziś, że biegam po A-klasowych boiskach, jak tylko czas na to pozwala. Najważniejszym priorytetem jest jednak zespół, który prowadzę jako trener.

Rozmawiał Jakub Lisowski


Polecamy