menu

Son Heung-min, czyli brylant, który kibicom Tottenhamu może odebrać wojsko

24 stycznia 2018, 08:00 | Tomasz Dębek

Coraz odważniej wychodzi z cienia Harry'ego Kane'a. Na boisku potrafi przyćmić największe gwiazdy Premier League. Przy tym jest niezwykle skromnym człowiekiem, który wciąż mieszka z rodzicami. I boi się wezwania do wojska, które może złamać mu karierę. Son Heung-min.

Son (z lewej) obok Łukasza Piszczka
Son (z lewej) obok Łukasza Piszczka
fot. AP/EAST NEWS

"Azjatycka odpowiedź na Leo Messiego" - mówią o nim na Wyspach. Z porównaniami do gwiazdora Barcelony można dyskutować, wątpliwości nie ulega jedno - to jeden z najbardziej wartościowych (i jednocześnie niedocenianych) zawodników Premier League. Od początku grudnia w 10 meczach zdobył sześć goli i dołożył do nich cztery asysty (w sumie w tym sezonie ma 11 bramek i sześć ostatnich podań). Trudno wyobrazić sobie bez niego drużynę Tottenhamu. O kim mowa? Oczywiście o Son Heung-minie.

25-latek to najbardziej rozpoznawalny piłkarz na ojczystym kontynencie. Pod względem popularności może rywalizować z gwiazdami kina i muzyki. W ankiecie przeprowadzonej przez Instytut Gallupa 38,1 proc. badanych Koreańczyków uznało go za najbardziej wpływowego sportowca w kraju. Drugie miejsce (13,4 proc.) zajęła była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie figurowym Kim Yuna, a trzecie baseballista grający w amerykańskiej MLB Ryu Hyun-jin (12,8 proc). Do Davida Beckhama czy Cristiano Ronaldo, przynajmniej pod względem obecności w mediach, mu jednak daleko. Stroni od skandali, nie robi sobie tatuaży, imponuje też skromnością. Wciąż miesza z rodzicami w niewielkim mieszkaniu.

Potrafi jednak pokazać charakter. Po bramce zdobytej w meczu z West Hamem przyłożył palec do ust, "uciszając" kibiców gości. - To nie było nic niezwykłego. Nie chcę o tym mówić. Oni już wiedzą, dlaczego to zrobiłem. I niech tak zostanie - uciął w rozmowie z dziennikarzami. Gest był odpowiedzią na krążący wcześniej po internecie film, w którym fan Młotów obrzucił go rasistowskimi obelgami.

Koledzy z szatni mówią, że jest skromnym, sympatycznym chłopakiem. Z każdym ma indywidualny sposób witania się, często zamawia dla wszystkich jedzenie z ulubionej koreańskiej restauracji. Choć nie ubiera się w najdroższych butikach, znawcy mody chwalą go za ciekawy styl. Brakuje mu gwiazdorskich nawyków, choć gdy był młodszy, miał jedną słabość.

- Po przeprowadzce do Hamburga zaprowadziłem jego i dwóch innych Koreańczyków do sklepu. Zapytałem, czy chcą coś konkretnego. Ale ich nie interesowało jedzenie, tylko farby do włosów. Poza nimi nie zapakowali do koszyków kompletnie nic - wspominał na łamach "Timesa" Thies Bliemeister, agent i przyjaciel Sona.

To on był jednym z odkrywców talentu skrzydłowego, którego umiejętności szlifował nie koreański system szkolenia, ale ojciec - były piłkarz, Son Woong-jung. Dopiero w wieku 15 lat spod jego skrzydeł trafił do FC Seul. Tam wypatrzyli go ówczesny trener juniorów HSV Soner Uysal oraz właśnie Bliemeister, który pomagał Sonowi zadomowić się w Niemczech, gdy w wieku 16 lat przeprowadził się do Hamburga. Przed wylotem Koreańczyk nauczył się wszystkich niemieckich... przekleństw. - Nie może być tak, że ktoś obraża cię stojąc twarzą w twarz, a ty tylko głupio się uśmiechasz, bo nic nie rozumiesz - powiedział w wywiadzie z "FourFourTwo". Przyswojenie pozostałych aspektów języka nie zajęło mu wiele czasu. Płynnie porozumiewał się z nowymi kolegami już po trzech miesiącach.

W Hamburgu nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Po roku HSV z niego zrezygnowało. Działacze argumentowali, że to przeciętny piłkarz. Wyleciał na testy do Blackburn Rovers i Portsmouth, ale nie przyniosły one podpisania kontraktu, więc wrócił do Seulu. Pół roku później HSV potrzebowało ofensywnego zawodnika. Son znów pojawił się w Hamburgu i tym razem strzelał gole w każdym meczu. Szybko przebił się do pierwszej drużyny, trzy sezony później trafił do Bayeru Leverkusen za 10 mln euro. Latem 2015 roku Tottenham zapłacił za niego trzy razy więcej.

Pierwszy sezon w Premier League był jednak kolejnym rozczarowaniem. W pierwszej jedenastce wyszedł tylko 13 razy (strzelił cztery gole i zaliczył asystę). Statystyki podreperował nieco w rozrywkach pucharowych, ale dla mediów i kibiców i tak był kozłem ofiarnym. Ciężka praca na treningach się jednak opłaciła. W drugim sezonie został rekordzistą wśród azjatyckich piłkarzy w Europie pod względem bramek (21, plus 10 asyst). W obecnym jego gwiazda rozbłysła już na dobre. Zwłaszcza, kiedy ktoś musiał zastąpić kontuzjowanego Harry'ego Kane'a pokazał, że potrafi udźwignąć ogromną odpowiedzialność. Nic dziwnego, że władze klubu chcą zatrzymać go w Londynie, oferując nowy kontrakt. Obecny wygasa latem 2020 roku. Zapewnia pensję w wysokości 60 tys. funtów tygodniowo, czyli... dziesięć razy mniej niż ma zarabiać - łącznie z bonusami i prawami do wizerunku - Alexis Sanchez w Manchesterze United.

Koreańczyka z pewnością kusić będą też inne kluby. Problem w tym, że pięknie rozwijającą się karierę Sona może przerwać... powrót do ojczyzny. W Korei Południowej każdy mężczyzna musi do ukończenia 28 roku życia odbyć co najmniej 21 miesięcy służby wojskowej. Piłkarz, który już jako nastolatek trafił do Europy, do tej pory odkładał tę powinność. Niemal dwuletnia przerwa na tym etapie kariery byłaby dla niego bardzo kosztowna.

Wyjścia z tej sytuacji są dwa. Prawo przewiduje zwolnienie z obowiązku służby dla wybitnych sportowców. By spełnić wymagania, Son musiałby poprowadzić reprezentację do zwycięstwa w Igrzyskach Azjatyckich, które we wrześniu odbędą się w Dżakarcie lub medalu mistrzostw świata w Rosji. Miejsce na podium igrzysk olimpijskich również przeniósłby go do rezerwy (tak stało się w przypadku brązowej drużyny z Londynu), ale piłkarz skończy 28 lat przed startem imprezy w Tokio. Blisko sukcesu as Tottenhamu był już na igrzyskach w Rio de Janeiro, ale Koreańczycy odpadli wówczas w ćwierćfinale (0:1 z Hondurasem). Trener Shin Tae-Yong przyznał, że po tym meczu załamany Son płakał przez cały dzień.

Zatroskani kibice apelują do władz, by wprowadziły nowe przepisy. Proponują, by "Prawo Son Heung-mina" umożliwiło w wyjątkowych przypadkach odroczenie służby wojskowej do zakończenia kariery sportowej. Lub ustanowienie specjalnego podatku, dzięki któremu gwiazdy sportu uniknęłyby pójścia w kamasze. Przyszłość pokaże, czy uda im się uratować swojego ulubieńca. A może Son zapracuje na to na boisku? Korea jest potencjalnym rywalem reprezentacji Adama Nawałki w ćwierćfinale, jeśli dojdzie do takiego starcia, Polacy będą trzymać kciuki za jego karierę wojskową. Jeśli z karabinu strzela równie celnie jak na boisku, w armii będzie czuł się jak ryba w wodzie.

Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Inaki Astiz: Znam Angulo, jest w życiowej formie