menu

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 10.09.2022 r. Lechia fatalna w drugiej połowie. Znowu podarowała punkty rywalowi ZDJĘCIA

11 września 2022, 10:30 | Paweł Stankiewicz, Wrocław

Lechia Gdańsk przegrała we Wrocławiu ze Śląskiem 1:2 i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie opuściła ostatnie miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
fot. Paweł Relikowski
1 / 7

Lechia zdobyła jeden punkt w pięciu ostatnich meczach przerywając tym samym fatalną serię czterech kolejnych porażek. Śląsk z kolei nie wygrał żadnego z trzech ostatnich meczów, więc nic dziwnego, że oba zespoły znajdują się w strefie spadkowej PKO Ekstraklasy. I oba chciały wreszcie odnieść ważne zwycięstwo, które dałoby nadzieję na lepszą przyszłość.

CZYTAJ TAKŻE: Kto zostanie nowym trenerem Lechii Gdańsk?

Podopieczni trenera Macieja Kalkowskiego dobrze zaczęli mecz we Wrocławiu. To biało-zieloni, grający wyjątkowo w czerwonych strojach, starali się kreować sytuacje bramkowe i dążyli do strzelenia gola. Widać było dużą koncentrację w zespole i chcę odniesienia zwycięstwa. Nie była to może jakaś wybitna połowa w wykonaniu Lechii, ale na pewno taka, którą można zaliczyć na plus. O dużym pechu może mówić Maciej Gajos, który oddał kapitalny strzał z dystansu i piłka wylądowała w bramce zespołu gospodarzy. Niestety, szyba interwencja z wozu VAR i sędzia anulował gola. W trakcie strzału Michał Nalepa bezsensownie odepchnął rywala i zabrał Gajosowi pięknego gola. Kolejna akcja Lechii zakończyła się już bramką. Po dośrodkowaniu Conrado piłkę do własnej bramki skierował Patryk Janasik, który był mocno naciskany przez Gajosa. W pełni zasłużone prowadzenie Lechii we Wrocławiu. Gospodarzy było stać tylko na mocne uderzenie z dystansu Patricka Olsena, ale Kuciak popisał się świetną interwencją.

CZYTAJ TAKŻE: Poznajcie partnerki piłkarzy Lechii Gdańsk! One oczarowały zawodników GALERIA

Lechia rozegrała dobrą połowę, kontrolowała przebieg spotkania. A Śląsk grał bardzo słabo i aż się prosiło, żeby dobić rywala. Biało-zieloni nie mieli jednak zamiaru tego robić tylko cofnęli się i zaczęli bronić skromnego prowadzenia. Śląsk zaproszony do ataków ruszył na bramkę biało-zielonych. Z dystansu strzelali Olsen i John Yeboah, ale Kuciak bronił bardzo pewnie i efektownie. Szkoda, że biało-zielonym zabrakło kompletnie pomysłu na grę w drugiej połowie spotkania. Nie było żadnego zagrożenia w polu karnym Śląska, z wyjątkiem sytuacji, w której Christian Clemens strzelił prosto we… Flavio Paixao.

A Śląsk rozkręcił się na dobre. Znakomity strzał z dystansu oddał Erik Exposito i piłka wpadła do siatki. Lechia w drugiej połowie grała słabo, a do tego nie potrafiła uszanować jednego punktu. Najpierw zwariował Kuciak, który chwytem rodem z MMA powalił Yeboaha. Analiza VAT i karny dla Śląska. Kuciak na chwilę się zrehabilitował i obronił strzał Exposito. Chwilę później bramkarz Lechii popełnił fatalny błąd mijając się z piłką, futbolówkę głową zagrał Konrad Poprawa, a ta odbiła się od Davida Steca i wpadła do siatki. Biało-zieloni byli pewni, że za chwilę sędzia odgwiżdże rzut wolny i anuluje tego gola. Arbiter wsłuchał się w głos z wozu VAR i uznał bramkę dla Śląska. Praktycznie w kolejnej akcji Mario Maloca bezmyślnie kopnął bez piłki Matiasa Nahuela i dostał czerwoną kartkę. Trener Kalkowski nie trafił ze zmianami. Zejście z boiska Joeriego de Kampsa czy Łukasza Zwolińskiego zdecydowanie osłabiło Lechię, która w drugiej połowie na boisku pełniła rolę statystów, a do tego piłkarze z Gdańska popełniali idiotyczne błędy.

„Lechia grać, k… mać” - tak kibice biało-zielonych żegnali piłkarzy. Większość szybko uciekła do szatni, został tylko Flavio Paixao…