menu

Piłkarska 2 liga. MKS Kluczbork - Gwardia Koszalin 1-1

15 października 2017, 21:58 | Marcin Sagan

MKS Kluczbork po raz kolejny na własnym boisku nie potrafił utrzymać prowadzenia i zaledwie zremisował z ostatnim zespołem w tabeli 2 ligi.

Powietrzne starcie obrońcy gości Patryka Baranowskiego (z lewej) i napastnika MKS-u Dawida Wolnego.
Powietrzne starcie obrońcy gości Patryka Baranowskiego (z lewej) i napastnika MKS-u Dawida Wolnego.
fot. Mirosław Szozda

- Nie wiem, jak wytłumaczyć to, co się z nami dzieje - mówił po meczu pomocnik MKS-u Lucjan Zieliński, który wszedł na boisko w 63. min spotkania i wyraźnie rozruszał nasz zespół. - Prowadzimy, mamy wiele sytuacji, powinniśmy wygrać, a tymczasem jest tylko remis. Sam mam do siebie wielkie pretensje, bo w końcówce miałem idealną okazję na zdobycie drugiej bramki. To wszystko siedzi w naszych głowach.

To był czwarty mecz w tym sezonie u siebie, w którym MKS prowadząc nie zdołał „dowieźć” do końca korzystnego wyniku tracąc bramkę w ostatnim fragmencie. W ten sposób nasi piłkarze zgubili już osiem punktów. Gdyby choć w dwóch przypadkach udało się wygrać, to zamiast miejsca w strefie spadkowej zajmowaliby 8. lokatę.

Straty dwóch punktów z ostatnią w tabeli Gwardią należy szczególnie żałować. Biorąc pod uwagę przebieg spotkania, to zwycięstwo wręcz było obowiązkiem. Goście w polu prezentowali się całkiem nieźle, ale pod bramką MKS-u nie potrafili stworzyć zagrożenia. Mało jednak zabrakło, żeby gospodarze ten mecz nawet przegrali. Tuż przed końcem idealnej okazji dla rywali nie wykorzystał Kamil Poźniak. Będąc sześć metrów od bramki źle trafił w piłkę i ta wolno potoczyła się do rąk golkipera Kacpra Maj­chrowskiego.

W pierwszej połowie tego niezbyt efektownego spotkania MKS zagrażał głównie po strzałach z dystansu. W 10. min nieznacznie spudłował Sebastian Deja, w 33. min z woleja obok słupka uderzał Dominik Koś­ciel­niak. W 43. min bramkarza gości Adama Hartleba próbował zaskoczyć „centrostrza­łem” Jakub Skoczylas, a najlepszą okazję miejscowi mieli tuż przed przerwą. Strzał Pawła Baraniaka sparował Hartleb, a dobijający Litwin Donatas Nakrosius zamiast trafić do siatki z 16 metrów uderzył na siłę i spudłował.

W drugiej odsłonie biało-niebiescy mieli znacznie lepsze okazje. Pomóc mógł im nawet obrońca Gwardii Bartłomiej Oleszczuk. W 62. min był blisko „samobója”. Interweniował w niegroźnej sytuacji na tyle niefortunnie, że trafił w poprzeczkę własnej bramki.

Za chwilę przebojowy Zieliński pierwszy raz dał znać o sobie po indywidualnej akcji. W 66. min po strzale Damiana Warchoła wydawało się, że piłka musi wpaść do siatki po zamieszaniu podbramkowym. Jak spod ziemi na linii bramkowej wyrósł jednak kapitan Gwardii Maciej Stańczyk i wybił ją głową. W 69. min kolejna indywidualna akcja Zielińskiego został przerwana faulem przez Hartleba i był rzut karny. Pewnie wykorzystał go Deja.

Niestety po strzeleniu gola gospodarze niepotrzebnie się cofnęli.

- Mówimy sobie, żeby tak nie robić, a na boisku jest inaczej - pieklił się kapitan MKS-u Kamil Nitkiewicz.

W 76. min powinno być 2-0. W idealnej sytuacji sam na sam z Hartlebem znalazł się Warchoł. Czemu zwlekał i zmarnował tę okazję pozostanie jego tajemnicą. Za chwilę gospodarze otrzymali pierwsze ostrzeżenie. Groźnie strzelał Krystian Przyborowski, ale Majchrowski nie dał się zaskoczyć. W 83. min w podobnej sytuacji padł gol, a pięknym technicznym strzałem popisał się Przemysław Brzeziański. Piłka wpadła w okienko bramki MKS-u, a Majchrowski był bez szans.

Po wznowieniu gry od środka nasi piłkarze przeprowadzili składną akcję. Ukrainiec Dmytro Fedota zagrał do Miłosza Reischa, a ten w pierwszym kontakcie z piłką skierował ją do siatki. Sędzia uznał jednak, że Fedota faulował Hartleba. Zapis video wskazywał, że nie było o tym mowy. Arbiter popełnił kardynalny błąd, a po chwili wyrzucił na trybuny protestującego trenera MKS-u Łukasza Gano­wicza.

Gospodarze nadal atakowali. W 90. min świetną okazję zmarnował Zieliński uderzając koło słupka, a strzał Reischa też był niecelny.

Na koniec była jeszcze wspomniana idealna okazja Poźniaka, a po ostatnim gwizdku ogromny żal po kolejnym (szóstym już z rzędu) remisie na własnym stadionie.

MKS Kluczbork - Gwardia Koszalin 1-1 (0-0)
1-0 Deja - 70. (karny), 1-1 Brzeziański - 83.
MKS: Majchrowski - Skoczylas, Gierak, Brodziński, Nitkiewicz - Kościelniak, Nakrosius (65. Bodziony), Deja, Warchoł (78. Fedota), Baraniak (83. Reisch) - Wolny (63. Zieliński). Trener Łukasz Ganowicz.
Gwardia: Hartleb - Maciąg (63. Przyborow­ski), Stańczyk, Baranowski, Oleszczuk - Kwiatkowski (90. Gregorek), Shimmura (82. Łysiak), Poź­niak, Sopel (63. Karbowiak), Szubert - Brzeziań­ski. Trener Dariusz Szperlak.
Sędziował Karol Rudziński (Olsztyn). Żółte kartki: Nitkiewicz, Nakrosius, Wolny - Hartleb, Maciąg, Stańczyk, Baranowski, Sopel. Widzów 450.

[wideo_iframe]//get.x-link.pl/82e0e353-b7bf-7a59-3674-ed405937f520,ca0c1d22-e66e-0c60-b4d5-e8b3090f1a88,embed.html[/wideo_iframe]


Polecamy