menu

Mundial U-20. Dla futbolu Dominik Steczyk rzucił wszystko i wyjechał do Dortmundu. Teraz wraca na Mistrzostwa Świata 2019

12 kwietnia 2019, 12:18 | Kaja Krasnodębska

Decyzja o wyjeździe z Polski nie przyszła łatwo, ale również dzięki niej dzisiaj Dominik Steczyk jest jednym z faworytów na mundial. Choć w maju skończy dopiero 20 lat, pomocnik 1 FC Nurnberg już dawno wydoroślał. W Niemczech zobaczył inny świat, ale nie zapomina skąd pochodzi.


fot. Krzysztof Szymczak

W ostatnich miesiącach regularnie dostawałeś powołania. Czujesz się jednym z faworytów do znalezienia się w gronie 21 zawodników, którzy w maju pojadą na mundial?

Bardzo mnie to cieszy, że odkąd zostałem powołany po raz pierwszy, trener Magiera ze mnie nie rezygnuje. Regularnie zaprasza na zgrupowania, co na pewno podbudowuje także moją pewność siebie. Nie mogę być jednak pewny wyjazdu na mistrzostwa świata. To jest piłka. Tutaj dosłownie w pięć minut wszystko może się zmienić. Czuję się tutaj dobrze, ale nie czuję się pewniakiem. Muszę ciężko pracować i mam nadzieję, że te moje starania przyniosą skutek w postaci powołania na mundial.

Sprawdzasz jeszcze listę powołanych czy bez sensu, skoro zawsze się na niej znajdujesz?

Jak wiem, że nadchodzi czas powołań, to zawsze z niecierpliwością czekam na tę listę. Sprawdzam, czy aby na pewno jest na niej moje nazwisko, bo w reprezentacji nie jest się raz na zawsze. To zależy od naszej formy, od tego jak wyglądamy w meczach i treningach. Jakaś doza niepewności zawsze jest. Myślę jednak, że jeżeli dalej będę pracował tak jak pracuję, to mam szansę znaleźć się na mundialu.

Trener Jacek Magiera obserwuje Twoją codzienną pracę?

Utrzymujemy kontakt na co dzień. Dzwonimy do siebie. Nie ukrywam, że jego wskazówki są dla mnie bardzo ważne, staram się je wykorzystywać. To dla mnie istotne, żeby również poza zgrupowaniami otrzymywać od niego rady. Tak naprawdę tych dni z drużyną, na zgrupowaniach nie ma zbyt wiele. Widujemy się co miesiąc, dwa, tego czasu jest naprawdę mało. Dlatego codzienna, w klubie jest bardzo ważna. Również przy niej czuję ogromne wsparcie selekcjonera.

Jak często sztab szkoleniowy Cię odwiedza?

Gram w Niemczech, więc w moim przypadku trenerzy mają nieco trudniej, niż jeśli chodzi o chłopaków mieszkających w Polsce. Kontakt mamy na co dzień, ale trenerom to nie wystarcza. Przyjeżdżają często, czuję się przez nich monitorowany. Zawsze starają się pomóc.

Ty z kolei często przyjeżdżasz na zgrupowania. Lubisz to?

Ja się zawsze bardzo cieszę, że mogę tutaj przyjechać. Móc wystąpić w barwach swojego kraju, to dla zawodnika zawsze największe wyróżnienie. Teraz przed nami mundial. Czasem mam wrażenie, że to do mnie jeszcze nie dociera: przecież w piłce nie ma większej imprezy. Od zawsze występują w nim najlepsi zawodnicy, wiele z dzisiejszych gwiazd może pochwalić się grą na poprzednich edycjach mistrzostw świata. Teraz też nie przyjadą do Polski przypadkowi piłkarze. Coś pięknego.

Masz to cały czas gdzieś z tyłu głowy. Turniej za moment się rozpocznie.

Jak się dowiedziałem, że mistrzostwa świata odbędą się w Polsce, to występ na nich od razu stał się jednym z moich głównych celów. Występ, nie samo powołanie do kadry, bo ja nie chcę być na mundialu, ja chcę na nim grać. Zaczynamy za niecałe dwa miesiące meczem z Kolumbią, już człowiek tym żyję. Za nami ostatnie zgrupowanie, ostatnie sparingi. Rozjechaliśmy się na miesiąc do domów i już za chwilę decydujące powołania. Początek jest blisko.

Losowanie przyniosło nam Kolumbię, Senegal i Tahiti.

Grupa zapowiadała się ciekawie, prawie jak pierwszej reprezentacji. Wiemy jakich mamy przeciwników, ale musimy skupić się na sobie. Z kim byśmy nie grali, na końcu wszystko zależy od nas. Trzeba się jak najlepiej przygotować i wówczas, na ile znam tę drużynę, to wierzę, że możemy coś osiągnąć.

Chłopaków znasz pewnie głównie z kadry, nie widujesz ich w meczach, bo grasz w innym kraju.

Bynajmniej, regularnie oglądam ekstraklasę. Pochodzę z Polski, a to jest polska liga. Moim zdaniem bardzo interesująca. Cały czas się rozwija, mamy dobrych piłkarzy. Śledzę też 1. ligę, bo kibicuję GKS-owi Katowice. Jestem z Katowic i nie wyobrażam sobie, tak po prostu się od tego odciąć.

Jako fan GieKSy, wierzysz w awans do ekstraklasy?

Balonik na ekstraklasę pompowany jest co roku, a od kilku lat się nie udaje. Teraz GKS walczy o utrzymanie i trzeba wierzyć, że się uda. W tym sezonie awansu nie będzie, ale jak to mówią – nadzieja umiera ostatnia. Od nowej rundy, jak pewnie każdy kibic GKS-u, będę marzył o tym awansie. Katowice to duże, piękne miasto. Dobrzy zawodnicy, klub do najmniejszych nie należy, ma długą i bogatą historię. Dlaczego miałoby się nie udać?

Masz ulubiony zespół w Bundeslidze?

Ją też oglądam, staram się chodzić na mecze. Z żadnym klubem nie czuję się związany tak jak z GieKSą, ale największe wrażenie robi na mnie Borussia Dortmund. Świetni kibice, stadion, zawodnicy, super atmosfera w Dortmundzie. Oprócz tego ważne są dla mnie oczywiście wyniki mojego obecnego klubu, Norymbergii.

Jak się mieszka w Niemczech?

Teraz mogę powiedzieć, że czuję się tam jak w domu. Dom to nie jest, ale już się przyzwyczaiłem. Początki nie były łatwe. Wyjazd, wszystko nowe. Od tamtej pory minęło jednak sporo czasu i już normalnie tam funkcjonuję.

Jak trudna to była decyzja, żeby rzucić wszystko i wyjechać do Niemiec?

Miałem wtedy jakieś 15 lat. W Katowicach miałem wszystko: znajomi, szkoła, treningi, rodzina. Ta szansa przyszła nagle i szczerze mówiąc z początku nie byłem do niej przekonany. Myślałem sobie, że gdzie ja, w tak młodym wieku, mam wyjechać w świat. Wraz z zastanowieniem uświadomiłem sobie, że to okazja na spełnienie marzeń. Drugi raz mogła się nie powtórzyć, a po to gra się w piłkę, żeby zajść jak najdalej. A przejście to tak dużego klubu jak Borussia Dortmund, to ogromny krok do przodu. Decyzję podjąłem po około dwóch miesiącach i wyjechałem.

Dwa miesiące to bardzo długo.

To była decyzja całkowicie zmieniająca moje życie. Dużo rozmawiałem z rodziną, zastanawiałem się czy jestem na to gotowy. Do tej pory nie wiem, czy tak naprawdę byłem na to gotowy. Czasami jednak jak się w życiu czegoś nie spróbuje, potem się żałuję. Ja spróbowałem, bo nie wyobrażam sobie robić w życiu coś innego niż gra w piłkę nożną. Jak taka szansa się nadarzyła, to w gruncie rzeczy nie mogłem jej nie wykorzystać. Takie jest życie piłkarza.

Jak wyglądały Twoje początki w Borussii?

Pamiętam mój pierwszy trening. Wcześniej grałem w GKS-ie i nagle przyjeżdżam do mega bazy treningowej ze świetnymi boiskami, dużymi szatniami. Takich warunków nigdy wcześniej nie widziałem, a przecież były to szatnie drużyn U-17 czy U-19. Gdy zobaczyłem jak to wszystko funkcjonuje, to był szok. Ubrali mnie w strój Borussii Dortmund, taki w jakim biegałem jako mały dzieciak po placu zabaw i kazali wyjść na trening. Duży stres, adrenalina, ale gdy już poczułem piłkę, murawę, złapałem kontakt z zawodnikami, wszystko samo poszło do przodu.

Jak przyjęli Cię zawodnicy? Nie mówiłeś przecież po niemiecku.

Pierwszego dnia nikt nie wiedział kim jestem. Myślę, że trochę się obroniłem na treningu, choć trochę mi zajęło, żeby w niego wejść. W Dortmundzie wszystko działo się na innym poziomie, wszystko było szybsze. Chłopaki wzięli mnie do szatni, pokazali gdzie mogę usiąść, zostawić rzeczy. Opiekowali się mną, podobnie jak trenerzy.

Teraz z językiem nie masz problemów.

Nawet jak jestem w domu w Polsce, to powiem coś po niemiecku. Nie zawsze to kontroluję, rodzina trochę się ze mnie śmieje. Cieszę się, że tak szybko się nauczyłem, bo w sporcie, w piłce nożnej komunikacja jest bardzo ważna. W życiu bardzo ważna jest komunikacja. Kolejny język otwiera nas na świat, zawsze nas wzbogaca.

Jak bardzo piłkarz może zaplanować swoje życie?

W ogóle. Gdy decydujesz się, że to właśnie piłce nożnej się poświęcisz, nie możesz planować nic innego. W tym sporcie nigdy nie wiesz, co zdarzy się jutro. Tutaj wystarczy pięć minut, żeby obrócić życie o 180 stopni. Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że dostanę ofertę z Borussii Dortmund, później przeniosę się do VfL Bochum, a stamtąd do Norymbergi, to na pewno bym w to nie uwierzył. Za to na pewno zawsze jest ciekawie.

Rzuciłeś wszystko, aby grać w piłkę. Masz coś poza nią?

Czasem ważne jest, żeby uwolnić głowę od wszystkiego. Treningi, wyjazdy, a człowiek momentami potrzebuje luzu, chwili dla siebie. Czy w moim życiu jest takie coś? Piłka to też moja praca, spędzam po siedem godzin w klubie, to na pewno jest najważniejsze. Robię co kocham, sprawia mi to przyjemność, nie czuję obciążenia. Dobrze robi mi jednak czas z rodziną. Wtedy się wyłączam i to mi wystarcza. Później wracam naładowany, wszystko jest w porządku.

Bardzo szybko się wyprowadziłeś. Jesteś już dorosły?

Rzeczywiście, gdy część z moich rówieśników wciąż mieszka z rodzicami, ja ze wszystkim radzę sobie sam. Ale są to fajne doświadczenia. Gdy wracam do domu moja rodzina śmieje się, że to ja teraz będę gotował. Czasem sprawia mi to frajdę, szczególnie jak uda się przyrządzić coś dobrego.

Wracasz i jesteś sam. Po treningu w mieszkaniu nikt na Ciebie nie czeka. To jest najtrudniejsze?

Norymberga to takie pierwsze miejsce, gdzie naprawdę byłem sam. Sam mieszkałem, sam musiałem sobie ze wszystkim dać radę. Po treningu przychodził taki moment, że przyjeżdżałem do domu, zjadłem coś i zastanawiałem się, co robić samemu w mieszkaniu. Staram się jednak zaplanować mój czas tak, żeby o tym nie myśleć. Chyba sobie z tym poradziłem, teraz już dobrze się czuję w Norymbergi.

Czujesz, że się rozwijasz?

Tak. Wiadomo, moje początki w Norymberdze nie były łatwe. Nie grałem za dużo. Później przyszła zmiana trenera, dał mi oficjalnie do zrozumienia, że chce na mnie stawiać. Wie jakim jestem zawodnikiem, co potrafię. Tak naprawdę od stycznia gram cały czas, strzelam bramki. To daje mi dużo pewności siebie. Mam dobry okres, ale uważam że te trudniejsze rozwijają mocniej. Człowiek poznaje siebie, musi zmierzyć z ciężką sytuacją. To dodaje kopa do dalszej pracy. Myślę, że teraz ta ciężka praca u mnie owocuje.

Pewność siebie będzie bardzo ważna również na mundialu. Zmierzycie się z najlepszymi piłkarzami na świecie.

Uważam, że to jedna z najważniejszych cech. Odwaga, wiara w siebie, we własne umiejętności robi bardzo dużo. Głowa musi dobrze współpracować zresztą ciała. Musimy wiedzieć, że jesteśmy dobrymi piłkarzami i możemy coś osiągnąć na tym turnieju. Bez tego nie mamy po co tam grać. Mamy super drużynę, świetny sztab szkoleniowy i wszystko, aby osiągnąć dobry wynik.