menu

Mikołaj Lebedyński (Górnik Łęczna): Nasza seria ciąży każdemu w drużynie

17 kwietnia 2018, 19:55 | KK

- Może czasami jesteśmy przemotywowani, przez co podejmujemy nerwowe decyzje. Mam nadzieję, że wraz z wygranym meczem to wszystko nas puści i pójdziemy w dobrym kierunku, bo zespół dobrze pracuje i uważam, że jak najbardziej zasługuje na to, żeby w tej lidze zostać - mówi Mikołaj Lebedyński, napastnik pierwszoligowego Górnika Łęczna.


fot. fot. K. Kurzępa

Jak ostatni mecz wyglądał z pańskiej perspektywy?
Na pewno dużo nerwowości i widać było, że obu zespołom zależy na trzech punktach, a remis rzeczywiście nikogo nie zadowala. Stąd, w końcówce z jednej i z drugiej strony było dużo podbramkowych sytuacji. Po ostatnim gwizdku można wnioskować, że mógł to być taki mecz do pierwszej bramki. Niestety, z naszego punktu widzenia szkoda, że tej bramki nie udało się zdobyć, bo uważam, że jeśli ta sztuka by nam się udała, to byśmy ten wynik dzisiaj na pewno do końca spotkania dowieźli.

Macie na swoim koncie 15 meczów z rzędu bez zwycięstwa. Wasza sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza.
Dokładnie. Ciężko znaleźć przyczynę, a ta seria się ciągnie. Podczas meczu ze Stomilem Olsztyn zabrakło dosłownie kilkunastu sekund, przeciwko Ruchowi Chorzów też byliśmy naprawdę blisko. Trudno to wytłumaczyć. Staramy się wychodzić na mecz z czystymi głowami i myśleć o każdym kolejnym spotkaniu, żeby zapunktować w końcu za trzy oczka. Mam nadzieję, że ta sztuka uda się jak najszybciej i zdążymy jeszcze z tej ciężkiej sytuacji się wydostać. Teraz następny mecz gramy bodajże w piątek, także mamy troszkę dłuższy czas na regenerację i już myślimy o następnym spotkaniu. Chcielibyśmy wygrać, ale remis z Ruchem trzeba szanować.

W ostatnim meczu od początku atakowaliście, ale klarownych sytuacji było jak na lekarstwo. To znaczy, że jeszcze potrzebujecie czasu, żeby wypracować nowe schematy ofensywne trenera Baniaka?
Ciężko powiedzieć. Uważam, że czasami brakuje nam ostatniego uderzenia. W sobotę zrobiliśmy kilka niezłych akcji. Czasami też spieszymy się pod polem karnym i brakuje często dokładności. Myślę, że to również może wynikać z naszej złej passy meczów bez wygranej. Na pewno gdzieś w głębi psychiki nasza seria ciąży każdemu w drużynie. Do tego spora motywacja ze strony trenera, sztabu szkoleniowego i kibiców. To ma prawo się kumulować i może czasami jesteśmy przemotywowani, przez co podejmujemy nerwowe decyzje. Mam nadzieję, że wraz z wygranym meczem to wszystko nas puści i pójdziemy w dobrym kierunku, bo zespół dobrze pracuje i uważam, że jak najbardziej zasługuje na to, żeby w tej lidze zostać.

Dołączył pan do Górnika tuż przed rundą wiosenną. Jak się pan czuje w zespole?
Czuje się dobrze, bo drużyna mnie fajnie przyjęła. Ja ze swojej strony staram się dać jak najwięcej zespołowi. Mam nadzieję, że to wszystko zaprocentuje w postaci bramek i asyst, a przede wszystkim ze zwycięstwami Górnika.

Póki co, skuteczności jednak brakuje.
Na pewno tak, i to zarówno mi, jak i całej drużynie. Nie strzelamy zbyt dużo bramek i to jest nasz mankament. Teraz jest dłuższy moment i zamiast wykorzystywać czas tylko na rozruchy pomiędzy meczami, to możemy popracować nad ofensywą. Za nami mały maraton, a potem po meczu w Tychach znowu gramy w środku tygodnia z Chrobrym Głogów. Trzeba ten czas dobrze spożytkować na niwelowanie tych mankamentów i przede wszystkim dobrą regenerację.

Szybko przekonał pan do siebie trenera Baniaka, co zaowocowało pierwszym składem w kilku meczach z rzędu.
Czy to będzie trener Baniak, czy wcześniej też trener Nazaruk, ja staram się pracować najlepiej jak potrafię, na 110 procent. Taka jest moja wola, żeby grać i dawać zespołowi jak najwięcej.

Trener Baniak mówi, że przyszedł pan do Górnika nie do końca przygotowany fizycznie. To jak wyglądała miniona zima w Wiśle Płock, czyli pańskim macierzystym klubie?
Na początku przygotowań do rundy wiosennej zostałem przesunięty do drugiego zespołu i tam odbywały się moje przygotowania. Starałem się wykorzystać te warunki, które miałem jak najlepiej. I to by było na tyle w tym temacie.