menu

Hiszpanie ponownie zagrają o złoto! Portugalia uległa dopiero w rzutach karnych

27 czerwca 2012, 23:27 | Daniel Kawczyński

W regulaminowym czasie gry Portugalia znalazła sposób na Hiszpanię, która nie była w stanie rozwinąć skrzydeł wcześniej, niż przed zakończeniem dogrywki. W rzutach karnych lepsi byli mistrzowie świata i Europy i to oni zagrają w wielkim finale w Kijowie.

Zobacz zdjęcia ze spotkania Portugalia - Hiszpania!

Vicente del Bosque mocno zaskoczył jedną zmianą w wyjściowej jedenastce. Tym razem postanowił nie eksperymentować i od pierwszych minut wystawił nominalnego napastnika. Co ciekawe nie był to najbardziej prawdopodobny Fernando Torres, ale Alvaro Negredo, co wywołało niemałe zdziwienie.

Portugalia była godnym przeciwnikiem dla Hiszpanów i sprawiła wiele problemów. Zgodnie z zapowiedziami nie przestraszyła się i nie cofnęła do obrony, tylko odważnie wychodziła do przodu. Wspaniałą pracę wykonywał tercet środkowych pomocników Miguel Veloso - Raul Meireles - Joao Moutinho. Przez cały czas starał się trzymać blisko siebie i skutecznie rozbijał w samym zarodku pomysły zainicjowania ataku, uniemożliwiając również swobodne rozgrywanie piłki. Śmiało także stosowano pressing, co utrudniało rywalowi wyjście z połowy i często prowadziło do udanych odbiorów.

Jednak w pierwszych minutach, podopieczni Paulo Bento jedynie dośrodkowaniami zmusili do wysiłku Ikera Casillasa. To trzymająca się swojej tiki-taki, cierpliwie wymieniająca podania Hiszpania więcej czerpała z gry. W 9. minucie do znakomitego wycofania na 16. metrze dopadł Alvaro Arbeloa i uderzył ponad poprzeczką. Za chwilę dwa razy z dystansu nieznacznie pomylił się Andres Iniesta.

U Portugalczyków jak najwięcej dać z siebie usiłował Cristiano Ronaldo. Nierzadko decydował się na dalekie rajdy skrzydłem, ale do wrzutek nikt nie potrafił dojść. Poza tym nie bardzo błyszczał. Jedynie w 31. minucie przymierzył po ziemi minimalnie obok słupka.

Po wznowieniu gry w drugiej połowie na boisku nie działo się za wiele ciekawego. Hiszpanii brakowało świeżości, toteż Vicente del Bosque nie zamierzał zwlekać ze zmianami. Najpierw zdjął z boiska jedynego, lecz mocno niewidocznego napastnika - Alvaro Negredo. Jako fałszywą "dziewiątkę" wpuścił Cesca Fabregasa. Boisko opuścił także David Silva, zmieniony przez Jesusa Navasa.

Roszady nieco ożywiły mistrzów świata. Powoli zaczęli wychodzić z inicjatywą i coraz częściej gościć na połowie oponenta. W efekcie oddała... pierwszy celny strzał w tym meczu, gdy w 68. minucie Xavi przycelował prosto w Rui Patricio.

Więcej w regulaminowym czasie nie potrafili z siebie wykrzesać, w przeciwieństwie do Portugalii, która nie bez kozery jest określana mistrzem kontrataku. W ostatnich 20 minutach co rusz wychodziła z natarciami przerywanymi przez faule. Stwarzała się więc klarowana szansa dla Ronaldo. Dwie próby z rzutów wolnych w jego wykonaniu powędrowały minimalnie nad poprzeczkę.

W końcówce gwiazdor Realu Madryt mógł zostać bohaterem i pretensje może mieć tylko do siebie. W 90. minucie udało się wyprowadzić dynamiczny kontratak. Raul Meireles nie zastanawiał się ani przez moment, natychmiast zagrywając na bok do Ronaldo. Ten od razu pomknął w kierunku bramki - przed sobą miał wiele wolnej przestrzeni, ale zamiast kontynuować stanął i fatalnie przestrzelił z 15.metra. Ta akcja mogła zaważyć na losach meczu.

"La Furia Roja" chyba bała się rzutów karnych i obsesyjnie chciała rozstrzygnąć wszystko w dogrywce. Portugalczycy, nastawieni tym razem na defensywną, ułatwiali im zadanie, lecz mądrą grą nie pozwalali też na wiele. Nie zawsze jednak stanowili monolit, co w wielu momentach mogło się zemścić.

Tiki-taka zaczęła bowiem wreszcie należycie funkcjonować, doprowadzając do rozklepania szeregów obronnych. W 104. minucie po kombinacyjnej akcji, futbolówkę na kilka metrów od bramki dostał Iniesta. Natychmiast strzelił, lecz Rui Patricio popisał się świetną interwencją i uratował zespół. Tuż po zmianie stron minimalnie spudłował Sergio Ramos. W 113. minucie Jesus Navas zdecydował się uderzać z ostrego kąta. Patricio ledwo co zablokował piłkę tak, że trafiła w Pepe i wróciła do rąk golkipera. Hiszpanie domagali się rzutu karnego, ale Cuneyt Cakir uznał to za przypadkowe zagranie.

Regulaminowy czas gry nie zmienił wyniku. O wszystkim zadecydować musiał konkurs jedenastek. Przy pierwszej serii, zadrżały serca wszystkich kibiców. Najpierw nikt się nie mógł nadziwić jak portugalski bramkarz mógł obronić strzał Xabiego Alonso. Za chwilę jego wyczyn powtórzył Iker Casillas, a z niedowierzaniem pole karne opuszczał Joao Moutinho.

W następnej odsłonie pewnymi egzekutorami okazali się Andres Iniesta i Pepe. Chwilę później bez problemów trafił Gerard Pique. Problemy i zwątpienia dotknęły za to podchodzącego do piłki Bruno Alvesa. Nani widząc kłopot kolegi podszedł i postanowił wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Wywiązał się znakomicie, zaś stoper Sankt Petersburgu miał lada chwila wykonać powinność. Nikt nie przypuszczał, że przylegnie do niego łata antybohatera.

Pierw jednak Patricio skapitulował za sprawą Sergio Ramosa, który podobnie jak Andrea Pirlo z Anglią, czy lata wcześniej Antoni Panenka, zaskoczył wszystkich wykonaniem z podcinki. Następnie podszedł Alves i posłał futbolówkę prosto w poprzeczkę! Schodził załamany, a dramatu dopełnił fenomenalnym strzałem Cesc Fabregas. Hiszpania w finale Euro 2012.

Rzuty karne: 0-0 Xabi Alonso (Rui Patrício obronił); 0-0 Joao Moutinho (Iker Casillas obronił); 0-1 Andres Iniesta; 1-1 Pepe; 1-2 Gerard Pique; 2-2 Nani; 2-3 Sergio Ramos; 2-3 Bruno Alves (strzał niecelny 0 poprzeczka); 2-4 Cesc Fabregas


Polecamy