menu

Milanu sny o potędze, czyli nadchodzi Mr. Bee

12 maja 2015, 21:30 | Szymon Janczyk

Wszystko wskazuje na to, że nadchodzący sezon w Milanie będzie przełomowy. Wraz z przyjściem do klubu Mr. Bee zespół ma powrócić na należne mu miejsce we Włoszech i w Europie. Zapowiedzi wielkiej rewolucji kadrowej rozbudziły jeszcze większe marzenia kibiców, którzy rozgoryczeni fatalnymi wynikami w obecnym sezonie chcą ponownie oglądać wielkie triumfy Rossonerich. Jedno jest pewne - nadchodzi nowa era w dziejach najbardziej utytułowanego klubu świata

Mr. Bee to postać tajemnicza i zagadkowa niemalże tak jak prowadzone przez niego negocjacje dotyczące zakupu Milanu. Ciągnąca się od kilku tygodni telenowela Silvio Berlusconiego o sprzedaży klubu dała kibicom więcej powodów do wątpliwości niż do radości. Tajski miliarder widywany był już na San Siro, w restauracjach, siedzibie Milanu ale... wciąż brakuje konkretów. Gdzieś w tle przewija się motyw chińskich inwestorów, którzy stanowią konkurencje dla "Pszczółki", a także żądań i oczekiwań Berlusconiego. Były premier Włoch chciałby zapewnić swojemu "dziecku" jak najlepsze warunki do życia i nie ma w tym nic dziwnego, bo gdyby nie on dziś Milan nie byłby tym czym jest. Chociaż w ostatnich latach Silvio stracił w oczach tifosich wiele, głównie z powodu skąpienia pieniędzy, to wciąż traktuje Rossonerich jak część swojej rodziny. Być może jest to jeden z powodów zwlekania z podjęciem decyzji. Nie łatwo przecież rozstać się z czymś, co towarzyszyło nam przez większą część życia. Berlusconi zdaje sobie jednak sprawę, że jego czas dobiegł już końca.

Romantyczna historia wyciągnięcia Milanu z kryzysu i doprowadzenia go na szczyt skończy się w punkcie wyjścia najpewniej za kilka tygodni. Pozostaje więc jedynie kwestia korzyści, które "Papa" wywalczy dla Diavolo. A walczy jak lew. Ostatnie doniesienia prasowe pokazują, że Bersucloni doskonale zdaje sobie sprawę jak drogocennym przedsięwzięciem jest posiadanie topowego europejskiego klubu. Zdaniem prasy Silvio zażądał 200 milionów euro rocznie inwestowanych w Milan, który dzięki transferom i rozbudowie szkółki ma dołączyć do drużyn, które kilka lat temu wyprzedziły konkurentów i dziś dominują w najważniejszych rozgrywkach świata. Słowem: ekscentryczny polityk wymaga od Bee tego, czego sam nie mógł dać Milanowi. Jeśli Tajski miliarder zrealizuje warunek byłego premiera to faktycznie w ciągu kilku lat Rossoneri ponownie staną się hegemonem, którego bał się każdy klasowy zespół na świecie.

Przynajmniej w teorii bo w praktyce nie wszystko musi pójść pięknie i gładko. Trzeba pamiętać, że Milan w tej chwili jest ładnie przypudrowanym... trupem. Trupem, bo w czasach gdy coraz większą siłę stanowią młodzi zawodnicy w szatni ekipy z Mediolanu brakuje jakiejkolwiek młodej gwiazdki. Brakuje jej również w zespołach juniorskich, które co prawda radzą sobie całkiem nieźle ale czy pamiętacie ostatniego wielkiego wychowanka tego klubu, który zostałby gwiazdą klasy światowej? Lub kogoś chociażby pokroju Pedro w Barcelonie, czy Jese w Realu - nie mówiąc już o Draxlerach, Goetzach i Mullerach. Ostatnim wielkim produktem Rossonerich był... Paolo Maldini. Obecnie za wielkie talenty uważa się Stephana El Shaarawy'ego, który ostatni dobry mecz rozegrał mniej więcej półtora roku temu, Marco van Ginkel, który jest produktem odrzuconym przez Chelsea a w sierpniu z wielką łaską zgodził się zamienić trybuny Stamford Bridge na... trybuny San Siro. W końcu jednak dostał okazję i radzi sobie całkiem nieźle.

Idźmy jednak dalej: Hachim Mastour, czyli Pan Podobno. Podobno wielki talent, podobno interesują się nim najlepsze kluby świata, podobno będzie następcą Pirlo... Problem w tym, że póki co albo leczy kontuzję albo jest konsekwentnie pomijany w składzie pierwszego zespołu. Suso - kolejny wyrzutek z Premier League. Hiszpan błysnął już talentem ale wciąż przegrywa rywalizację o miejsce w składzie i razem z van Ginkelem może szybko wrócić na wyspy. Aha, jest jeszcze wypożyczony do Genoi Niang, którego w Mediolanie mieli w głębokim poważaniu, a tymczasem czarnoskóry napastnik pokazał, że na strzelaniu goli zna się znacznie lepiej od Destro i Pazziniego. O reszcie nie wspominam, bo znani są jedynie z tego, że znajdują się w szerokiej kadrze.

Realia są więc dość smutne, bo włoska piłka wcale nie narzeka na brak talentów. Nic jednak nie przekonuje ich, by dziś dołączyli do zespołu z Mediolanu. Przyjście Bee z pewnością da im kilka powodów - nie oszukujmy się, raczej finansowych niż sportowych, chociaż perspektywa tworzenia ciekawego projektu piłkarskiego też jest ważnym atutem, bo w końcu każdy chce o coś walczyć (no dobra, prawie każdy bo w szatni Milanu jest obecnie więcej pijawek niż ambitnych walczaków). "Pszczółka" ma przeznaczyć na transfery do klubu sto milionów euro. Niemalże od razu rozpoczęły się więc spekulacje dotyczące nazwisk, które latem pojawią się w Mediolanie. Kibice mogą więc puścić wodze fantazji i tworzyć własne listy ulubieńców, których najchętniej widzieliby w koszulce Milanu.

Znacznie poważniej należy oczywiście brać głos ekspertów i jeśli ich spekulacje okażą się prawdziwe w Mediolanie uda się zbudować klub na miarę walki o Scudetto. Wiele wskazuje na to, że na San Siro powróci Thiago Silva, a do Brazylijczyka może dołączyć również legendarny Zlatan Ibrahimović, który we Włoszech czuje się jak ryba w wodzie. Kolejnym kandydatem na napastnika, którego od czasu odejścia Ibry w Milanie brakuje jest Christian Benteke. Belg to przedstawiciel młodego pokolenia, bardzo dobrze radzi sobie w Premier League. Oczywiście w walce o nowych piłkarzy milaniści będą mieli wielu poważnych konkurentów, ale z pieniędzmi Bee mogą tę walkę wygrać. Znacznie ciężej będzie sprowadzić do stolicy mody Marco Verratiego. Trzeci z piłkarzy PSG na liście życzeń Milanu jest o krok od podpisania kontaktu z Realem Madryt. Oprócz tego planowane jest odmłodzenie składu. Priorytetem spośród młodych zawodników jest Gabriel Barbosa, znany jako Gabigol.

Za zmianami w kadrze pójdą również zmiany w sztabie szkoleniowym. Najważniejsza to oczywiście zmiana trenera. Koniec ośmieszania legendy, Pippo Inzaghiego, który w ciągu jednego sezonu stał się obiektem drwin i szyderstwa. Nie mówię oczywiście, że na to nie zasłużył bo o ile piłkarzem był świetnym, to trenerem jest bardzo marnym i wątpię czy poradziłby sobie nawet w polskiej ekstraklasie. Kandydaci? Plejada gwiazd. Unai Emery, który z Sevilli zrobił kapitalnie grający zespół i podobną misję w Milanie mógłby zakończyć równie dobrym wynikiem, Carlo Ancelotti, czyli człowiek który w XXI wieku wraz z Rossonerimi osiągnął wszystko co może osiągnąć wielki trener z wielkim klubem, a także młody Vincenzo Montella, który pracując we Fiorentinie okazał się naprawdę dobrym fachowcem i stanowi naturalny kontrast dla Inzaghiego. W szerokim kręgu zainteresowań są również mniej popularni Maurizio Sauri (obecnie Empoli) i znany z twardej ręki Sinisa Mihaljović (Sampdoria), notabene były piłkarz... Interu.

Istotna jest również potencjalna zmiana na miejscu dyrektora technicznego. Adriano Gallianiego ma zastąpić Paolo Maldini, który obowiązki podzieli z Seanem Sogliano. Niestety, odejście popularnego "łysego", które jest bezpośrednio powiązane ze sprzedażą klubu przez jego wieloletniego przyjaciela Berlusconiego, ani trochę mnie nie cieszy. Galliani ma przeróżne opinie wśród kibiców - Ci z Curva Sud chcą jego odejścia, a inni wychwalają go pod niebiosa. Należę do tej drugiej grupy. Tak, moim zdaniem Galliani to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy fachowiec na świecie w sprawach transferów. Złośliwi wypominają mu niewypały, które w ostatnich latach często gościły w szatni Milanu, ale mając praktycznie zerowy budżet nie mógł dokonać cudu. Mimo wszystko wywiązał się ze swojego zadania fantastycznie, bo kadrowo Rossoneri wciąż są ekipą zasługującą na pierwszą piątkę.

Nowy, lepszy Milan Pana Bee splata się z niedawno zapowiedzianym planem budowy nowego stadionu. Nie byle jakiego, bo nowy obiekt będzie jedyny w swoim rodzaju. Jako pierwszy klub na świecie, Rossoneri mają mieć swoje własne miasteczko klubowe, które będzie częścią sponsorowanego przez Emirates stadionu. Takie przedsięwzięcie jeszcze bardziej rozbudza wyobraźnię kibiców i faktycznie - jeśli plan uda się wprowadzić w życie, tifosi Diavolo będą mieli powód do dumy. Mocarne zamiary sprawiają, że patrząc na tabelę włoskiej Serie A można się uśmiechnąć chociaż na krótką chwilę. Zamknąć oczy i pomyśleć, że najgorsze jest już za nami. Ogromne męczarnie, które przeżywaliśmy przez kilka ostatnich miesięcy będą początkiem wielkiego powrotu na scenę po kolejne laury i trofea. Marzenia i sny o imperium nasilą się po oficjalnym zatwierdzeniu sprzedaży klubu. Póki co zostawiam Was z nimi sam na sam. Dobranoc!


Polecamy