menu

Dawid Pietrzkiewicz, bramkarz Stali Stalowa Wola: Krzyczą do mnie Weidenfeller

18 lutego 2020, 12:46 | Jaromir Kruk

5 listopada 2015 roku na Signal Iduna Park w Dortmundzie Dawid Pietrzkiewicz zmierzył się z gwiazdami światowego futbolu. Urodzony w Sanoku golkiper czterokrotnie wyciągał piłkę z siatki, ale i tak zebrał bardzo dobre recenzje. To był jego jedyny występ w Qabala w Lidze Europy, ale mimo porażki 0:4 chętnie do niego wraca.

-W Czechach broniłem barw słynnego Banika Ostrawa, a trenował mnie Pavel Srnicek. Gdy mówię o nim łza kręci się w oku - mówi Dawid Pietrzkiewicz.
fot. Fot. Jaromir Kruk/Radek Piasecki/Marcin Radzimowski

fot.

fot. Marcin Radzimowski

fot. Marcin Radzimowski

fot. Marcin Radzimowski

fot. Marcin Radzimowski

fot. Marcin Radzimowski

fot. Marcin Radzimowski
1 / 8

W Stalowej Woli wiedzieli, że brałeś udział w takim spotkaniu?
Dawid Pietrzkiewicz: Na treningach koledzy czasami krzyczą do mnie Weidenfeller, a właśnie on strzegł bramki BVB. Niektórzy podpytywali o Dortmund, gdzie wtedy pokonali mnie Marco Reus, Pierre-Emerick Aubameyang, Henrikh Mkhitaryan, no i samobójem Sergei Zenjov, późniejszy zawodnik Cracovii. Miałem mnóstwo pracy, Aubameyang wtedy znajdował się w wybitnej dyspozycji, świetnie też wyglądał Łukasz Piszczek. Zagrać w takim meczu chciałby każdy i ja czułem, że spełniało się moje wielkie marzenie. Byłem rezerwowym w wielu innych spotkaniach w europejskich pucharach, a towarzysko miałem przyjemność zmierzyć się z wielkim Roberto Carlosem, który występował wtedy w Andżi Machaczkała. Gdy zaczynałem przygodę z futbolem nie spodziewałem się, że będzie mi dane wystąpić w najwyższych ligach Czech, Słowenii, Azerbjdżanu, spotkać na swojej drodze wielu wspaniałych piłkarzy, choćby Marka Jankulovskiego, Marata Izmaiłova, czy gwiazdy Borussii Dortmund.

I ty masz jeden mecz rozegrany w polskiej ekstraklasie. Jak to możliwe?

Tak się złożyło. Cztery lata spędziłem w Azerbejdżanie, w Czechach broniłem barw słynnego Banika Ostrawa, a trenował mnie Pavel Srnicek. Gdy mówię o nim łza kręci się w oku, bo śmierć wicemistrza Euro’96 i legendy Newcastle United była szokiem nie tylko dla Czechów. Zmarł podczas biegania i żałowałem, że nie mogłem już z nim pogadać. Był wspaniałym bramkarzem, super trenerem golkiperów i przede wszystkim uczciwym człowiekiem. Dużo mu zawdzięczam, a Banik to nie jest byle jaki klub, tylko wielka marka. Spędziłem tam dwa sezony, potem jakieś zapytania z Polski się pojawiały, ale trafiłem do Azerbejdżanu. Szansę debiutu w naszej ekstraklasie dała mi Sandecja, lecz skończyło się tylko na jednym meczu, pozycja Michała Gliwy była zbyt mocna. W Rakowie też musiałem się zadowalać ławką rezerwowych i gdy pojawiła się oferta ze Stali Stalowa Wola postanowiłem z niej skorzystać. Chciałem po prostu grać.

I jak pierwsze wrażenia z tego klubu?
Szukali doświadczonego golkipera, więc mam pomóc poukładać tyły. Kilku chłopaków znałem, Płonkę ze Stali Rzeszów, Mrozińskiego z Widzewa, Kiercza z Korony. Potencjał jest, do tego dobry szkoleniowiec – Szymon Szydełko. Miejsce w tabeli myli, ale teraz, gdy czeka nas tyle spotkań na nowym pięknym stadionie w Stalowej Woli pójdziemy w górę tabeli. Podoba mi się, że w drużynie panuje świetna atmosfera, a to pomaga. Mimo, że zostałem kapitanem koledzy cały czas sobie że mnie żartują, ale takie są uroki szatni.

Nie macie zamiaru zrobić kawału trenerowi Szydełko?
Sport musi się wiązać z dobrą zabawą, koleżeństwem, ale o kawale pomyślimy po ligowym zwycięstwie. A teraz serdecznie zapraszam kibiców na mecze Stalówki na Hutniczej 15 w Stalowej Woli. Ja już się nie mogę doczekać wznowienia rozgrywek drugiej ligi. Rozmawiał Jaromir Kruk

76 – meczów w najwyższych ligach Słowenii, Czech, Azerbejdżanu i Polski rozegrał Dawid Pietrzkiewicz


Polecamy