menu

Koronawirus. Andrzej Paprocki, wychowanek Korony Kielce: Co dalej z ligami? Teraz najważniejsza jest walka z pandemią

26 marca, 11:13 | Jaromir Kruk

Wychowanek Korony Kielce Andrzej Paprocki, który ma na koncie dwa mecze w ekstraklasie, to jeden z asów Ireneusza Pietrzykowskiego w zespole ŁKS Probudex Łagów. W pierwszej wiosennej kolejce czwartej ligi świętokrzyskiej lider pokonał Lubrzankę Kajetanów 2:0, a Paprocki zaliczył asystę. To dobrze zwiastowało na kolejne mecze, ale póki co, ze względu na epidemię koronawirusa do nich nie doszło. Wszyscy piłkarze nożni nie mogą się doczekać powrotu na boisko i teraz bacznie śledzą front walki z koronawirusem. Na pierwszej linii jest służba zdrowia, a mama Andrzeja to pielęgniarka.

Andrzej Paprocki przyznaje, że teraz najważniejsza jest walka z koronawirusem, który dotknął praktycznie cały świat.
fot. Fot. Kamil Bielaszewski/Polska Press

fot.

fot.

fot.
1 / 4

Jak sobie radzisz w tym trudnym czasie?

Andrzej Paprocki: Fajna książka, play-station, dobry film. Trochę biegałem w lesie, oczywiście w osobności, trenuje indywidualnie w domu i czekam na tendencję spadkową, zwrot w batalii z epidemią. Jestem optymistą i mam nadzieję, że w maju wrócimy na boiska.

Spodziewałeś się takiego czarnego scenariusza z koronawirusem?

W Chinach przez lata wybuchały różne afery, to związane z zanieczyszczeniem środowiska, to z różnymi epidemiami. Gdy jednak koronawirus zaatakował Włochy zacząłem się poważnie objawiać. Odwoływanie meczów w Italii, granie przy pustych trybunach, potem także w innych krajach dawało wiele do myślenia. Nawet mój ukochany Manchester United musiał sobie radzić bez publiki, a to nie ma wiele wspólnego z piłką nożną, sportem. Z dnia na dzień sytuacja się pogarszała, obrazki i statystyki, szczególnie liczby zgonów z Italii porażały. W końcu wykruszyła się ekstraklasa i siłą rzeczy niższe ligi w Polsce. Zagraliśmy tylko jedno spotkanie i już trochę czekamy na następne. Jeszcze pewnie przyjdzie nam trochę dni spędzić w domach. Teraz najważniejsza jest inna walka – z korona wirusem.

Liczysz się ze stratami finansowymi w futbolu na poziomie czwartej ligi?

Wstępne rozmowy mamy w ŁKS Probudex Łagów za sobą. Jeżeli liga zostanie dokończona, nawet z dłuższym opóźnieniem powinno być OK. Gdyby nie było takiej opcji to… Jednak wolę myśleć pozytywnie.

Nie ma obaw, że twój obecny klub może upaść?

Łagowem zarządzają ludzie, którzy się na tym znają i były fundusze na walkę o trzecią ligę, na awans. Cały czas plany są takie same, ale nie da się ukryć, że epidemia odbije piętno na całej światowej piłce. U nas ucierpi ekstraklasa i niższe klasy rozgrywkowe, ale liczę, że po jakimś czasie wszystko wróci do normy. Futbol poradził sobie po pierwszej, drugiej wojnie światowej, odradzał się, bo jest potrzebny, to jeden z symboli życia, radości.

Gdyby PZPN utrzymał obecne tabele to powinny być awanse i spadki?

Jeżeli będą awanse, to spadki też. Tabela nie kłamie, myśmy sami sobie wypracowali dorobek punktowy, działacze dokonali transferów, zapewnili nam świetne warunki. Cały czas powtarzam, że wierzę, że dojdzie do przełomu w wojnie, nie boję się używam tego określenia, z koronawirusem. Przyjdzie czas na cieszenie się piłką, teraz kibicujmy służbom medycznym, ludzie którzy poświęcają swój czas, zdrowie, a niekiedy nawet i życie by ratować innych. Moja mama jest pielęgniarką i obecnie haruje tak, że trudno sobie to wyobrazić. Robi to dla nas, także dla tych chłopaków, którzy uganiają się za piłką w niższych ligach. Służba zdrowia jest obecnie najważniejsza.

[promo]2383[/promo]
[promo]2385[/promo]
[promo]2387[/promo]
[promo]2389[/promo]