menu

Cecherz żartuje: Następnym razem zatelefonuję i zdam raport Moskalowi

1 października 2013, 16:10 | Daniel Weimer / Gazeta Krakowska

- Zaskoczony byłem reakcją trenera gości Kazmierza Moskala, który na pomeczowej konferencji prasowej skrytykował stan murawy w Stróżach - przyznaje Przemysław Cecherz, szkoleniowiec Kolejarza, który bezbramkowo zremisował w niedzielę z GKS Katowice.

Moskal powiedział wręcz, że cieszy się, iż w tym sezonie nie będzie musiał już tutaj przyjeżdżać. Tymczasem, w opinii opiekuna zespołu z podgrybowskiej miejscowości, akurat na potyczkę ze Ślązakami boisko było wyjątkowo dobrze przygotowane.

- Ta opinia jest tym bardziej niemiła, że przed zawodami uciąłem sobie pogawędkę z Jankiem Furtokiem (przed laty znakomity napastnik GKS - przyp. DW), który bardzo sobie chwalił sympatyczną atmosferę towarzyszącą zawodom - podkreśla Cecherz.

Szkoleniowca Kolejarza najbardziej rozbawiło stwierdzenie jego odpowiednika w GKS, że przyjezdnym przeszkodziła taktyka przyjęta przez stróżan. - Następnym razem zatelefonuję i zdam raport Moskalowi, bardzo miłemu skądinąd człowiekowi, jaki system zamierzam przyjąć w walce z jego drużyną - śmieje się trener Kolejarza.

Przyznaje on, że jego podopieczni wzorowo wykonali przedmeczowe założenia taktyczne. - Wytrąciliśmy Ślązakom podstawowe atuty. Szczególnie w pierwszej połowie odcięliśmy Pitrego i Wróbla od podań ze środkowej strefy boiska. Wygraliśmy batalię o jej opanowanie.

Szkoleniowiec nie szczędzi natomiast słów krytyki pod adresem sędziego zawodów. - Nie waham się powiedzieć, że graliśmy przeciwko... dwunastu rywalom - nie przebiera w słowach trener ekipy z podgrybowskiej miejscowości. - Nawet auty pokazywał na naszą niekorzyść. A już druga żółta kartka dla Cheikha Niane była, delikatnie mówiąc, nieporozumieniem. Na szczęście w klubowej kadrze mam nieparzystą liczbę zawodników, zatem w wewnętrznych sparingach jedna z drużyn pozbawiona jest jednego piłkarza. Grę w osłabieniu mamy więc przećwiczoną.
Poproszony o wskazanie wyróżniającego się w niedzielę futbolisty, szkoleniowiec bez wahania wymienia Wojciecha Trochima.

- Wykonał mrówczą pracę, udowadniając, że ściągnięcie go latem do Stróż było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Potrafił przetrzymać piłkę, zagrać ją na dalszą odległość. Szkoda jedynie, że po jego strzale z rzutu wolnego piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Nie byłoby wówczas towarzyszącego mi poczucia niedosytu - podkreślił trener Przemysław Cecherz.

Gazeta Krakowska