menu

Bramkarz Siarki Kamil Beszczyński nie przepuścił gola od 338 minut

31 maja 2016, 11:35 | Piotr Szpak

Bramkarz im starszy tym lepsze, a Kamil Beszczyński ma dopiero 30 lat. Najlepsze chwile bramkarskiej kariery, są więc dopiero przed nim.

Kamil Beszczyński po raz pierwszy w swojej karierze nie przepuścił gola w trzech rzędu meczach drugiej ligi.
Kamil Beszczyński po raz pierwszy w swojej karierze nie przepuścił gola w trzech rzędu meczach drugiej ligi.
fot. Kamil Beszczyński

W trzeci ostatnim meczach wygranych przez Siarkę z: Wisłą Puławy u siebie 1:0, Olimpią Zambrów na wyjeździe 3:0 i GKS Tychy u siebie 2:0 popularny Beszczu zachował czyste konto. Ostatni raz piłkę do siatki przepuścił 11 maja w wyjazdowym przegranym przez Siarkę 0:2 meczu ze Stalą Mielec.

Przygodę z piłką rozpoczynał wraz ze swoim bratem bliźniakiem Danielem (który jest obecnie piłkarzem Wisły Sandomierz) W Tłokach Gorzyce, gdzie ich trenerem był Janusz Gierach. Podczas studiów na Wszechnicy Świętokrzyskiej reprezentował barwy trzecioligowego wówczas Naprzodu Jędrzejów. Na chwilę wrócił do Jędrzejowa, a później próbował swych sił w Stali Kraśnik i Wiśle Puławy. Na chwilę wrócił do Jędrzejowa, ale później przyszedł już do Siarki. Jednak szybko skorzystał z oferty działaczy Stali Rzeszów, ale był tam tylko drugim bramkarzem i postanowił wrócić do Siarki. W Tarnobrzegu kupił sobie mieszkanie i chce się w tym miastem związać na bardzo długo. Zimą od działaczy tarnobrzeskiego klubu otrzymał ofertę objęcia funkcji trenera bramkarzy. Zgodził się i raczej nie liczył, że szybko przyjdzie mu wrócić do klatki. Jednak kontuzji doznał podstawowy bramkarz tarnobrzeskiej drużyny Paweł Pawlus, Kamil wrócił, więc do bramki i spisuje się w niej bardzo dobrze.
- Mamy w drużynie takich obrońców, że rywale rzadko goszczą pod naszą bramką. Jak już im się uda oddać strzał to spokojnie sobie łapie piłkę - uśmiecha się.

Jak to życiu tak i w sporcie potrzebne jest szczęście. W sobotnim meczu z GKS Tychy wygranym przez Siarkowców 2:0 Kamilowi szczęścia nie zabrakło. W pierwszej połowie piłka dwukrotnie odbijała się od słupka jego bramki. Po spotkaniu spokojnym głosem rzekł: - No przecież szczęście sprzyja tym najlepszym, po czym pomknął do szatni radować się z wygranej razem ze swoimi kolegami z drużyny.