menu

Terytorialny Puchar Polski. Krzysztof Stodoła: bramkarski obieżyświat wrócił do domu

30 kwietnia 2019, 07:10 | Łukasz Baliński

Swego czasu współtworzył złote czasy kluczborskiej piłki i ocierał się o ekstraklasę, teraz ma szansę awansować do klasy okręgowej i zdobyć Terytorialny Puchar Polski. Przy okazji też przygotowuje swoich następców.

Krzysztof Stodoła w barwach MKS-u Kluczbork.
fot. Sławomir Jakubowski
Krzysztof Stodoła w barwach Gronowic.
fot. Sławomir Jakubowski
Krzysztof Stodoła w barwach Malejpanwi Ozimek.
fot. Sławomir Jakubowski

fot.

fot.

fot.

fot.
Krzysztof Stodoła w barwach Malejpanwi Ozimek.
fot. Sławomir Jakubowski

fot.

fot.

fot.

fot.
1 / 12

Krzysztof Stodoła o którym tu mowa swoją przygodę z piłką zaczynał ponad ćwierć wieku temu w Metalu Kluczbork, który był wtedy dość naturalnym wyborem, choćby dlatego, że mieszkał w tym mieście, a MKS-u jeszcze wtedy nie było. I co ciekawe szybko zdał sobie sprawę, że wcale nie chce goli strzelać, tak jak większość jego kolegów z boiska, a woli do nich nie dopuszczać...
- Pewnie miałem to po tacie, który jak grał to też stał między słupkami - wspomina zawodnik, którego dość szybko wypatrzyli skauci Szczakowianki Jaworzno, która wówczas przymierzała się do ataku na ekstraklasę.

- Wzięli mnie na trzeciego bramkarza i awansowaliśmy do ekstraklasy, zdarzało się czasem, że siadałem na ławce, ale to były takie czasy, że i tak potem okazało się, że większość meczów rozstrzygano poza boiskiem... tak czy inaczej nie było zbytnio możliwości grania - nie kryje Stodoła, który szybko wrócił na Opolszczyznę, gdzie był już MKS, ale on spróbował swoich sił także w pobliskim Hetmanie Byczyna.

Nie mogła nie zwrócić uwagi na niego także pierwsza siła regionu czyli opolska Odra z małym przystankiem na sąsiednią Swornicę Czarnowąsy. Jako, że jednak wciąż był stosunkowo młodym bramkarzem to cały czas szukał dla siebie miejsca.

- Jeździłem na testy na swój koszt, próbowałem się gdzieś "zaczepić" i na pewno nie był to łatwy czas - zaznacza dodając, iż postanowił zaryzykować znowu i tym razem udał się nieco na zachód od Opolszczyzny czyli na Dolny Śląsk, gdzie grał w Miedzi Legnica i Orle Ząbkowice Śląskie, ale po pewnym czasie znowu wrócił w rodzinne strony i był to "strzał w dziesiątkę", gdyż znalazł się w MKS-ie Kluczbork z którym najpierw awansował na zaplecze elity, a następnie biało-niebiescy zajęli tam szóste miejsce. Do tego po rundzie jesiennej został wybrany najlepszym bramkarzem rozgrywek. A razem z nim występowali tacy piłkarze jak m. in. Patryk Tuszyński czy przede wszystkim Waldemar Sobota.

- Czułem się jak u siebie, na swoich włościach, to był chyba złoty czas kluczborskiej piłki - mówi z rozrzewnieniem. - Przyszła także pierwsza poważna propozycja. Tym razem to nie ja szukałem klubu, a jakiś klub chciał mnie i to Górnik Łęczna, który montował wtedy skład na awans do elity i dawał spore pieniądze, ale stwierdziłem, że jeszcze poczekam. I potem to się jakoś tak "rozeszło", a wiem, że byłem wysoko na ich liście, jako druga opcja. Numerem trzy był Sergiusz Prusak, który skorzystał z propozycji i został na lata. Grał z nimi w ekstraklasie. Więc trochę myślenia "co by było gdyby" gdzieś tam we mnie czasem jest - przyznaje.

To jednak nie był koniec jego swoistego rodzaju piłkarskiej wędrówki, bo potem udał się mocno na północ i przez pewien czas grał w Olimpii Elbląg.

- Faktycznie rzuciło mnie daleko od domu, ale też nie chciałem opuszczać 1. ligi, czułem się na siłach żeby w niej grać, a do tego trafiłem tam na naprawdę fajne miasteczko, ciekawą ekipę, bo byli jeszcze m. in. ze Sławomir Szary, Mariusz Muszalik i Bartosz Iwan, ale jakoś tak nie było nikogo, kto by to poprowadził i nie osiągnęliśmy dobrego wyniku - zauważa dodając, iż szybko też zmienił otoczenie na również odległy Pelikan Łowicz choć był blisko powrotu do Kluczborka, ale w ostatniej chwili coś nie "zatrybiło". I to na tyle, że ledwo po przekroczeniu trzydziestki zdecydował się zawiesić buty na kołku.

- W drodze była moja pierwsza córeczka i chyba nie miałem wtedy ochoty jeździć z rodziną po całej Polsce i stwierdziłem, że chce na chwilę zwolnić - tłumaczy, aczkolwiek dość szybko pojawiła się oferta z 3. ligowego wówczas WKS-u Wieluń czyli niedaleko domu, a w dodatku zespół ten prowadził doskonale znany w Kluczborku Ryszard Okaj.

- Nawet nie musiałem nadrabiać zaległości, bo cały czas gdzieś tam dbałem o siebie, ruszałem sie, tak że szybko znowu było dobrze - nie kryje Stodoła, który potem jeszcze dwa lata grał w Swornicy i półtorej sezonu w Małejpanwi Ozimek, zanim uznał, że codzienne dojazdy po 40-50 km również zaczynają go nieco nużyć, dlatego chciał znaleźć klub bliżej domu, tym bardziej, że cały czas ciągnęło go jednak na boisko. Dlatego związał się z LZS-em Gronowice, który z nim w bramce okazał się wtedy rewelacją wiosny na Opolszczyźnie i awansował do 4. ligi, a w międzyczasie dotarł do finału wojewódzkiego Pucharu Polski.

- Przychodząc tam w przerwie zimowej drużyna była za podium, ale ze sporą stratą do ścisłej czołówki, jednak i tak zaznaczyłem, że ja gram zawsze o najwyższe cele i tak się stało - cieszy się. - Do tego namieszaliśmy w PP, wyeliminowaliśmy paru fajnych rywali [m. in. Polonię Głubczyce i Po-Ra-Wie Większyce - przyp. red]. Potem jednak poczułem, że już się "wypalam" i trzeba było poszukać nowych wyzwań - nie kryje Stodoła w związku z czym trafił do nieodległej Praszki, choć sam przyznaje, iż początkowo miał mieszane uczucia.

- Gdy dostałem propozycję stamtąd to Motor występował w klasie B, a ja jeszcze gdzieś tam czułem, że mogę pograć wyżej, walczyłem z tym mocno, ale prezes i trener przekonali mnie swoją wizją - przyznaje Stodoła. - Ja też grę tutaj traktuje poważnie, do każdego meczu staram się podchodzić jak za czasów gry w 1. lidze. Długo pracowałem na swoje nazwisko i teraz nie będę go szargał - obrazuje sytuację. - Tym bardziej, że cały czas mi się chce, jest ciekawe ekipa i fajna odskocznia od codzienności.

Co ciekawe jednak Stodoła pomału szuka sobie innego zajęcia, tak żeby po tym - gdy już zakończy karierę - nie rozstawać się na dobre z piłką. W związku z tym niedawno został trenerem bramkarzy w MKS-ie Kluczbork czyli robi to samo co poziom wyżej jego były rywal do obsady tej pozycji w MKS-ie Grzegorz Świtała, który prowadzi golkiperów w 2. ligowej Skrze Częstochowa.

- Teraz w tygodniu mam dwa treningi w Praszce i dwa w Kluczborku, tak że wszystkie popołudnia zajęte, ale nie narzekam, tym bardziej, że chyba chciałbym na poważniej spróbować sił w tym fachu - zaznacza.

REGIONALNY PUCHAR POLSKI w SPORTOWY24.PL

Wszystko o Regionalnym Pucharze Polski - newsy, ciekawostki, wyniki i tabele!


Polecamy