menu

Wisła Kraków interesowała się młodym, utalentowanym obrońcą nawet wtedy, gdy leczył kontuzję [ZDJĘCIA]

20 grudnia 2018, 11:57 | Jerzy Filipiuk

Centralna Liga Juniorów. 17-letni środkowy stoper juniorskiej drużyny Wisły Kraków Dawid Szot lubi grać fair. Podczas swej dotychczasowej przygody z futbolem otrzymał tylko jedną czerwoną kartkę. I to za to, że się... cieszył z awansu swej ówczesnej drużyny. Wtedy jeszcze nie wiedział, że potem trafi do jej rywala.


fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś

fot. Andrzej Banaś
1 / 10

- Treningi z pierwszą drużyną to spełnienie jednego z moich marzeń, bo od dziecka kibicuję Wiśle. A podpisanie kontraktu to duże wyróżnienie, które mobilizuje mnie do jeszcze cięższej pracy – mówi 17-letni środkowy obrońca krakowskiego klubu Dawid Szot, występujący na co dzień w zespole, który gra w Centralnej Lidze Juniorów U-18.

W rundzie jesiennej odbył trzy treningi z ekstraklasową drużyną i wystąpił w sparingu z Victorią Jaworzno, zorganizowanym z okazji jej 100-lecia. Dwuletni kontrakt z „Białą Gwiazdą” podpisał 5 lipca. Oficjalnie nie jest – jeszcze - zawodnikiem pierwszej drużyny, ale bardzo cieszy go fakt, że Wisła postawiła na niego.

- Pierwsze rozmowy na mój temat odbyły się w listopadzie ubiegłego roku, gdy byłem zawodnikiem Progresu Kraków. Od grudnia do marca leczyłem kontuzję – miałem pękniętą łąkotkę – mimo to Wisła naciskała na mój transfer. To jeszcze bardziej zachęciło mnie do przejścia do niej – podkreśla Dawid, który pierwszy mecz po kontuzji rozegrał w kwietniu, a potem wystąpił w 11 kolejnych spotkaniach Progresu.


Zamiast taty i brata


Urodził się 29 kwietnia w Krakowie. Jego o 8 lat starszy brat Damian też próbował swych sił w futbolu, ale w Hutniku trenował tylko przez tydzień. Tata Robert na zajęciach w tym klubie był zaledwie raz. Czy można się więc dziwić, że obaj zachęcali do gry najmłodszego członka rodziny i bywają na praktycznie na każdym jego meczu w Krakowie? Nic przeciwko temu nie miała też mama Lucyna (wraz z mężem prowadzą własną działalność gospodarczą, a ich starszy syn jest informatykiem).

Dawid biegał więc za piłką już w wieku 3-4 lat. Jako 6-latek zagrał z kolegami z przedszkola w turnieju zorganizowanym na Suchych Stawach z okazji Dnia Dziecka. I został jego królem strzelców. Tak znalazł się w Hutniku, w którym występował do 2012 roku.

- W Hutniku niemal przez cały czas moim trenerem był Mateusz Staniec, pod którego okiem bardzo dużo się nauczyłem. Dla niego najważniejszy nie był wynik, ale szkolenie – zaznacza Dawid.

Dwa srebra i Chievo


Kolejne sześć lat spędził w Progresie. Do gry w nim namówił go Łukasz Terlecki, jeden z założycieli Akademii Sportu. Najpierw trenował w gronie trampkarzy, potem juniorów młodszych (prowadzili go m.in. Piotr Pasternak i Krystian Pać), ale po pół roku trafił do zespołu juniorów starszych Marcina Pasionka, występującego w CLJ U-19 (w tym sezonie obniżono granicę wieku o rok). W minionym sezonie Progres zajął siódme miejsce i spadł kosztem... Wisły. Potem został rozwiązany (w klubie trenują tylko piłkarze do rocznika 2004).

- Ten okres, podobnie jak w Hutniku, mile wspominam. W młodszych rocznikach również kładziono nacisk na naukę gry. Jako juniorzy starsi spadliśmy, ale to była fajna drużyna. Progres to jedna z najlepszych akademii piłkarskich w Polsce – przekonuje Dawid.

Przez pięć lat bronił barw kadry Małopolski, z którą w 2013 roku w Łodzi i w 2017 roku w Płocku zdobył wicemistrzostwo Polski (w finałach mocniejsze okazały się ekipy odpowiednio Wielkopolski i Mazowsza).

W kwietniu bieżącego roku przez tydzień przebywał na testach w Chievo Werona.

- Przedstawiciele tego klubu obserwowali mnie na dwóch czy trzech meczach Progresu i dwa tygodnie przed testami zaprosili do Włoch. Mój brat uczył się w liceum włoskiego, dlatego brałem od niego lekcje tego języka. To, że poduczyłem się włoskiego i próbowałem nim mówić, zrobiło wrażenie na ludziach z Chievo – chwali się krakowianin.

Pytany, czy zrobił wrażenie na trenerach z Werony także pod względem swych umiejętności, odpowiada: - Trenowałem z juniorami młodszymi, chłopcami z mojego rocznika. Miałem pięć jednostek treningowych, w tym dwie gry sparingowe. Według ocen trenerów wypadłem pozytywnie. Miałem jechać do Werony ponownie, w sierpniu, ale wyjazd został odwołany. A w lipcu znalazłem się w Wiśle...

Derbowa absencja


W ekipie „Białej Gwiazdy” ma „etat” na stoperze. Z 17 spotkań w CLJ U-18 rozegrał 16, w tym 14 w pełnym wymiarze czasowym. Tylko w meczu z Elaną Toruń grał do 75 minuty, a w pierwszym spotkaniu z Jagiellonią Białystok – od 70 minuty. Cztery żółte kartki sprawiły, że zabrakło go w derbach Krakowa, przegranych z Cracovią 1:2.

- Zastąpił mnie Szymon Jeziorski i... strzelił bramkę. Jest on zwykle rezerwowym, ale gdy gra, daje jakość naszej drużynie – chwali swego kolegę. I dodaje: - W ostatnim naszym tegorocznym meczu, rewanżu z Jagiellonią, zagrałem na środku obrony właśnie z Szymonem, bo Kacper Laskoś pauzował za kartki.

Po 17 kolejkach Wisła zajmuje siódme miejsce w tabeli. Niezłe, ale nie tylko zdaniem krakowianina - mogło być lepiej. Zwłaszcza, gdyby nie seria czterech słabych występów na przełomie października i listopada - z GKS Bełchatów (0:0), Ruchem Chorzów (0:1), Arką Gdynia (1:2) i Cracovią (1:2), czyli drużyn, które w tabeli są za Wisłą, a pierwsze dwie znajdują się nawet w strefie spadkowej.

- Zdobyliśmy w nich tylko jeden punkt. Brakowało nam skuteczności, wykończenia akcji, ostatniego podania także we wcześniejszych meczach. Odblokowaliśmy się dopiero w ostatnich dwóch spotkaniach (4:3 z Zagłębiem Lubin i 3:2 z Jagiellonią – przyp.), w których strzeliliśmy siedem bramek – zauważa Dawid.

Pod względem liczby zdobytych goli (22) Wisła jest.. czwarta od końca w gronie drużyn CLJ U-18. Za to, jeśli chodzi o szczelność defensywy, zajmuje drugą-trzecią lokatę, w czym jest spora zasługa Dawida.

- Tylko 17 straconych bramek to dobry wynik, na który zapracowali nie tylko obrońcy, ale i wspierający nas na boisku pomocnicy. Jako drużyna tworzymy kolektyw, każdy pomaga każdemu – przekonuje krakowianin.

Z obrony do ataku


W Wiśle gra na stoperze. Boiskowe pozycje zmieniał kilka razy. Zaczynał od pomocy, potem grywał w ataku, na prawej obronie, ponownie jako napastnik.

- Dwa lata temu trener Pać przestawił mnie na defensywnego pomocnika, ale i dawał okazję gry na środku obrony. I w końcu stwierdził, że lepiej daję sobie radę na tej ostatniej pozycji. I tak zostałem stoperem, choć jeśli zajdzie potrzeba, mogę zagrać jako defensywny pomocnik, czyli na pozycji numer sześć – zapewnia Dawid.

Jego podstawowym zadaniem na boisku jest bronienie dostępu do własnej bramki, ale lubi wypady do przodu, włączać się do akcji ofensywnych, podprowadzić piłkę, pomagać kolegom zwłaszcza przy rzutach wolnych i rożnych, gdy może wykorzystać swój wzrost (183 cm). Chciałby poprawić zwłaszcza grę lewą nogą, co przydałoby się głównie przy dalekich dośrodkowaniach.

Kiedyś (także w Progresie) potrafił zdobywać gole, dlatego przydałoby mu się odzyskanie skuteczności w polu karnym. W Wiśle zaliczył dwa trafienia, ale sędzia ich nie uznał, by był na spalonym. Na razie jego i innych kolegów z zespołu zawstydza pod tym względem wspomniany Laskoś, który jako stoper jest... najlepszym strzelcem Wisły (6 bramek!).

Tylko jedna czerwona


Dawid nie bez powodu chwali się umiejętnością wygrywania pojedynków z rywalami w defensywie, dobrą grą w głowie i niezłą szybkością. A także... grą fair.

- Nie lubię brutalnych fauli i złośliwości w grze. Owszem, gdy rywal kontuje, zdarza mi się przerwać jego akcję „grzecznym” faulem - wyjaśnia. A zapytany o czerwone karki, przyznaje się do tylko jednej w czasie całej dotychczasowej przygodzie z piłką: - Dostałem ją dwa lata temu w finale małopolskich rozgrywek Progresu z... Wisłą o awans do baraży CLJ U-17. Pierwszy mecz, na wyjeździe, przegraliśmy 0:1. U siebie też było 0:1, ale potem 1:1 i 2:1 dla nas. Potrzebowaliśmy jeszcze jednej bramki do awansu. I strzeliliśmy ją w końcówce meczu. Z radości ściągnąłem koszulkę, tak jak koledzy, zapominając, że mam już na koncie żółtą kartkę. Sędzia pokazał mi drugą, ale utrzymaliśmy korzystny wynik.

W minionym sezonie za najlepsze swoje występy uważa debiut z Zagłębiem Lubin (0:0) i mecz z Górnikiem Zabrze (2:1) – oba w Zabierzowie: - Wszystko mi w nich wychodziło – gra jeden na jednego, głową, wślizgi. Z mojej postawy w całej rundzie jestem zadowolony. Miałem więcej pozytywnych niż negatywnych meczów.

Podziwiany tercet


Kiedyś, gdy grywał jeszcze w ataku, jego idolem był znakomity francuski napastnik jego ulubionego klubu Arsenalu Londyn - Thierry Henry. Teraz najbardziej podoba mu się jego kolega klubowy, walijski pomocnik Aaron Ramsey, a na swej pozycji podziwia hiszpańskiego stopera Realu Madryt Sergio Ramosa.

Jest uczniem II klasy liceum w Wojewódzkim Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży. Oprócz wf bardzo lubi język polski. Za niespełna półtora roku czeka go matura, potem być może będzie studiować na AWF.

Lubi oglądać żużel (zachęcił go do tego tata, od kilku lat bywa na meczach Speedway Wandy), jeździć na nartach (ale po podpisaniu kontraktu z Wisła ma to zabronione) i na rowerze, chodzić na basen i siłownię. Chętnie ogląda filmy przygodowe i kino akcji. Kiedyś zbierał karty z wizerunkami piłkarzy, które wklejał do specjalnych albumów.

Może i jego podobizna kiedyś znajdzie się na takich kartach...

CENTRALNA LIGA JUNIORÓW w SPORTOWY24.PL

Wszystko o Centralnej Lidze Juniorów - newsy, ciekawostki, wyniki i tabele!