menu

Strzelecki popis Miedzi w Legnicy. Widzew na kolanach

4 kwietnia 2015, 16:47 | Marcin Juszczyk

W meczu 24. kolejki 1. ligi Miedź Legnica rozbiła na własnym stadionie Widzew Łódź 6:1. Trzy gole dla gospodarzy zdobył Mateusz Szczepaniak, dwa Marcin Garuch, a trafienie dołożył Wojciech Łobodziński. Honorową bramkę dla łodzian zapisał na swoim koncie Konrad Wrzesiński.

Miedź rozbiła Widzew Łódź 6:1
Miedź rozbiła Widzew Łódź 6:1
fot. Artur Szczepański

Pierwsze minuty nie wskazywał na to, aby Widzew miał przegrać aż tak wysoko. Łodzianie podbudowani ubiegłotygodniową wygraną ze Stomilem toczyli wyrównany bój, stwarzając sobie nawet dwie sytuacje podbramkowe. Miedź również miała swoje szanse, ale na pewno nie były to dogodne okazje. Legniczanie obronę łodzian przełamali w szesnastej minucie. Łobodziński sprytnie zagrał w polu karnym do Szczepaniaka, a on uderzeniem po długim słupku z ostrego kąta wpakowuje futbolówkę do siatki. Od tego momentu zaznaczyła się absolutna dominacja gospodarzy, którą mogli i powinni udokumentować kolejnymi golami, ale zawodziła pod bramką przyjezdnych skuteczność, czy to po akcji czy po stałych fragmentach gry.

W 22. minucie Krakowiak zbyt długo zwlekał z wybiciem piłki i trafił w nadbiegającego Labukasa, ale na jego szczęście powędrowała ona na aut bramkowy. W 26. minucie Garuch zagrał do Szczepaniaka, ten zamiast odegrać do któregoś z lepiej ustawionych partnerów, zdecydował się na solową finalizację akcji uderzeniem z jedenastu metrów, ale minimalnie chybił. W 27. minucie po rzucie rożnym nieznacznie pomylił się Adrian Woźniczka. 60 sekund później Labukas zdecydował się na strzał z szesnastu metrów i wydawało się, że Krakowiak z nim sobie poradził, lecz po chwili piłka wypadła mu spod brzucha i trafiła w boczna siatkę. W 29. i 33. minucie kolejne szanse miał litewski napastnik. Najpierw po centrze z rożnego, z główki nie trafił w światło bramki. Następnie Krakowiak tym razem bez problemów interweniował po jego uderzeniu z ok. 14 metrów.

W 34. minucie po zespołowej akcji Miedzi, sytuację z kategorii tych stuprocentowych miał Łobodziński, lecz fatalnie przestrzelił. W 36. minucie swoich sił spróbował kapitan „Miedzianki” Radosław Bartoszewicz. Ładnym dryblingiem i balansem ciała zwiódł piłkarzy Widzewa i huknął z dystansu, ale futbolówka poszybowała nad poprzeczką. W 39. minucie ładna, zespołowa akcja zawodników Janusza Kudyby, którą zainicjował Kakoko długim podaniem na prawe skrzydło do Łobodzinskiego. Były reprezentant Polski zagrał w pole karne do Labukasa, Litwin następnie do Szczepaniaka, a autor pierwszego gola trafił wprost w golkipera Widzewa.

Pomimo ogromnej przewagi legniczan w drugim i trzecim kwadransie pierwszej odsłony, Widzew mógł wyrównać stan meczu. W 23 minucie pomiędzy dwójką defensorów Miedzi – Mrowcem i Lafrancem przedarł się Wrzesiński i oddał strzał, który na róg sparował Smug. W 24. minucie po wrzutce Kasperkiewicza niecelnie główkował Tsubasa Nishi. Tuż przed gwizdkiem obwieszczającym koniec pierwszych 45 minut, uszczęśliwić łodzian mógł Kwiek, ale golkiper gospodarzy swoim wyjściem z bramki uratował swój zespół od utraty gola. Obie jedenastki schodziły na przerwę do szatni przy stanie 1:0 dla Miedzi, ale miejscowi wiedzieli, że powinni prowadzić znacznie, ale to znacznie wyżej.

Co się odwlecze to nie uciecze i już w 55. minucie było 3:0 dla Miedzi. Najpierw akcje prawym skrzydłem duetu Szczepaniak – Łobodziński wykończył z jedenastu metrów pierwszy z wymienionych. Przy golu numer trzy, Szczepaniak tym razem wcielił się w rolę asystenta, zagrywając futbolówkę do wbiegającego z lewej flanki w pole karne Garucha, a najniższy gracz na boisku wpisał się na listę strzelców. Po tym golu Miedź nieco spuściła z tonu i od czasu do czasu do głosu dochodził Widzew, ale w zasadzie tylko raz poważnie zagroził. Miało to miejsce w 62. minucie, kiedy podanie z prawego sektora boiska otrzymał Batrović i mocnym uderzeniem sprawdził Dawida Smuga, ale on nie dał się zaskoczyć, sprawując piłkę na róg.

W 75. minucie w zamieszaniu w polu karnym Miedzi, jeden z jej piłkarzy zagrał ręką i wskazał na „wapno”. Jedenastkę wykorzystał Krystian Nowak i pojawiła się malutka iskierka nadziei dla Widzewa, lecz bardzo szybko ona zgasła, ponieważ riposta Miedzi na to trafienie była zabójcza. W 79. minucie Łobodziński popisał się indywidualną akcją. Otrzymał podanie z głębi pola, wymanewrował dwóch obrońców i wpakował po małym rykoszecie piłkę do siatki. W 82. minucie było 5:1. Autorem tej bramki był Marcin Garuch, który otrzymał piłkę od Mateusza Szczepaniaka, minął bramkarza i skierował futbolówkę do „pustaka”. W 88. minucie dobrym podaniem Mateusza Szczepanika obsłużył rezerwowy Jakub Chrzanowski i strzałem w kierunku długiego słupka zadaje szósty cios Widzewowi, a sam kompletuje hattricka. Jeszcze w doliczonym czasie gry legniczanie mieli dwie okazje, ale nie pogrążyli już bardziej gości.

Miedź efektownie wygrywa i w pełni zasłużenie, będąc ekipą lepszą w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Krótko mówiąc wynik oddaje to co się działo na boisku, bezsprzeczna przewaga Miedzi, za wyjątkiem pierwszych kilkunastu minut. Podróż sentymentalna Wojciecha Stawowego do Legnicy miała bardzo gorzki smak. Tym bardziej, że miejscowi kibice szczędzili wobec niego w końcówce spotkania uszczypliwości.


Polecamy