Przybysze z Północy, czyli skandynawska jedenastka Ekstraklasy [GALERIA]
31 stycznia 2016, 12:32 | Konrad Kryczka
Ostatnio Lech Poznań ściągnął napastnika rodem z Danii. Przyjrzeliśmy się zatem innym piłkarzom z Północy Europy, którzy kiedykolwiek dostali szansę w Ekstraklasie i wybraliśmy jedenastu (a nie było ich wielu więcej), z których stworzyliśmy nasz zespół.

Kebba Ceesay (Lech Poznań) – tak, wiemy, że jest reprezentantem Gambii. Zdajemy sobie również sprawę z tego, właśnie tam się urodził. Należy jednak pamiętać, że Ceesay w dość młodym wieku przeniósł się z rodzicami do Szwecji. Posiada obywatelstwo tego kraju, a nawet występował w jego młodzieżowych reprezentacjach. Czy jego sprowadzenie było dobrym ruchem Lecha? Trudno powiedzieć. Z jednej ma na pewno przyzwoite umiejętności – to solidny obrońca grający dobrze do przodu. Z drugiej jednak strony Ceesay ma spore problemy z kontuzjami. Regularnie grał jedynie w swoim pierwszym sezonie w Lechu. Na razie kojarzymy go więc głównie z kłopotów zdrowotnych oraz… wystosowania boiskowych gróźb pod adresem Jakuba Koseckiego.
fot. Grzegorz Dembiński
fot. Grzegorz Dembiński

Sebastian Rajalakso (Jagiellonia Białystok) – ciągle się zastanawiamy, po co ściągać takie ananasy do polskiej ligi. Na dobrą sprawę jedynym atutem Szweda była wydolność, ale prawda jest taka, że jeżeli Jaga szukała wytrzymałościowca, to spokojnie znalazłaby go w kraju. Rajalakso zdążył rozegrać w pierwszej drużynie białostockiego klubu siedem spotkań (w których przeważnie kopał się po czole), po czym – podobnie jak Perovuo – został zesłany do rezerw. Później Szwed rozwiązał kontrakt i wrócił do ojczyzny.
fot. jagiellonia.pl
fot. jagiellonia.pl

Muhamed Keita (Lech Poznań) – władzom „Kolejorza” wyszedł jeden, drugi, a później nawet trzeci transfer ze Skandynawii, więc w Poznaniu postanowiono pójść za ciosem. I tym sposobem przy Bułgarskiej zameldował się Keita. Gość urodzony w Gambii, ale wyszkolony w Norwegii. Lech był dla niego pierwszym zagranicznym klubem i to dało się zauważyć. Keita nie był bowiem w stanie się zaaklimatyzować, więc znów gra w norweskich klubach, do których jest wypożyczany. W sumie w Poznaniu zapamiętają go głównie z pięknej bramki, którą zdobył przeciwko Górnikowi Łęczna.
fot. Waldemar Wylegalski
fot. Waldemar Wylegalski

Paulus Arajuuri (Lech Poznań) – kiedy jest zdrowy i w formie, to wielu uważa go nawet za najlepszego stopera w Ekstraklasie. To jednak nie dziwi, ponieważ Fin potrafi idealnie wykorzystać swoje atuty (m.in. siłę) do przepisowego powstrzymywania rywali, a do tego jest w stanie stworzyć zagrożenie pod bramką przeciwników. Lech zdecydowanie zrobił dobry interes, wyciągają Arajuuriego z Kalmar FF, choć z pewnością w Poznaniu chcieliby, żeby fińskiego obrońcę rzadziej trapiły wszelkiej maści problemy zdrowotne.
fot. Bartek Syta
fot. Bartek Syta

Kasper Hamalainen (Lech Poznań/Legia Warszawa) – niewątpliwie główny bohater zimowego okienka w Ekstraklasie. Fin opuścił Poznań i miał wyjechać do jakiegoś klubu spoza Polski, ale zamiast tego podpisał lukratywny kontrakt z Legią. Dla wielu Hamalainen stał się symbolem zdrady – w końcu wydawało się, że zawodnik jest w jakimś stopniu związany emocjonalnie z Lechem. Fin w barwach „Kolejorza” – niezależnie, czy grał jako pomocnik, czy napastnik – był jednym z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy, strzelając 33 gole w 101 ligowych meczach.
fot. Szymon Starnawski
fot. Szymon Starnawski

Ivo Vazgec (Śląsk Wrocław) – Szwed wydawał się ciekawym nabytkiem. Nie był może wielce doświadczony, ale za to stosunkowo młody, więc we Wrocławiu mogli liczyć, że jeszcze się rozwinie. Tak się jednak nie stało. Przez pierwszą połowę sezonu 09/10 – kiedy konkurował z Wojciechem Kaczmarkiem – szło mu nie najgorzej (siedem ligowych meczów). Wszystko zmieniło się w przerwie zimowej, kiedy Śląsk wzmocnił Marian Kelemen. Od tamtej pory Vazgec nie zagrał ani razu i latem 2010 roku rozwiązał kontrakt z wrocławskim klubem.
fot. Paweł Relikowski / Polska Press
fot. Paweł Relikowski / Polska Press

Jan Frederiksen (Wisła Kraków) – do dzisiaj zastanawiamy się, jak taki ogórek mógł podpisać kontrakt z „Białą Gwiazdą”. Gdyby jeszcze włodarze Wisły ściągnęli go jedynie ze względu na cv (może bez szału, ale Duńczyk miał jednak spore doświadczenie), to być może udałoby się usprawiedliwić takie posunięcie. Ale Frederiksen był przecież sprawdzany przez sztab szkoleniowy krakowskiej drużyny. I jakimś cudem zdał te testy. Ekstraklasa jednak szybko zweryfikowała jakość krakowskich sprawdzianów. Duńczyk ciągle był objeżdżany przez rywali, więc po pół roku jego postawa została nagrodzona rozwiązaniem kontraktu.
fot. Andrzej Banaś / Polska Press
fot. Andrzej Banaś / Polska Press

Xhevdet Gela (Widzew Łódź) – jeden z tych piłkarzy, który trafił do Łodzi, aby ratować Ekstraklasę dla Widzewa. Jak wszyscy doskonale wiemy, Geli i jego kolegom nie udało się wypełnić tej misji. Widzew z hukiem spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej, a Xhevdet dołożył do tego małą cegiełkę. Małą, bo w Ekstraklasie rozegrał jedynie pięć spotkań. Nawet trochę się dziwiliśmy, że nie pokazał się w Polsce z nieco lepszej strony. W końcu Fin – urodzony na terenie dzisiejszego Kosowa (do tego ma jeszcze paszport albański) – w Skandynawii radził sobie całkiem przyzwoicie.
fot. Jakub Jaźwiecki / Polska Press
fot. Jakub Jaźwiecki / Polska Press

Joel Perovuo (Jagiellonia Białystok) – w sumie to nie był taki zły zawodnik, choć w Polsce spędził jedynie kilka miesięcy. Do Jagi trafił zimą 2014 roku, a już w kwietniu został zesłany do rezerw, po czym na koniec sezonu rozwiązał kontrakt. Między lutym a kwietniem pokazał się jednak z nie najgorszej strony. W destrukcji walczył aż miło, widać było, że nie odstawi nogi. Najwidoczniej nie bez przyczyny grywał z powodzeniem w ojczyźnie oraz Szwecji.
fot. Maciej Gilewski/jagiellonia.pl
fot. Maciej Gilewski/jagiellonia.pl

Riku Riski (Widzew Łódź) – kiedyś uważany za prawdziwy talent. Do Widzewa trafił jako 21-letni zawodnik, który miał już na koncie ponad 80 spotkań w ojczystej ekstraklasie. W Łodzi liczyli, że wyłowili skandynawską perełkę – w przeciwnym wypadku polski klub nie zapłaciłby za Fina około 300 tysięcy euro. Riski – który wkrótce po przenosinach nad Wisłę zadebiutował w seniorskiej reprezentacji (do dzisiaj zagrał w niej 26 meczów) – nie potrafił odnaleźć się w Ekstraklasie. Fiński pomocnik rozegrał w naszej lidze 12 spotkań, a później wrócił na północ, zakotwiczając w klubach szwedzkich oraz norweskich. Parę miesięcy temu przeniósł się natomiast do Szkocji.
fot. Bartek Syta
fot. Bartek Syta

Johan Bertilsson (Zagłębie Lubin) – to chyba jeden z tych piłkarzy, którym powodzi się jedynie w ojczyźnie. Szwed opuścił swój kraj tylko na pół roku i strzelamy, że – pod względem sportowym – to było kilka najgorszych miesięcy w jego karierze. W Lubinie może nie spodziewali się po Bertilssonie cudów, ale liczyli jednak, że będzie to wzmocnienie ofensywy. Tymczasem Szwed strzelał jedynie w pucharze Polski (dwa gole przeciwko Sandecji), a w lidze zdołał rozegrać tylko siedem spotkań, wpisując w swojej cv spadek z Ekstraklasy.
fot. Piotr Krzyżanowski / Polska Press
fot. Piotr Krzyżanowski / Polska Press
1 / 11
Komentarze (0)
>










