Mecz o Superpuchar to "Mission: Impossible". Decyzja najpóźniej w środę
Walka organizatorów o przeprowadzenie meczu o Superpuchar przypomina losy bohatera filmu "Mission: Impossible". Na razie szczęśliwe zakończenie wydaje się niemożliwe, ale organizatorzy mają szaleńczy plan, który może się powieść.

fot. Fot. Sylwester Wojtas (Ekstraklasa.net)
Superpuchar - dział specjalny w Ekstraklasa.net
Po tym, jak Urząd m.st. Warszawy w piątek ogłosił, że nie wyraża zgody na rozegranie meczu o Superpuchar Polski na Stadionie Narodowym, w mediach zawrzało. "Superpuchar odwołany", "Mecz Legia - Wisła nie odbędzie się" - głosiły nagłówki. Tymczasem była to z góry oczekiwana i wielokrotnie zapowiadana decyzja, od której Ekstraklasa S.A. planowo się odwoła. W międzyczasie uchybienia mają zostać naprawione, dokumenty uzupełnione i miasto będzie mogło wydać decyzję pozytywną. Tyle teorii. W praktyce szanse na rozegranie meczu o Superpuchar maleją z każdą godziną.
- Od decyzji miasta możemy się odwołać, ale jeszcze tego nie zrobiliśmy. Uczynimy to, gdy nadrobimy zaległości. Na przykład jednym z zastrzeżeń miasta był bark murawy. Narodowe Centrum Sportu dziś ma zacząć jej rozwijanie. Gdy murawa, oraz wszystkie inne elementy, będą gotowe, odwołamy się - mówi rzecznik Ekstraklasy S.A. Adrian Skubis.
Ekstraklasa i Narodowe Centrum Sportu mają kilka dni, by położyć murawę, stworzyć system separacji kibiców na trybunach, zapewnić łączność policji, a także rozwiązać nowe problemy, które wyniknęły w międzyczasie.
Najważniejsze będzie udobruchanie policji, bo zastrzeżenia straży pożarnej i sanepidu (opinie tych trzech organizacji przełożą się na werdykt miasta) znikną praktycznie w momencie rozwinięcia murawy.
Dla policji kluczowe będzie odseparowanie zorganizowanych grup kibiców. W tym temacie Ekstraklasa nie proponuje nic nowego. Na Narodowym trzeba zaimprowizować sektory buforowe, niemożliwe do przebycia dla obu grup fanów. Jednocześnie zachowane muszą być ciągi komunikacyjne, które zapewnią sprawne wejście i wyjście na stadion grupom.
- Jesteśmy w stałym kontakcie z policją, mamy ustalone satysfakcjonujące rozwiązania, które wcielamy w życie - zapewnia Skubis. - Wiele zależy jednak od gospodarza, czyli Narodowego Centrum Sportu, od którego wynajmujemy obiekt. Jeżeli pewne rzeczy nie zostaną technicznie wykonane, nie będziemy mieli na to wpływu. Mówię na przykład o systemie łączności, do którego policja miała zastrzeżenia - dodaje rzecznik Ekstraklasy. Uprzątnięcia z materiałów budowlanych wciąż wymaga też okolica stadionu.
- Dwa najbliższe dni będą decydujące - mówi Skubis.
W międzyczasie kibice Wisły zagrozili bojkotem meczu, bo Ekstraklasa miała im obciąć pule biletów z 9 do 5 tys. Tak, by wejściówki nabyli tylko fani, którzy przyjadą pociągami specjalnymi.
- To nieprawda. Zostaliśmy źle zrozumiani. My poinformowaliśmy klub, że policja zgłosiła zastrzeżenia do zbyt dużej liczby fanów, która miałaby dotrzeć do Warszawy transportem kołowym. Nikomu nie zabieramy biletów, ale zwracamy uwagę, że na tej podstawie może zostać wydana negatywna opinia policji - wyjaśnia Skubis.
Oddzielny problem sprawiają policjantom kibice Legii, którzy zarejestrowali w urzędzie miasta zgromadzenie. Fani w dniu meczu będą demonstrować pod hasłem "Krytyka polityki rządu w stosunku do społeczeństwa". Takie zgromadzenie policjanci również muszą zabezpieczyć.
Od zamieszanie ręce umył PZPN. Prezes Grzegorz Lato zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do meczu o Superpuchar, on przeniesienie też do Wrocławia spotkanie Polska - Portugalia. To może się spotkać z ostrą reakcją UEFA, która wymaga, by przed Euro Narodowy został porządnie przetestowany. Miało do tego dojść podczas o Superpuchar, Polska - Portugalia, a na koniec o Puchar Polski.
Zapisz się na piłkarski NEWSLETTER! - codziennie najważniejsze wydarzenia w Twojej skrzynce
KONKURS dla zakochanych kibiców - "Święty Walenty, kibic zawzięty"! Wygrywaj w serwisie CalaPolskaKibicuje.pl








