menu

Lewandowski, Milik i długo, długo nic

18 kwietnia 2016, 19:26 | Michał Skiba (AIP)

Kroki, którymi zbliżają się mistrzostwa Europy we Francji są coraz większe. Forma piłkarzy, którzy są pod czujną obserwacją sztabu Adama Nawałki, zaczyna interesować bardziej niż kiedykolwiek. Jak co tydzień, nasi kadrowicze na polskich i zagranicznych boiskach prezentowali się ze zmiennym szczęściem


fot. (AP Photo/Matthias Schrader)

Olbrzymi zegar na minucie 295 zastopował Robert Lewandowski. Wszyscy liczyli reprezentantowi Polski minuty bez zdobytej bramki. Lewy do ostatnich kilkunastu dni na pewno nie będzie wracał za często, opowiadając wnukom o swojej piłkarskiej karierze. Powód? Mała samochodowa stłuczka i obniżka formy, która sprawiła, że do sobotniego meczu z Schalke nie trafiał do siatki przez sześć spotkań z rzędu. - W ciągu całego sezonu nie jesteś w stanie co trzy dni dać z siebie sto procent. Czasami warto przyhamować, by później mocniej dodać gazu - mówi snajper Bayernu.

Dzięki dwóm golom, Lewandowski jest coraz bliżej osiągnięcia bariery trzydziestu trafień w lidze. Na wyśrubowanie takiego wyniku w Bundeslidze czekają od sezonu 1976/77.

Wydawało się, że Ajax Amsterdam po zwycięstwie w Eindhoven znajduje się na „pole position” w drodze do tytułu mistrza Holandii. Piłkarze Franka de Boera sami skomplikowali sobie jednak sytuację. Ajax do 85. minuty przegrywał na własnym boisku z Utrechtem, ale zdołał uratować punkt. Ogromną odpowiedzialnością wykazał się Arkadiusz Milik. Polak w końcówce spotkania wykorzystał rzut karny dający remis, dzięki któremu Ajax i PSV mają identyczny bilans w tabeli Eredivisie.

Co ciekawe Polak po meczu sam przyznał się, że... jedenastki powinno nie być. - Na boisku poczułem uderzenie i byłem pewny, że był rzut karny. Po obejrzeniu powtórek zmieniłem zdanie. Możemy mówić o dużym szczęściu - stwierdził Milik w rozmowie z „Voetbal International”. Być może przewinienia nie było - na pewno Milik skompletował 19. gola w tym sezonie.

Od listopada zeszłego roku na swój lepszy czas czekał Artur Sobiech. Polak obecnie wygląda na człowieka, który wpadł w ruchome piaski i w ostatniej chwili próbuje się z nich wydostać. Ostatnie dwa spotkania Sobiecha to dwie zdobyte bramki - i to nie byle komu. Polak najpierw trafiał do siatki Herthy Berlin, następnie Borussii Mönchengladbach. Nie zmienia to faktu, że Hannover wciąż jest daleko od utrzymania w Bundeslidze, tak samo jak daleko od kadry jest obecnie polski napastnik.

Niezbyt dobry weekend zaliczyli nasi bramkarze. Wojciech Szczęsny miał spory udział w remisie Romy w Bergamo - aż 3:3, mimo że rzymianie prowadzili z Atalantą już 2:0. Swoje na sumieniu po sobotnim popołudniu ma również Łukasz Fabiański. Polak też wpuścił trzy gole, a jego Swansea skompromitowało się w meczu z Newcastle. Trochę lepiej zagrał Artur Boruc. Bramkarz Bournemouth piłkarzom Liverpoolu dał się pokonać dwa razy, ale w wielu sytuacjach ratował Wisienki przed stratą kolejnych bramek.

Dopiero z piątego czystego konta swojej defensywy może się cieszyć Kamil Glik. Torino wygrało w Bolonii 1:0. Turyńczycy z polskim kapitanem w składzie nie są taką rewelacją Serie A jak w poprzednim sezonie i europejskie puchary Glikowi i spółce nie grożą.

Liga Europy ucieka Maciejowi Rybusowi. Jego Terek Grozny zagrał jeden z najsłabszych meczów w sezonie, przegrywając u siebie z Kranodarem 0:1. Polak był ustawiony bardzo wysoko, bo można śmiało stwierdzić, że grający w kadrze jako lewy obrońca Rybus, w Tereku ustawiony jest w roli... lewego napastnika.

Po rewelacyjnym marcu, nadeszła obniżka formy Kamila Grosickiego, jak i całego zespołu Rennes. Polak przed tygodniem został zmieniony już w przerwie, w ostatnią niedzielę zagrał bardzo słabe 90 minut w przegranym 0:3 meczu z Guingamp. W zremisowanym meczu z Pogonią Szczecin swoją 15. bramkę dla Ruchu Chorzów zdobył Mariusz Stępiński. Michał Pazdan zagrał dosyć przeciętne 70 minut, ale zachował czyste konto przeciwko Lechowi Poznań (1:0). W barwach Lecha 90 minut zagrał Karol Linetty.

Długa i szeroka jest lista reprezentantów Polski, którzy w miniony weekend zagrali bardzo mało, albo nie grali w ogóle. We Florencji Jakub Błaszczykowski chyba wygląda na pogodzonego ze swoim losem. Polak w barwach Fiorentiny zagrał tylko 9 minut w wygranym 3:1 meczu z Sassuolo. Minutę dłużej dla drużyny Hellas grał Paweł Wszołek (0:1 z Frosinone).

Może gdyby w meczu z Lazio wystąpił Piotr Zieliński (pauzował za kartki), pomógłby kolegom. Bez niego Empoli przegrało 0:2 w Rzymie z Lazio 0:2. Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund) i Grzegorz Krychowiak (Sevilla) znaleźli się poza kadrą, ze względu na wyczerpujące ostanie spotkania w Lidze Europy.


Polecamy