menu

Kruk z Kataru. Winnie Schaefer dla nas: Nie wykorzystujecie potencjału Lewandowskiego. Chętnie bym was poprowadził, ale Niemca nie weźmiecie

13 grudnia 2022, 07:51 | Jaromir Kruk, Doha

Winfried Schaefer, 72-letni dzisiaj niemiecki trener swego czasu był kandydatem na selekcjonera reprezentacji Polski, pracował na różnych kontynentach, osiągał sukcesy w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Z Kamerunem wygrał Puchar Narodów Afryki 2002, zajął drugie miejsce w Pucharze Konfederacji 2003, ale nie udało mu się wyjść z grupy na mistrzostwach świata 2002 w Korei Południowej i Japonii. Mundialowe niepowodzenie sprzed 20 lat boli go do dziś i przypomina sobie o tym, obserwując rywalizację na czempionacie w Katarze?

Niemieck trener Winfried Schaefer ceni polski futbol i chętnie poprowadziłby reprezentację Polski
Niemieck trener Winfried Schaefer ceni polski futbol i chętnie poprowadziłby reprezentację Polski
fot. EPA/PAP

Zaskakuje pana świetna postawa Maroka na katarskich mistrzostwach świata?
Winfiried Schaefer: Nie do końca. Wielu piłkarzy reprezentacji Maroka urodziło się w Europie i tam dorastało. Oni mają zawodników z najlepszych lig, z topowych klubów, a nowy trener – Walid Regragoui nie miał problemów z wprowadzeniem dyscypliny do zespołu. Piłkarze woleli szkoleniowca z Maroka, który umie do nich dotrzeć. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że drużyny z Afryki Północnej mają bardzo dobrą mentalność. Maroko, Algieria, Egipt są świetne, ale tylko ci pierwsi nie popełniają prostych błędów. Marokańczycy mają swój plan, wierzą w swoje możliwości i grają bez kompleksów.

Który z marokańskich zawodników zrobił na panu najlepsze wrażenie podczas tego mundialu?
Sofyan Amrabat – on jest niczym głowa zespołu Regragouiego. Bardzo dobrze spisuje się Yassine Bounou [znany jako „Bono” – przyp. red.], który wyrobił sobie świetną markę grą w Sevilli w lidze hiszpańskiej. On daje spokój kolegom, dobrze współpracuje z linią obrony, a potrafi też bronić w niesamowitych sytuacjach. Przede wszystkim Maroko to kolektyw, ich reprezentacja jest jak rodzina, jeden pomaga drugiemu. Praktycznie w każdym meczu „Lwy Atlasu” mogą liczyć też na niesamowity doping rodaków. Chyba tylko Argentyńczyków pojawiło się w Katarze więcej.

Zaskoczyło pana odpadnięcie Kamerunu już w grupie?
„Nieposkromione Lwy” mają dobrego szkoleniowca – Rigoberta Songa, prezydentem federacji jest Samuel Eto’o, obaj byli moimi podopiecznymi. Znowu jednak coś nie wyszło, pojawiła się niepotrzebna afera z Onaną, ale prawdę mówiąc ta drużyna była o klasę słabsza od kadry z 2002 roku. Wówczas w składzie Kamerunu było mnóstwo wielkich nazwisk, byliśmy na fali po triumfie w Pucharze Narodów Afryki. Tamten mundial zniszczył nam kameruński minister sportu, bo do końca zwlekał z wypłaceniem należnych premii i popsuł atmosferę. W meczach z Irlandią, Arabią Saudyjską i Niemcami zmarnowaliśmy za dużo okazji. Szkoda, że tylko 1:0 pokonaliśmy Saudów, bo na koniec musieliśmy pokonać Niemców, ale na przeszkodzie stanął nam Oliver Kahn, mój zawodnik z Karlsruhe i serdeczny przyjaciel. W drugiej połowie moi rodacy strzelili dwa gole i przegraliśmy 0:2. Oni zdobyli wicemistrzostwo świata, my pożegnaliśmy się z turniejem po grupie. To naprawdę cały czas boli, a przecież rok później zajęliśmy drugie miejsce w Pucharze Konfederacji, gdzie po zaciętym boju ulegliśmy Francji, a wcześniej pokonaliśmy Brazylię. W Katarze Kamerun też wygrał z „Canarinhos”, lecz nie miało to większego znaczenia. Nie ukrywam, że liczyłem teraz na więcej, jeśli chodzi o „Nieposkromione Lwy”, ale z drugiej strony – w tym pięknym turnieju w pierwszej rundzie odpadło kilka zespołów teoretycznie lepszych do Kamerunu, choćby Niemcy.

Jak pan ocenia postawę Polaków?
Wyszliście z grupy, ale moim zdaniem nie wykorzystujecie potencjału Roberta Lewandowskiego, najlepszego napastnika świata. Oczywiście, tej drużyny nie można porównywać do zespołu z 1974 roku, który z nami przegrał mecz na wodzie, ale przede wszystkim dlatego, że mieliśmy Gerda Muellera. Tamta kadra Polski była genialna i pełna gwiazd. Mam wielki szacunek do polskiego futbolu i chętnie poprowadziłbym waszą reprezentację. Pewnie jednak Niemca nie weźmiecie, za brzydcy jesteśmy (śmiech). Pozdrawiam wszystkich kibiców piłki nożnej z Polski.

Katarczycy mogli się pokusić o lepszy wynik w tegorocznym mundialu?
Obóz na dwa-trzy miesiące nie zastąpi meczów o stawkę, rywalizacji ligowej. Oni popełnili mnóstwo błędów podczas przygotowań i zapłacili za nie już na mundialu. Brakowało im energii, a presja ich sparaliżowała. Mistrzostwa świata to nie jest łatwa impreza, potykają się na nich znacznie silniejsze piłkarsko nacje niż Katar. Na pewno jednak Katarczykom należą się słowa uznania za świetnie zorganizowany mundial. Pracowałem tam, poznałem ich i byłem przekonany, że sobie dadzą radę w roli gospodarza piłkarskich mistrzostw swiata.

Rozmawiał w Katarze Jaromir Kruk


Polecamy