menu

Dzisiaj działacze PZPN spróbują odwołać Grzegorza Lato z funkcji prezesa

29 marca 2012, 09:26 | Hubert Zdankiewicz / Polska The Times

To mogą być ostatnie chwile Grzegorza Laty na stanowisku prezesa PZPN. Nie jest to jednak przesądzone. Wszystko zależy od tego, czy na dzisiejszym posiedzeniu zarządu uda się przegłosować wniosek o skrócenie jego kadencji.

Czy w przeddzień Euro uda się odwołać prezesa PZPN?
Czy w przeddzień Euro uda się odwołać prezesa PZPN?
fot. Janusz Wójtowicz

- Na ten moment szanse oceniam na po pięćdziesiąt. Opozycję czeka ciężka przeprawa - powiedział nam w środę wczesnym popołudniem Kazimierz Greń, były współpracownik Laty (szef jego kampanii wyborczej) i były członek zarządu PZPN (zrezygnował ze stanowiska po konflikcie z prezesem). - Właśnie dlatego przyleciałem do Warszawy. Wieczorem będzie przeciąganie liny, będziemy przekonywać nieprzekonanych - zapowiadał prezes Podkarpackiego ZPN i jeden z ludzi, od których w listopadzie ubiegłego roku rozpoczęła się tzw. afera taśmowa.

Po ujawnieniu nagrań sugerujących, że działacze PZPN mogli dopuścić się korupcji, pracę stracił wówczas wieloletni sekretarz związku Zdzisław Kręcina. Lato ocalał, choć na nagraniach Grzegorza Kulikowskiego (kolejny były współpracownik prezesa) jego głos również się pojawia.
Być może ocaleje i tym razem, bo do przegłosowania wniosku o odwołanie prezesa niezbędna jest większość 2/3 głosów. Czyli co najmniej 12 z 17-osobowego zarządu. Przeciwnicy Laty - choć coraz liczniejsi - dysponowali w przeddzień posiedzenia tylko dziewięcioma głosami.

- Większość członków krytycznie ocenia działalność pana Laty, ale nie jestem pewien, jak zachowają się w kluczowym momencie - przyznaje Jacek Masiota, nieformalny szef opozycji w zarządzie PZPN. To na jego wniosek odwołano Kręcinę.

Masiota wiele razy mówił również otwarcie, że los sekretarza powinien podzielić Lato. Po raz ostatni dwa tygodnie temu, gdy na łamach "Super Expressu" Kulikowski oskarżył go (Kręcinę również) o wzięcie łapówki.

Obaj pomówieni oczywiście zaprzeczają. Prezes twierdzi, że faktycznie przyjął kopertę od byłego sponsora swojej kampanii wyborczej. Nigdy jej jednak nie otworzył - co więcej, zdeponował ją w sejfie, a po kilku miesiącach zgłosił sprawę prokuraturze. Kręcina stwierdził za to kilka dni temu na naszych łamach, że pieniądze faktycznie wziął. Myślał jednak, że jest to zwrot części pożyczki, jakiej udzielił swego czasu Kulikowskiemu.

Za wnioskiem o odwołanie prezesa powinni zagłosować również: Edward Potok, Mirosław Malinowski, Janusz Matusiak, Stefan Antkowiak, Marcin Animucki, Eugeniusz Nowak, Witold Dawidowski i Zbigniew Lach.

Przeciwko są: Rudolf Bugdoł (wiceprezes ds. organizacyjno-finansowych), Antoni Piechniczek (przyznał to wczoraj otwarcie na łamach "Gazety Wyborczej") i Ireneusz Serwotka (temu ostatniemu miał powierzyć budowę nowej siedziby PZPN na warszawskim Wilanowie). Przeciwko sobie nie zagłosuje również rzecz jasna Lato. W sumie cztery osoby.

Niezdecydowane są kolejne cztery: Stefan Majewski, Zdzisław Drobniewski, Jan Bednarek i Adam Olkowicz. Można mieć wątpliwości, czy wszyscy będą chcieli odwołania prezesa. Dotyczy to zwłaszcza ostatniego z wymienionych. Trzeba raczej zakładać, że Olkowicz również zagłosuje przeciw. No, chyba że Masiota i Greń obiecają mu stanowisko w nowych władzach. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że nawet jeśli Lato ocaleje, to ma niewielkie szanse na reelekcję. A wybory, w normalnym trybie, odbędą się jesienią.

Czwartkowe posiedzenie zarządu to ostatni moment, by odwołać Latę przed rozpoczęciem Euro 2012. - Można to zrobić tylko podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia PZPN, a to musi się odbyć nie później niż trzy miesiące po jego uchwaleniu - tłumaczy Masiota, który liczy jednak, że do głosowania ostatecznie nie dojdzie, bo prezes sam poda się w czwartek do dymisji. - Tajemnicą poliszynela jest, że Kulikowski ma kolejne nagrania. Ma je również jedna z bulwarówek i najprawdopodobniej ujawni tuż przed Euro. Proszę sobie wyobrazić reakcję kibiców, kiedy podczas ceremonii otwarcia Lato pojawi się na trybunach Stadionu Narodowego w towarzystwie Michela Platiniego i Hryhorija Surkisa. Trzeba oszczędzić Polsce tego wstydu - uważa.

O tym, że prezes PZPN powinien odejść, jest przekonany również Greń. - Gdyby miał honor, to tak by zrobił. Nie przesądzam, czy jest winny, czy nie, to zadanie prokuratury. Nie można jednak iść w zaparte i udawać, że nie ma problemu. Jest i to coraz większy. To już nie jest rysa na wizerunku PZPN, to wielka wyrwa - mówi. - Nie tylko zresztą z powodu tych taśm. Lato poszedł do wyborów z programem, który zakładał poważne zmiany w związku i 95 procent swoich obietnic nie zrealizował - dodaje.

On również jest zdania, że Kulikowski nie ujawnił jeszcze wszystkich nagrań. - Wytrawny gracz nie wykłada od razu na stół wszystkich kart. Jak dla mnie to on na razie pokazał tylko walety i damy. Asy i króle wciąż ma pochowane w rękawach - uważa prezes Podkarpackiego ZPN.

Polska The Times


Polecamy