menu

Dariusz Wdowczyk: Nie zdziwiłbym się, gdyby Piast został mistrzem [WYWIAD]

4 stycznia 2016, 08:39 | Dominik Lutostański/Polska The Times

- Na razie jednak wyjdźmy z grupy, a o to będzie trudno, bo Niemcy to zespół turniejowy, Ukraina nam nie leży, a później skupmy się na kolejnych celach na Euro – podkreśla Dariusz Wdowczyk, były trener Legii Warszawa oraz były reprezentant Polski.

Dariusz Wdowczyk
Dariusz Wdowczyk
fot. fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news

Polskie siatkarki rozpoczynają marsz do Rio

To był Pana zdaniem dobry rok dla polskiej piłki?
Oczywiście, szczególnie patrząc przez pryzmat reprezentacji. Można wręcz powiedzieć, że był bardzo dobry. Na początku tego roku postawiono cel – awans na Euro – i to udało się zrealizować. Było też sporo emocji, ale ostatecznie wszyscy mogliśmy świętować awans. Kibice dostali to, co chcieli.

W Sylwestra na niebie pojawiło się mnóstwo fajerwerków. Tych nie zabrakło także w 2015. Chyba największy rozbłysk w polskiej piłce, oprócz Roberta Lewandowskiego, zrobił Grzegorz Krychowiak? W Sevilli stał się bohaterem.
Nie lubię oceniać indywidualnie, ale rzeczywiście o Grzegorzu Krychowiaku można powiedzieć wiele dobrego. Niesamowicie rozwinął się w klubie, gdzie stał się liderem środka pola. Kilka razy był także kapitanem swojego zespołu. Mamy kolejnego znakomitego zawodnika. Jednak nie można zapominać, że Krychowiak wychowywał się poza naszym krajem igrał poza Ekstraklasą. Kadra opiera się głównie na zawodnikach występujących zagranicą. To też świadczy o poziomie naszej ligi, który, powiedzmy szczerze, nie jest za ciekawy. Wiele meczów było nudnych, rzadko kiedy mogliśmy emocjonować się dobrymi spotkaniami. Dla mnie to trochę taki gorzki cukierek, zawinięty w sreberko. Brakuje klasowych zawodników, takich można było policzyć na palcach obu rąk.

A co z Michałem Pazdanem, który najpierw w Jagiellonii, a potem w Legii, wyrósł w 2015 roku na drugiego stopera kadry? Przecież gra w Ekstraklasie.
Racja, ale Michał jest raczej wyjątkiem. Na pewno o nim można powiedzieć wiele dobrego, ale jedna rzecz, która go wyróżnia, to fakt, że jest skromnym chłopakiem, chociaż i to czasem w dzisiejszym futbolu przeszkadza. Michał przyjmuje wszystko z pokorą. Wie doskonale na czym polega jego rola w drużynie. Nie porywa się na dryblingi przez całe boisko i nie bierze się za coś czego nie potrafi. Jest po prostu solidnym rzemieślnikiem, który ciężką pracą doszedł do tego miejsca. Przy okazji w swojej grze jest niezwykle zdecydowany. Jego przykład pokazuje, że solidność wystarczy, żeby stać się gwiazdą w Ekstraklasie, ale takich zawodników można policzyć na palcach obu rąk.

W tym gronie znalazłby się Nemanja Nikolić? W drugiej połowie roku to jego gwiazda mocno rozbłysła w Ekstraklasie.
Żeby nie było, że ja nie dostrzegam dobrych zawodników. Nikolić nim jest, potrafi wykańczać sytuacje, ma dar dostrzelania. Jednak czasem, gdy oglądam mecze, to zastanawiam się, czy obrońcy, którzy grają przeciwko niemu, są jacyś ślepi, czy po prostu brakuje im umiejętności? Myślę, że gdyby miał zagrać naprzeciw Michała Pazdana, nie byłoby już tak łatwo. Minusem w jego CV jest także gra w Europie. W eliminacjach Euro 2016 i trener Węgrów stawiał częściej na kogoś innego. Do tego brakuje mu skuteczności w Europie. W tych meczach o większym ciężarze gatunkowym nie strzela zbyt wielu goli. Jego przykład także pokazuje, że niewiele wystarczy, by w naszej lidze stać się gwiazdą.

Myśli Pan, że rekord Henryka Reymana może zostać pobity w 2016 roku?
Tego nie wiem, ale na pewno byłoby ciekawie.

W Ekstraklasie zabłysnęły też małe fajerwerki. Bartosz Kapustka i Bartłomiej Drągowski pokazały się szerszej publiczności.
Bartosz Kapustka pokazał, że ma papiery na granie. W Cracovii stał się ważnym zawodnikiem, dlatego zasłużył na powołanie do kadry. W niej też mu poszło doskonale, strzelił dwa gole, asystował. Chociaż pod koniec roku trochę się zagubił. Na szczęście w klubie może liczyć na ludzi, którzy mu pomogą. Podobnie szybko rozwinął się Drągowski, który stał się jednym z najlepszych bramkarzy.

Zaczęło im się powodzić i oby tak się im wiodło jak najdłużej. Obaj jednak muszą pamiętać, że w obecnej piłce nożnej zawodnik musi oddać się jej na 100 procent. Trzeba wszystko podporządkować pod nią - dietę, regeneracje. Wszystko kręci się wokół piłki. Dla nich jest to nowa rzeczywistość, w której jak najszybciej muszą się odnaleźć. Obaj niech sobie przypomną gdzie byli, a co robią teraz.

O sobie przypomnieli także Mariusz Stępiński i Karol Linetty.
Mariusz Stępiński to młody piłkarz po przejściach. Szybko odszedł w Ekstraklasy, nie wyszło w Niemczech, później w Wiśle. Teraz zdecydowanie lepiej radzi sobie w Ruchu Chorzów. Jednak to jest Ruch, a nie Bundesliga. Taki przykład niestety też mocno pokazał, w którym miejscu znajduje się polska piłka. Wierzę, że Stępiński poradzi sobie doskonale w Ruchu i domyślam się, że jego ambicją jest pokazanie swoich umiejętności i po raz kolejny wyjechanie na Zachód. Na razie niech jednak swoją wartość buduje w Chorzowie. Oczywiście, życzę mu tego, szybkiego rozwoju i żeby strzelił jak najwięcej goli w 2016 roku.

A co z piłkarzem Lecha?
Karol to też bardzo utalentowany piłkarz. Wiele mówiło się o jego odejściach do innych klubów. Ale ja się pytam, czemu w takim razie go w nich nie ma? Dlaczego wciąż jest tutaj? Gdyby był tak dobry, to już dawno grał gdzieś zagranicą. Ma jednak czas, by stać się piłkarzem, ale powinien zdać sobie sprawę, że czas mija i oby nie powtórzył losu innych, którzy nie wyjechali z kraju. Przed Linettym ciekawa walka o Euro, bo przecież Sebastian Mila nie odpuści tak łatwo.

Na poziom światowy w 2015 roku wskoczył Szymon Marciniak. Dobre występy na arenie międzynarodowej sprawiły, że polski arbiter po wielu latach będzie sędziował na wielkiej imprezie.
Pan Marciniak od kilku lat był wyróżniającym się polskim arbitrem. Jednak jego dobra dyspozycja została w tym roku wyróżniona. Piłkarze lubią, gdy sędzia nie przeszkadza im w grze, a taki jest pan Marciniak. Do tego doskonale czyta grę, przewiduje. U niektórych sędziów jeszcze tego brakuje. To znakomicie, że na Euro posędziuje nasz człowiek. Dobrym arbitrem jest też Tomasz Musiał.

Nie zabrakło także niespodzianek. Największą jest dotychczasowy lider Piast.
Drużyna z Gliwic jest kolejnym przykładem na to, jaka jest nasza Ekstraklasa. Dwa lata temu grał w pucharach, w zeszłym walczył o utrzymanie, a teraz zajmuje pierwsze miejsce w tabeli. Trener Radoslav Latal poskładał zespół, ale z jakich zawodników. Przecież Kamil Vacek grał w rezerwach Sparty Praga, Martin Nespor też wziął się znikąd, a są wyróżniającymi się zawodnikami u nas. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet po podziale punktów Piast został mistrzem. Podoba mi się to, że w ich grze nie ma kalkulowania. Wszystko robią z pasją i fantazją. W ogóle ta nasza ekstraklasa potrafi zaskakiwać.

To znaczy?
Piast przecież w tym roku dwukrotnie pokonał mistrza Polski, zremisował na wyjeździe z Legią, niby najlepszymi zespołami naszej ligi. Pucharowicze zawodzą lub zawodzili. Śląsk zajmuje niskie miejsce w tabeli, a Lech długo nie mógł wyjść z kryzysu. O czymś to jednak świadczy, że mistrz Polski zajmuje ostatnie miejsce w lidze.

Nasze kluby znów nie podbiły Europy. Na wiosnę przynajmniej mieliśmy zespół w 1/16 Ligi Europy – Legię, która jednak szybko odpadła z pucharów.
Legia przegrała z Ajaxem, który był do ogrania. Jednak kluczową sytuacją było odejście Miroslava Radovicia. Po odejściu Serba siła rażenia w ofensywie zmalała w Legii o 30 procent i nie ma co porównywać tu Nikolicia, który nie jest aż tak przydatny w rozgrywaniu akcji.

W 2016 wciąż będziemy grali systemem 30 kolejek plus siedem dodatkowych. Pana zdaniem to dobry pomysł?
Oczywiście, że tak. Jestem za tym, żeby była wciąż ta reforma działa. Bo co? Inaczej piłkarze będą mieli długą przerwę, będzie mniej grania. Przecież tak od grudnia do marca zawodnicy nie graliby w meczach o stawkę. Zacznie się wymyślanie jakiś pucharów Ekstraklasy. Nie ma sensu zmieniać co kilka lat pomysłów. Piłkarze muszą po prostu przyzwyczaić się do takiego grania, a nie mówić, że jest za dużo meczów. Tak się gra w Europie.

Czytaj dalszy ciąg w Polska The Times >>

Polska The Times


Polecamy