Boniek: Faworyci Euro? Francuzi organizowali dwie wielkie imprezy. Za każdym razem wygrywali [WYWIAD]
Drużyna ma selekcjonera, który wszystko dobrze poukładał. Reprezentacja Adama Nawałki została zbudowana według pewnego pomysłu i pewnych kryteriów, a nie na zasadzie, że jeździmy po Europie i sprawdzamy, kto jeszcze mógłby zostać Polakiem... - mówi Zbigniew Boniek. Prezes PZPN wspomina również mundial w Hiszpanii, mówi o kadrze Adama Nawałki i Euro 2016.
Wszystkiego najlepszego.
Dziękuję.
Okrągłe rocznice to dobra okazja do świętowania. Czy przyjęcie urodzinowe będzie bardziej okazałe, niż zazwyczaj?
Na pewno będzie dobra kolacja z rodziną i znajomymi, ale niczego hucznego tym razem nie planuję.
Tym razem?
Bardzo hucznie obchodziłem czterdzieste urodziny. Żona przygotowała fajną imprezę. Były tańce, przyszło wielu znajomych, w sumie ponad setka. Wydaje mi się, że to było wczoraj, a tymczasem minęło już dwadzieścia lat. Tym razem będzie troszkę spokojniej, ale na pewno będzie miło.
Okrągłe rocznice to również dobra okazja do wspomnień, refleksji. Co poszło dobrze, a co mogło lepiej. Starsi kibice do dziś zastanawiają się na przykład co by było, gdyby na mundialu w 1982 sędzia nie wykartkował Bońka przed półfinałem. Być może wrócilibyście z Hiszpanii, jako pierwszy, a nie trzeci zespół świata...
Trudno powiedzieć, czy ze mną w składzie pokonalibyśmy Włochów. Oni na pewno by się jednak bardziej z nami męczyli. Trudno by im było poradzić sobie z taką parą napastników, jak ja i Włodek Smolarek, bo musieli by nas obu indywidualnie kryć. To by z kolei dawało więcej miejsca innym. Trudno, stało się jak się stało - choć moim zdaniem sędzia [Bob Valentine - red.] dał mi celowo tę kartkę. Włosi mieli wówczas bardzo dużo do powiedzenia w FIFA. Wiceprezydentem odpowiedzialnym za sędziów był Artemio Franchi [był w tym czasie również prezydentem UEFA - red.]. Dziś piłka jest trzy razy bardziej czysta jasna i przejrzysta, wtedy różnie z tym bywało. Muszę przyznać, że do dziś bywam lekko poddenerwowany, gdy wspominam tamtą sytuację.
Z drugiej strony to i tak był mega sukces. Zwłaszcza, jeśli się pamięta, jak wyglądały przygotowania do tamtych mistrzostw i w jakich warunkach musieliście mieszkać i trenować w Hiszpanii. Opisał to m.in. w swojej książce trener Antoni Piechniczek.
Mieliśmy wówczas naprawdę mocny zespół. Oś tworzyli Młynarczyk, Żmuda, Boniek, Smolarek i Lato. Był Matysik... Praktycznie na każdej pozycji mieliśmy dobrych piłkarzy. Do Hiszpanii jechaliśmy jednak trochę niepewni tego, co się stanie, bo ze względu na trwający w Polsce stan wojenny przez ostatnie pół roku przed mundialem nikt nie chciał grać z nami meczów towarzyskich.
Teraz też mamy mocną drużynę, ale przed Euro 2016 też będzie trochę niepewności ze względu tzw. klątwę Bońka.
Nie uważałem tego za klątwę. W 1986 roku Meksyku były pretensje do drużyny, że nie poradziła sobie z Brazylią, więc powiedziałem, że już sam awans na mistrzostwa świata był sukcesem i że jeszcze zatęsknimy za polskimi awansami. To była jednak po prostu obiektywna ocena sytuacji...
Niemniej te słowa przeszły do historii. A klątwa tak naprawdę działa do dziś, bo na wielkich imprezach co prawda grywamy już w miarę regularnie, ale od tamtych mistrzostw ani razu nie wyszliśmy z grupy. Uda się we Francji?
Mogę powiedzieć tyle, że mam doświadczenie pod każdym względem: jako piłkarz, trener, działacz. I na podstawie tych doświadczeń mogę stwierdzić, że obecnej reprezentacji Polski nie brakuje absolutnie niczego. Eliminacje mistrzostw Europy pokazały również, że ta drużyna ma potencjał. Czy uda jej się przełożyć ten potencjał na wynik to już inna historia.
Jakie stawia Pan jej cele?
Plan minimum to wyjście z grupy. Potem zobaczymy.
Co ma ta drużyna, czego nie miały poprzednie, poza piłkarzami formatu Lewandowskiego Krychowiaka, czy Glika? Dzisiejszego formatu.
Przede wszystkim ma selekcjonera, który wszystko dobrze poukładał. Reprezentacja Adama Nawałki została zbudowana według pewnego pomysłu i pewnych kryteriów, a nie na zasadzie, że jeździmy po Europie i sprawdzamy, kto jeszcze mógłby zostać Polakiem...
Popularna jest opinia, że Nawałka jest nie tylko dobrym, ale też szczęśliwym selekcjonerem. Mówiło się o tym zwłaszcza po remisie ze Szkocją w Glasgow.
Gdyby Nawałka był faktycznie takim szczęściarzem, to Kamil Grosicki strzeliłby trzecią bramkę w meczu ze Szkotami w Warszawie i już po czterech meczach mielibyśmy komplet punktów, a ja mniej bym się musiał później denerwować. Piłka nożna to gra, gdzie szczęście ma oczywiście znaczenie. Zazwyczaj jednak sprzyja tym, którzy na to zasłużyli. Nie wydaje mi się, że akurat to jest największym atutem Adama.
Tego nie powiedziałem. Uważam, że to dodatkowy atut - coś ekstra. Napoleon Bonaparte mawiał, że od dwóch dobrych generałów woli jednego, który ma szczęście.
Jeśli tak to zgoda. I niech to ekstra szczęście nie opuszcza nas do końca Euro 2016.
Poprzednicy Nawałki - jak Leo Beenhakker, czy Paweł Janas - mieli wręcz pecha, bo tuż przed ważną imprezą okazywało się, że ich kluczowi piłkarze są kontuzjowani, albo stracili formę.
Na takie pytania nie odpowiadam. Do Euro zostało jeszcze sporo czasu, poza tym pomóżmy trochę szczęściu i nie zapeszajmy.
A jednak...
Przed tak ważną imprezą trzeba dmuchać na zimne. Pan nie pytał, a ja nie słyszałem...
Ok, to zapytam jeszcze o urodzinowe refleksje.
Są pozytywne. Jak tak patrzę na swoje życie z perspektywy tych sześćdziesięciu lat to muszę przyznać, że jestem przeszczęśliwym człowiekiem. Mam trójkę fajnych dzieci, trójkę fajnych wnuków. Żonę, która jest ze mną na dobre i złe praktycznie od zarania świata. Mam wypróbowanych przyjaciół, a do tego wciąż jestem w centrum wydarzeń, a nie gdzieś z boku. Jestem prezesem PZPN, liczą się ze mną wpływowi ludzie w wielu europejskich federacjach. Uczestniczę w czymś ważnym i dobrze się przy okazji bawię. Czego chcieć więcej?
A jeśli któreś z wnucząt przyjdzie kiedyś do dziadka i powie, że chce grać zawodowo w piłkę. Będzie Pan zachęcał, czy odradzał?
Piłka nożna to nie jest gra, do której można kogoś namawiać, albo zniechęcać. Podobnie zresztą, jak do innych dyscyplin sportu. To coś, co człowiek czuje w środku - dar Boży, który trzeba pielęgnować. Jeśli ktoś jest młody i bardzo chce być sportowcem, to nim zostanie. Lepszym, czy gorszym, ale zostanie i nikt, ani nic mu w tym nie przeszkodzi.
Chyba, że zdrowie. Pamięta Pan świętej pamięci Leo Clijstersa?
Oczywiście. I z boiska i z tego, że jego córka [Kim - red.] była świetną tenisistką.
Tenisistkami były obie jego córki. Z tą tylko różnicą, że młodsza, Elke, zakończyła z powodu kontuzji karierę mając 19 lat. Tata Clijsters powiedział kiedyś mojej koleżance dziennikarce, że gdyby wiedział jak obciążającym dla zdrowia sportem jest tenis, to nie pozwoliłby córkom nawet zbliżać się do kortu.
Nie da się ukryć, że hasło sport to zdrowie dotyczy sportu w wydaniu amatorskim. Niemniej będąc zawodowcem też można robić różne rzeczy po to, by zmniejszyć ryzyko kontuzji. Można o siebie dbać, właściwie się odżywiać i odpowiednio ciężko trenować - na tym właśnie polega profesjonalizm. Ja uważam, że lepszej drogi w życiu nikt jeszcze nie wymyślił. Sport daje wszystko - sławę, pieniądze, obycie w świecie, znajomość języków. Poza tym jest czymś, co łączy ludzi, zamiast ich dzielić. Gdy zaczną się mistrzostwa Europy i pokażą trenera Nawałkę podczas grania hymnu przed meczem z Irlandią Północną, to na bok pójdą polityczne spory i cała Polska będzie razem.
Ale jeśli - odpukać - przegramy, bo w 90. minucie Lewandowski nie strzeli karnego, to cała Polska znów uzna, że wszystkiemu winny jest PZPN ... Taka to już kibicowska natura.
To prawda, ale ja z tym spokojnie i delikatnie walczę. PZPN to nie tylko reprezentacja narodowa. To organizacja, która zrobiła mnóstwo pożytecznych rzeczy. Mamy choćby 24 akademie dla najbardziej zdolnych dzieciaków od 6 do 12 lat. Działają dopiero rok, więc na efekty trzeba będzie trochę poczekać, ale te efekty będą. Na tym zresztą nie koniec, bo robimy co roku obóz dla 160 najzdolniejszych chłopców, w wieku 12-13 lat, mamy gimnazja, Centralną Ligę Juniorów, zreformowane trzy ligi. Cały PZPN inaczej dziś wygląda, a projektu Łączy nas piłka zazdrości nam wiele innych federacji. Oczywiście sukces reprezentacji zawsze wszystko napędza, bo robi się lepszy klimat wokół piłki. Ale to nie jest na tej zasadzie, że jak kadra będzie wygrywać, to my możemy iść na ryby...
Skoro jest tak dobrze, to o co chodzi związkowej opozycji?
Sam musi Pan ich zapytać co by było, gdyby na ostatnim zjeździe udało się jednak uchwalić te kilka koniecznych zmian w statucie. Bo według mnie byłoby tylko lepiej, spokojniej...
Oni twierdzą, że te zmiany były niekorzystne dla klubów.
To czemu wcześniej tego nie powiedzieli? Gdy rozmawiałem z nimi pięć dni przed zjazdem, to zapewniali mnie, że wszystko jest OK i nikt nie ma większych zastrzeżeń do zmian w statucie. A potem nagle zmienili zdanie. Nie wiem czemu tak się to odbyło, dla mnie to była jakaś zasadzka, polityczna rozgrywka, próba sił... No trudno to inaczej wytłumaczyć. Ja w każdym razie nie zamierzam się w takie rzeczy bawić. I powiem Panu jeszcze jedno - mam takie podejście, że mogę się z ludźmi kłócić, ale i tak będę z nim zawsze rozmawiał. Natomiast jeśli ktoś mnie zdradzi, to ciężko mi usiąść z nim ponownie do stołu. W życiu trzeba mieć zasady.
O kimś konkretnym Pan mówi?
Hersztem, czy przywódcą, tej opozycji był na zjeździe pan Wandzel [Maciej, współwłaściciel Legii Warszawa i przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasy S.A. - red.]. Ja tego pana znam od trzech lat i widziałem, co robił wcześniej. On w życiu nawet piłki nie kopnął, nie miał z nią nic wspólnego, a dziś działa w piłce. Ja bym go bardzo chciał szanować, ale jak on będzie robił takie rzeczy, to trudno będzie nam się ze sobą porozumieć.
Zmieniając temat: Czy Gianni Infantino będzie dobrym prezydentem FIFA?
Będzie znakomitym prezydentem. To człowiek, który ma wizję. Wie co chce zrobić i jak to zrobić. Jest niezależny. Jest człowiekiem piłki i ma odpowiednie doświadczenie.
Ma też niezły bałagan do posprzątania po swoim poprzedniku.
Zawsze coś jest do posprzątania. Ja też jak przyszedłem do PZPN, to miałem trochę bałaganu. Powiedziałbym nawet, że był jeden wielki bałagan. Pozmienialiśmy sto tysięcy rzeczy i to boli co poniektórych. A co do Infantino, to jestem przekonany, że będzie rządził jedenaście lat. Pierwszą skróconą kadencję [ze względu na aferę korupcyjnej, która zmusiła do dymisji Seppa Blattera - red.], a potem dwie pełne. Tak się stanie, bo on jest po prostu dobry.
Może kiedyś zastąpi go Michel Platini?
Michel walczy teraz o to, by wrócić na stanowisko prezydenta UEFA i o niczym innym na razie nie marzy. Miejmy nadzieję, że mu się to uda.
Ktoś taki, jak Platini przydałby się Francuzom, ale na boisku. Podczas Euro.
Francuzi organizowali do tej pory u siebie dwie wielkie imprezy: Mistrzostwa Europy w 1984 roku i Mistrzostwa Świata w 1998. Za każdym razem wygrywali.
Tyle, że za pierwszym razem mieli w składzie właśnie Platiniego, a za drugim Zinedine’a Zidane’a. Dziś nie mają takich gwiazd.
Nie szkodzi, mają wystarczająco dużo dobrych piłkarzy i na pewno można ich wymieniać w gronie faworytów.
Kogo jeszcze?
Na pewno mocna będzie Belgia, na pewno Niemcy i Hiszpania, choć można się oczywiście zastanawiać, czy akurat te drużyny są tak mocne, jak były 2-4 lata temu. Jakaś niespodzianka też mnie nie zdziwi.














