menu

Antyjedenastka 37. kolejki GOL24.PL

21 maja 2016, 08:24 | Konrad Kryczka

W ubiegłą niedzielę zakończył się kolejny już sezon Ekstraklasy. Powoli wszyscy zaczynamy żyć zbliżającymi się mistrzostwami Europy, ale my jesteśmy wam jeszcze winni antyjedenastkę ostatniej serii spotkań.


fot. Wojciech Matusik / Polska Press
Emilijus Zubas (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – nie napiszemy, że jakoś szczególnie zawalił Podbeskidziu mecz, bo tak po prostu nie było. Litwin nie pomógł jednak zbytnio swojej drużynie – przepuścił cztery strzały rywali i wydaje się, że przy golu Ondraska powinien zachować się lepiej.
fot. Maciej Gapinski
Jozef Piacek (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – Słowak na pożegnanie z Ekstraklasą (wątpliwe, żeby ktoś wyciągnął go z Podbeskidzia) zaprezentował się tragicznie. Nie wiemy, co robił, kiedy Brożek zdobywał bramkę, ale na pewno nie pilnował się snajperem Wisły. Natomiast w innej sytuacji zareagował za późno, co umożliwiło Ondraskowi przyjęcie piłki i trafienie do siatki. a press dziennik baltycki
fot. Fot. Karolina Misztal
Jakub Czerwiński (Pogoń Szczecin) – ok., w niedzielę miał sporo pecha, ale to go jednak nie usprawiedliwia. Prawda jest bowiem tak, że jego błędy w dużej mierze zaważyły na końcowym rezultacie. Najpierw odbita od niego piłka skończyła się samobójem, a później – kiedy nie zdążył udanie zablokować strzału (skończyło się rykoszetem) – do siatki trafił Nikolić.
fot. Szymon Starnawski /Polska Press
Tomislav Bożić (Górnik Łęczna) – Morioka być może będzie mu się chyba śnił po nocach. Pierwsze uderzenie Morioki wpadło bowiem do siatki właśnie mimo (a może dzięki?) interwencji Bożicia. Do tego Chorwat nie zdążył jeszcze zablokować strzału Hołoty, który również skończył w siatce.
fot. Wojciech Wojtkielewicz
Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków) – jasne, problemem mogło być to, że wrócił po dwumeczowej przerwie i musiał dowodzić eksperymentalnie zestawioną defensywą. To w jakiś sposób zapewne usprawiedliwia „Głowę”, ale i tak nie da się ukryć, że kapitan Wisły rozegrał po prostu słabe zawody. Obrońca popełniał proste błędy i parokrotnie był spóźniony. Było to doskonale widać przy pierwszej i trzeciej bramce dla „Górali”.
fot. Wojciech Matusik / Polska Press
Marek Zieńczuk (Ruch Chorzów) – tak, wiemy, że kiedyś z powodzeniem grywał na lewej obronie, ale wydaje się, że wystawianie go na tej pozycji w tym momencie nie było zbyt dobrym pomysłem Waldemara Fornalika. Widać bowiem było, że Zieńczuk ma spore problemy w defensywie. Doświadczony zawodnik nie potrafił się odpowiednio ustawić, co Lech chętnie wykorzystywał. Widać to świetnie przy pierwszym golu dla „Kolejorza”.
fot. Fot Arkadiusz Gola / Polskapresse
Alvarinho (Jagiellonia Białystok) – różne już rzeczy widzieliśmy w piłce – mniej lub bardziej zabawne, czasami straszne – ale żeby dostać wędkę po 15 minutach, to trzeba być po prostu zdolnym. I taki najwidoczniej jest Alvarinho, którego jednak w Białymstoku nikt już nie chce oglądać.
fot. Fot. Karolina Misztal
Artur Lenartowski (Ruch Chorzów) – to, że wyszedł na Lecha od pierwszej minuty, było dość zaskakujące i – jak się okazało – bardziej przeszkodziło „Niebieskim”, niż im pomogło. Lenartowski nie dawał bowiem zbyt wiele, a z jego gry zapamiętamy przede wszystkim jedno uderzenie z dystansu i trochę strat.
fot. Bartek Syta / Polskapress
Aleksandar Kovacević (Lechia Gdańsk) – o ile Serb ma za sobą naprawdę dobry sezon, o tyle ostatni mecz w sezonie zupełnie mu nie wyszedł. Kovacević nie był w stanie ogarnąć sytuacji w środku pola. Do tego zaliczył kilka zbyt prostych strat, po których Cracovia mogła przeprowadzić groźne kontrataki.
fot. Fot. Karolina Misztal
Adam Gyurcso (Pogoń Szczecin) – „powtarzalność” to kluczowe słowo w przypadku Węgra. A mówiąc dokładniej, brak tej cechy idealnie opisuje Węgra. Skrzydłowy potrafił zagrać bardzo dobrze w przedostatniej kolejce, żeby na Legii po prostu cieniować. Gyurcso zupełnie nie dawał sobie rady z obrońcami „Wojskowych”.
fot. Andrzej Szkocki Polska Press
Airam Cabrera (Korona Kielce) – Hiszpan, który był kluczową postacią Koroną, pożegnał się z Kielcami w bardzo kiepskim stylu. W meczu z Jagiellonią Cabrera był bowiem zupełnie niewidoczny.
fot. brak
1 / 12

Polecamy