menu

Antyjedenastka 35. kolejki GOL24.PL

10 maja 2016, 17:27 | Konrad Kryczka

Tym razem trzon naszej drużyny stanowią zawodnicy Piasta Gliwice. Dumnie wspierają ich m.in. gracze Górnika Łęczna.


fot. brak
Mateusz Abramowicz (Śląsk Wrocław) – nie pierwszy raz w tym sezonie mieliśmy problemy z obsadą bramki. Nikt niczego szczególnie nie zawalił, więc wybraliśmy golkipera, który był najbardziej niepewny. Za takiego uznaliśmy Abramowicz, który miał spore problemy przy wychodzeniu do dośrodkowań (widać to również przy bramce dla Termaliki).
fot. Pawel Relikowski / Polska Press
Oleg Wierietiło (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – zapewne już się zorientowaliście, że piłkarze często mówią o wyciąganiu wniosków. Najwidoczniej Wierietiło nie zna tego sloganu i nie jest w stanie się do niego zastosować, ponieważ już drugi raz wiosną osłabił swój zespół. Do tego bardzo ładnie pozorował grę w defensywie, kiedy rywale zdobywali bramkę.
fot. Podbeskidzie Bielsko-Biała
Uros Korun (Piast Gliwice) – od początku spotkania popełniał błędy, co nie wróżyło Piastowi niczego dobrego w kontekście końcowego wyniku. Odpowiedzialnością za utratę pierwszej bramki może się podzielić z Hebertem. Druga akcja bramkowa legionistów zaczęła się natomiast od jego straty. Korun popełnił jeszcze kilka innych błędów, ale na jego szczęście nie miały one poważniejszych skutków.
fot. Fot Arkadiusz Gola / Polskapresse
Hebert (Piast Gliwice) – oddajmy Bogu, co boskie, a Hebertowi, co hebertowskie – obrońca Piasta zaliczył kilka naprawdę dobrych – może nawet profesorskich – interwencji. Problem w tym, że Portugalczyk zanotował jeszcze więcej błędów – zarówno tych mniej, jak i tych bardziej kosztownych. Hebert powinien zachować się lepiej przy pierwszej bramce, a krycia, które zastosował przy golu Hamalainena, szkoda nawet komentować. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełnia jeszcze sprokurowany rzut karny.
fot. Maciej Gapinski
Vladimir Volkov (Lech Poznań) – na razie zimowy transfer Lecha nie broni się praktycznie niczym. Serb ma problem, żeby wywalczyć sobie miejsce w składzie, a jak już gra, to zazwyczaj nie na takim poziomie, jakiego wszyscy by oczekiwali. Było to widać w meczu z Cracovią – krakowianie wchodzili w jego strefę boiska jak nóż w masło. Można to było idealnie zauważyć przy pierwszym golu.
fot. Andrzej Szkocki Polska Press
Patryc Fryc (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) – trafienie samobójcze było jedynie podsumowaniem jego katastrofalnego występu. Nie dawał drużynie za wiele ani w ofensywie, ani w defensywie i aż dziw bierze, że Piotr Mandrysz nie zdecydował się zdjąć go z boiska.
fot. Andrzej Banas / Polska Press
Kamil Vacek (Piast Gliwice) – kiedy przeciwnik miał piłkę, Czech nie potrafił za bardzo pomóc drużynie. Natomiast kiedy czeski pomocnik otrzymał już futbolówkę, to Piast nie miał z tego większego pożytku. Vacek usilnie starał się zagrać piłkę za linię obrony Legii, ale koledzy nie byli w stanie dotrzeć do tych podań. Do tego szkoda nawet wspominać o groźnych stratach, jakie notował Czech.
fot. Maciej Gapinski
Grzegorz Bonin (Górnik Łęczna) – jeżeli nie chce zaliczyć kolejnego spadku z Ekstraklasy, to nie może grać tak, jak ostatnio. Od niego wymaga się, żeby był liderem zespołu, a nie człowiekiem, który ucieka od boiskowej odpowiedzialności i szuka najprostszych rozwiązań. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, że Bonin przebywał na boisku niemal do ostatniej minuty.
fot. ANDRZEJ ZGIET / POLSKA PRESS
Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok) – zastanawiamy się, jaki wynik otrzymalibyśmy, gdybyśmy policzyli wszystkie sytuacje zmarnowane przez „Franka” w tym sezonie. W meczu z Wisłą miał po prostu obowiązek doprowadzić do remisu. A że tego nie zrobił, to już po przerwie nie wybiegł na boisko.
fot. Andrzej Zgiet
Łukasz Zwoliński (Pogoń Szczecin) – co się dzieje z tym człowiekiem… „Zwolak” przeobraził się z jednego z ciekawszych napastników Ekstraklasy w dość mizernego grajka. Po wyleczeniu kontuzji dał radę zdobyć tylko jedną bramkę, co mówi samo za siebie. Spotkanie z Zagłębiem to natomiast kolejny mecz, który mu nie wyszedł – napastnik po przerwie nie wyszedł już na boisko.
fot. Andrzej Szkocki Polska Press
Bartosz Śpiączka (Górnik Łęczna) – na jego ocenę najbardziej rzutuje oczywiście niewykorzystana jedenastka. Kasprzik, który obronił rzut karny, przypomniał zresztą po meczu, że razem ze Śpiączką grali we Flocie i tam też radził sobie z uderzeniami napastnika. Pytanie brzmi więc: dlaczego zawodnik lubelskiej drużyny w ogóle podszedł do wykonania jedenastki?
fot. Fot. Lukasz Kaczanowski/Kurier Lubelski/Polska Press
1 / 12

Polecamy