Antyjedenastka 29. kolejki Ekstraklasy według GOL24 [GALERIA]
7 kwietnia 2016, 11:37 | Konrad Kryczka
Wszyscy kibice w Polsce czekają na sobotnie rozstrzygnięcia w Ekstraklasie, ale my chcemy jeszcze nieco pożyć minioną kolejką. Oto nasza antyjedenastka ubiegłej serii spotkań.

Rafał Grodzicki (Ruch Chorzów) – takie zachowanie w obronie nie przystoi tak doświadczonemu zawodnikowi. Jakieś niezrozumiałe wyjścia do przodu, dzięki którym rywalom łatwiej było ruszyć z kontrą, fatalne błędy przy stałych fragmentach i kilka spóźnionych interwencji powodują, że Grodzicki musiał dostać miejsce w naszej antyjedenastce
fot. Andrzej Banaś/Polska Press
fot. Andrzej Banaś/Polska Press

Dariusz Dudka (Lech Poznań) – po takich meczach jak ten ze Śląskiem coraz mocniej zastanawiamy się, czy wrzucanie go do składu nie powinno podchodzić pod działanie na szkodę zespołu. Niby doświadczony piłkarz, który z niejednego pieca chleb jadł, a robi błędy jak nieopierzony młokos. Nie dość, że słabo wyglądał w środku pola, to jeszcze zaliczył asystę przy bramce rywali
fot. Grzegorz Dembiński
fot. Grzegorz Dembiński

Piotr Grzelczak (Jagiellonia Białystok) – co tu dużo mówić – to nie był jego mecz. Może jeszcze na początku próbował coś szarpać, ale w ogólnym rozrachunku wypadł słabiutko. Z jego występu zapamiętamy jedynie faul na Sokołowskim, który skończył się rozbitą głową zawodnika Podbeskidzia
fot. Wojciech Wojtkielewicz / Polska Press
fot. Wojciech Wojtkielewicz / Polska Press

Maciej Gajos (Lech Poznań) – od kilku lat pokazuje, że ma w sobie coś z poważnego piłkarza. Kiedy patrzymy na niektóre jego zagrania, to aż ręce same składają się do oklasków. Problem w tym, że w tym wszystkim Gajosowi brakuje regularności. Raz potrafi zagrać świetnie, a innym razem – tak jak ze Śląskiem – zupełnie znika z radarów, a wtedy nie da się go ocenić pozytywnie
fot. Waldemar Wylegalski
fot. Waldemar Wylegalski

Jakub Szmatuła (Piast Gliwice) – choć obecny sezon zdecydowanie należy do niego, to akurat tym razem należy mu się nagana za występ. Po pierwsze dlatego, że puścił najwięcej bramek spośród wszystkich bramkarzy. A po drugiego był poważnie zamieszany w stratę trzeciego gola
fot. Lucyna Nenow / Polska Press
fot. Lucyna Nenow / Polska Press

Kornel Osyra (Piast Gliwice) – piłkarze Zagłębia tańcowali z nim, jak chcieli. Osyra w pewnym momencie był tak zakręcony, że już nie wiedział, co się dzieje w jego polu karnym. Najpoważniejszym z jego błędów było sprokurowanie jedenastki (a pamiętajmy, że nie popisał się również przy trzecim golu dla rywali)
fot. Maciej Gapiński
fot. Maciej Gapiński

Wojciech Kędziora (Termalica Bruk-Bet Nieciecza) – dobre wejście w wiosnę, ale obecnie idzie mu już zdecydowanie gorzej. A mecz przeciwko Koronie w ogóle mu nie wyszedł. Nie stwarzał zbyt wielkiego zagrożenia, a jak już miał niezłą okazję strzelecką, to i tak nie dał rady trafić w bramkę
fot. Andrzej Banaś / Polska Press
fot. Andrzej Banaś / Polska Press

Guti (Jagiellonia Białystok) – jeżeli Jagiellonię stać na wydanie 250 tysięcy euro na zapewnienie takiej „stabilności”, to chyba znaczy, że w Białymstoku śpią na kasie i nie bardzo wiedzą, co z nią zrobić. Tym razem Brazylijczyk popełnił kuriozalny błąd, przelobowując wychodzącego z bramki Drągowskiego
fot. jagiellonia.pl
fot. jagiellonia.pl

Jakub Świerczok (Górnik Łęczna) – są takie rzeczy, które napastnik ma po prostu obowiązek zrobić na boisku. Jedną z nich jest wykorzystanie stuprocentowej sytuacji. A Świerczok w minionej kolejce miał właśnie patelnię, którą musiał wykorzystać. A że tego nie zrobił, to znalazł się w tym zestawieniu
fot. Lucyna Nenow / Polska Press
fot. Lucyna Nenow / Polska Press

Bartłomiej Pawłowski (Korona Kielce) – kielczanie wywieźli ostatecznie trzy punkty z Niecieczy, ale nie było w tym żadnej zasługi skrzydłowego, który kiedyś miał nawet okazję pograć chwilę na boiskach Primera Division. Pawłowski był zupełnie niewidoczny, więc nie stwarzał rywalom praktycznie żadnego problemu
fot. Sławomir Stachura/Polska Press
fot. Sławomir Stachura/Polska Press

Ariel Borysiuk (Legia Warszawa) – co tu dużo mówić, po prostu jego interwencja poważnie skomplikowała sprawę legionistom, którzy liczyli na komplet punktów przed własną publicznością. Oczywiście, Borysiuk miał dobre intencje, nie chciał, żeby Mak wyszedł sam na sam z Malarzem i zdobył bramkę, ale… w piłce liczy się efekt końcowy, a tym w tym przypadku była czerwona kartka dla „Borysa”
fot. Szymon Starnawski/Polska Press
fot. Szymon Starnawski/Polska Press
1 / 11
Komentarze (0)
>










