Antyjedenastka 25. kolejki Ekstraklasa.net
4 marca 2016, 01:32 | Konrad Kryczka
Pora na najgorszych piłkarzy poprzedniej kolejki Ekstraklasy. Mieliśmy ograniczony wybór, ponieważ dwa spotkania zostały przełożone, ale jakoś daliśmy radę zebrać jedenastu chętnych. A oto efekty naszej pracy.

Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok) – nie pierwszy raz wylądował w naszej antyjedenastce. Po raz kolejny zresztą zasłużenie wywalczył sobie w niej miejsce. Niby coś tam pobiegał, ale co z tego, skoro Jaga nie miała z tego żadnego pożytku? Zauważył to Michał Probierz i już w przerwie dokonał zmiany.
fot. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ/POLSKA PRESS
fot. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ/POLSKA PRESS

Michał Kucharczyk (Legia Warszawa) – tym razem ani nie zdobył bramki, ani nie zaliczył asysty. W porównaniu do wcześniejszych meczów obecnego sezonu zgadzało się tylko jedno: liczba strat, jaką zanotował skrzydłowy. Występ „Kuchego” zapamiętamy głównie z tego powodu. No może jeszcze z niewykorzystanej sytuacji bramkowej.
fot. Szymon Starnawski / Polska Press
fot. Szymon Starnawski / Polska Press

Marcin Listkowski (Pogoń Szczecin) – pobiegał, powalczył, tu kogoś sfaulował, tam odebrał piłkę – występ generalnie bez szału, a może przede wszystkim bez piłkarskiej jakości. Wiemy, że jest jeszcze młody i być może więcej należy oczekiwać od jego kolegów, ale skoro już gra w Ekstraklasie, to wiek nie powinien być jego głównym atutem.
fot. Bartek Syta
fot. Bartek Syta

Krzysztof Danielewicz (Górnik Łęczna) – nie, nie zawalił żadnego gola (nie odbierajmy zasług Bartkusowi), nie strzelił też samobója, czy nie zmarnował świetnej sytuacji pod bramką rywala. Po prostu… był nijaki w środku pola. Nie dawał za wiele w odbiorze, a o grze w ofensywie szkoda gadać. Wiemy, że warunki nie były najlepsze, ale nie można ich traktować jako usprawiedliwienia słabej postawy.
fot. Wojciech Matusik / Polska Press
fot. Wojciech Matusik / Polska Press

Dziugas Bartkus (Górnik Łęczna) – sympatyczny Litwin znów robił, co mógł, żeby znaleźć się w naszym elitarnym gronie. Postanowiliśmy więc docenić jego zasługi – polegające na wprawianiu w osłupienie kolegów – i drugi raz z rzędu umieściliśmy go w antyjedenastce. Tego, za co do niej trafił (szczególnie polecamy powtórkę drugiej bramki), nie trzeba wyjaśniać.
fot. Wojciech Matusik/Polska Press
fot. Wojciech Matusik/Polska Press

Michał Pazdan (Legia Warszawa) – nie mamy pewności, ale w środę chyba został najlepszym kumplem Kędziory. Reprezentant Polski – przy złej komunikacji z Malarzem – wystawił piłkę napastnikowi Termaliki. Później jeszcze raz wyłożył futbolówkę Kędziorze, ale ten nie skorzystał z prezentu.
fot. Grzegorz Golec, Artur Galwe / Polska Press
fot. Grzegorz Golec, Artur Galwe / Polska Press

Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) – to nie był jego mecz. „Jędza” niby starał się pomagać w ofensywie, ale na niewiele się to zdało. Reprezentant Polski przede wszystkim nie popisał się w defensywie – to on nie zdążył zablokować Misaka, kiedy ten zdobywał bramkę.
fot. Szymon Starnawski / Polska Press
fot. Szymon Starnawski / Polska Press

Bartosz Kopacz (Górnik Zabrze) – na dobrą sprawę każdy zawodnik z defensywy Górnika nadałby się do naszego zestawienia. Zabrzanie w obronie mylili się bowiem niemiłosiernie. Kopacz podpadł szczególnie zachowaniem przy pierwszej bramce, kiedy nie powalczył o piłkę z Kownackim. Natomiast przy drugim golu obrońca nie wybił piłki zagranej przez Kędziorę.
fot. Andrzej Szkocki / Polska Press
fot. Andrzej Szkocki / Polska Press

Aleksander Kwiek (Górnik Zabrze) – jeden niezły strzał z rzutu wolnego to zdecydowanie za mało jak na zawodnika, który powinien być liderem zespołu. Kwiekowi ewidentnie brakowało błyskotliwości w zagraniach do przodu, a także determinacji w grze defensywnej.
fot. Arkadiusz Gola / Polska Press
fot. Arkadiusz Gola / Polska Press

Flavio Paixao (Lechia Gdańsk) – zagrał jak nie on. W jego grze – parafrazując klasyka – nie było niczego. Flavio ani nie przeprowadził ciekawego ataku na skrzydle, ani nie popisał się cudownym podaniem, ani też groźnie nie uderzył. Nawet nie dał rady zaprezentować sztuczki technicznej, po której zebrałby brawa. Ogólnie łatwo można było o nim zapomnieć.
fot. Karolina Misztal / Polska Press
fot. Karolina Misztal / Polska Press

Marco Paixao (Lechia Gdańsk) – nie chciał zrobić przykrości bratu i postanowił dostosować się do niego poziomem. Portugalskich bliźniaków różniło jednak to, że Marco miał okazję strzelać na bramkę Zagłębie. A że nie udało mu się w dobrej sytuacji pokonać Polacka, to już temat na inną rozmowę.
fot. Karolina Misztal / Polska Press
fot. Karolina Misztal / Polska Press
1 / 12
Komentarze (0)
>











