menu

Meyer trafia na wagę awansu Schalke. Smutne pożegnanie Mariboru

10 grudnia 2014, 22:37 | Jakub Podsiadło

Jeden gol zadecydował o tym, że w 1/8 finału Ligi Mistrzów zobaczymy komplet niemieckich drużyn - po Bayernie, Bayerze i Borussii Dortmund w kolejnej rundzie zameldują się piłkarze Schalke 04 Gelsenkirchen. Szczęśliwa bramka rezerwowego Maxa Meyera przesądziła o wygranej 1:0 (0:0) na boisku w Mariborze - słoweński outsider nie zagra nawet w Lidze Europy.

Eskapada "Die Koenigsblauen" do Słowenii przypominała wycieczkę szkolną, w przeddzień której połowa klasy przyniosła zwolnienia lekarskie - z kadry na decydujące spotkanie w Mariborze wypadło łącznie aż dziewięciu zawodników, w tym Julian Draxler, Jefferson Farfan i kontuzjowany pod koniec listopada Joel Matip. Na szczęście dla Roberta di Matteo, pomór w ekipie z Gelsenkirchen nie objął Klaas-Jana Huntelaara - przynajmniej w teorii, bo jak okazało się na miejscu, Holender odegrał marginalną rolę w arcyważnym meczu z czerwoną latarnią grupy G. Sam szkoleniowiec Schalke roztrwonił skromny dorobek swojego poprzednika Jensa Kellera i zanim jeszcze jego piłkarze przesądzili o awansie do 1/8 finału Ligi Mistrzów, musiał spoglądać z nadzieją w kierunku Londynu - gdyby nie zwycięstwo Chelsea nad Sportingiem, arcyważny gol Maxa Meyera na stadionie Mariboru nie miałby prawie żadnego znaczenia.

Maribor pogrzebał swoje szanse na wyjście już dawno, lecz przed środowym wieczorem zachował szanse na honorowy awans do rozgrywek Ligi Europy - mistrzowie Słowenii postawili Niemcom twarde warunki od pierwszego gwizdka polskiego sędziego Szymona Marciniaka. Gospodarze wcale nie mieli zamiaru oddawać pola gościom, którzy spędzili większość meczu na mozolnym wydostawaniu się spod pressingu Mariboru. W odpowiedzi na niecelną próbę Tavaresa w 17. minucie obok bramki główkował Tranquillo Barnetta, ale już kilka minut później Brazylijczyk dwukrotnie uderzał tylko w stojącego na linii bramkowej Atsuto Uchidę. Bojaźliwi zawodnicy z Gelsenkirchen bombardowali bramkę Jasmina Handanoviča z dystansu, w związku z czym golkiper Mariboru miał najwięcej roboty gdy... kibice obrzucili przestrzeń za jego własną bramką racami, co zmusiło sędziego Marciniaka do przerwania spotkania na kilka minut. Polak wykazał się również pod koniec pierwszej połowy - w akcie desperacji na "jedenastkę" próbował go nabrać Eric Choupo-Moting. Kiks Barnetty po instynktownym podaniu Huntelaara i zamykające pierwszą odsłonę pudło Holendra spowodowały, że obserwujący mecz z ławki rezerwowych di Matteo mógł jedynie podrapać się po brodzie i zejść do szatni w poszukiwaniu recepty na niezmordowanych gospodarzy.

Już po przerwie Schalke ustawiło hokejowy zamek na połowie Słoweńców - nieskuteczność gości mógł wykorzystać Tavares, jednak jego zryw skończył się strzałem obok bramki. Tuż przed golem dla Niemców słupek ostemplował Huntelaar, a z dobitką nie pospieszył żaden z jego kolegów z zespołu. Przed upływem godziny gry di Matteo oddelegował do pomocy drużynie Maximiliana Meyera - roszada trenera Schalke opłaciła się w 62. minucie, choć w bramkowej akcji trudno dopatrywać się geniuszu samego rezerwowego albo któregokolwiek z piłkarzy gości. Handanovič pochopnie wyszedł do niskiego dośrodkowania z prawego skrzydła i odbił piłkę wprost pod nogi Meyera - ten bez większych problemów wbił ją do opuszczonej bramki, przesądzając o zwycięstwie i awansie niemieckiej drużyny. Bramkarz gospodarzy mógł wykazać się w 71. minucie, przenosząc nad poprzeczkę kąśliwy strzał Dennisa Aogo.

Na stadionie w Mariborze nie powtórzył się scenariusz potyczki ze Sportingiem - tym razem wprowadzony na boisko na ostatnie kilka minut młodziutki Luka Zahović nie był w stanie wywalczyć choćby punktu dla mistrzów Słowenii. Pogromcy Celtiku Glasgow pożegnali się z Ligą Mistrzów bez ani jednego zwycięstwa, co jest jeszcze gorszym rezultatem, niż piętnaście lat temu - wtedy Słoweńcy kończyli fazę grupową z czterema punktami na koncie. Schalke 04 szczęśliwie uplasowało się na pozycji wicelidera grupy G i odnotowało trzeci awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów z rzędu, na samym finiszu wyprzedzając Sporting Lizbona.


Polecamy