menu

,,Bez znieczulenia'': Zenek może już szykować koncert

12 maja, 14:49 | Andrzej Grajewski

Uważam, że w minionej kolejce – nawet jeśli to jest polska liga, w której w sezonie 2023-24 nikt chce nie zdobyć tytułu – poznaliśmy nowego mistrza Polski. Kończąca się edycja przejdzie do historii, bo chyba jeszcze nigdy (a w każdym razie od dawna) tak wiele renomowanych zespołów bardzo słabą, czasami naganną grą wystawiało na szwank powagę rozgrywek. Skorzystała z tego Jagiellonia stawiając – moim zdaniem – kropkę nad ,,i'' w starciu z wyjątkowo kiepską Koroną. Dokonała tego na oczach kilku naiwnych działaczy/właścicieli innych drużyn, którym wydawało się już chyba, że pozjadali wszystkie rozumy, i obstawiam, że już tego nie wypuści.

Fot. Mecz Jagiellonia Białystok - Korona Kielce.
Fot. Mecz Jagiellonia Białystok - Korona Kielce.
fot. PAP/ARTUR RESZKO

Czego inni – w swym zadufaniu - nie chcieli, rozsądnie wzięło Podlasie. Ekipa z Białegostoku konsekwentnie wykorzystywała pojawiające się szanse, choć oczywiście także brała zakręty, jak choćby przed tygodniem w Mielcu. Tyle że już jesienią nikt nie będzie pamiętał okoliczności, w jakich Jaga wywalczyła historyczny tytuł, liczyć się będzie tylko trofeum w gablocie. Po prawdzie zresztą – zwycięzców się nie sądzi. Ocenia się za to przegranych, a tych będzie po zakończeniu sezonu cała armia. Nieporadnych, nieradzących sobie z presją w decydujących momentach, podejmujących dziwaczne decyzje w niewłaściwych momentach. I właśnie dlatego Zenek Martyniuk będzie mógł po ostatnim gwizdku w sezonie zanucić: "Jagellonio, przez ciebie w tym roku zwariowałem... "

Śląsk, grający niezbyt atrakcyjną piłkę jest dziś drugi i ma realne szanse na podium. Mam nadzieję, że ją wykorzysta, bo to byłaby nagrodą dla Jacka Magiery za wszystko, czego dokonał we Wrocławia, a pamiętać musimy, że przed rokiem, gdy wracał na ławkę wydawało się, iż porywa się z motyką na słońce. Po kilkunastu miesiącach udowodnił, że solidny warsztat i sumienne podejście do roboty pod naszą szerokością mogą przynieść zaskakująco dobre efekty.

Magiera to zupełne przeciwieństwo Jensa Gustafssona z Pogoni. Jeśli komuś wydawało się, że po awansie do finału Pucharu Polski życie Portowców będzie upływało zupełnie bezstresowo, to fatalnie się pomylił. Ze strefy komfortu zespół ze Szczecina momentalnie spadł w przepaść i dziś przeżywa wielki kryzys. Jestem sympatykiem tego klubu, dlatego pozwolę sobie zaapelować: - Panowie obudźcie się, bo znajdziecie się w czarnej... otchłani. A za głównego winowajcę zaistniałego stanu uważam szkoleniowca.

To właśnie pan Gustafsson odpowiada za to, że Pogoń nie wywalczyła Pucharu Polski, nie zostanie mistrzem kraju, a i o udziale w europejskich pucharach – jak wszystko wskazuje – będzie mogła jedynie pomarzyć. A jeśli nie będzie szansy zarabiania na międzynarodowej arenie, znajdzie się w tarapatach. Także finansowych. Dlatego, że trener nie umiał wykorzystać potencjału, jaki dostał do dyspozycji w bardzo przyzwoicie poukładanym klubie. Zamiast być zdobywcą trofeów, został jedynie mistrzem okolicy przegrywając być może największe szanse w historii klubu...

Pogoń może przebić w nieudolności chyba już tylko Legia, na której podrygi kibice po przedwczesnej zamianie Kosty Runjaicia na Goncalo Feio patrzą z politowaniem i zażenowaniem. To już jednak temat na osobne opowiadanie.

[polecany]26293693[/polecany]


Polecamy