menu

Krótka historia Superligi, czyli kres piłkarskiego egalitaryzmu (WYWIAD)

25 kwietnia 2021, 16:52 | BG

- Pomysł stworzenia Superligi uderzał w dwa kluczowe filary współczesnego futbolu, a europejskie dziedzictwo ogranicza ekspansję biznesową bogatych - mówi w wywiadzie dla PolskaTheTimes doktor Seweryn Dmowski, badacz współczesnego futbolu i były dyrektor ds. komunikacji Legii Warszawa.

Protest angielskich kibiców sprawił, że kluby zrezygnowały z Superligi?
Protest angielskich kibiców sprawił, że kluby zrezygnowały z Superligi?
fot. Eastnews

W niedzielę, gdy pomysł powstania Superligi ujrzał światło dzienne, niektórzy nazwali ten moment „końcem piłki nożnej”. Czy Pan, jako prowadzący zajęcia „Football in Europe” na Uniwersytecie Warszawskim, już zmieniał sylabus, a może przenosił przedmiot na wydział historii?

(śmiech) Absolutnie nie zmieniałem sylabusa, bo wizja Superligi, czyli ekskluzywnego klubu dla wybranych, wisiała nad europejskim futbolem już od jakiegoś czasu. Jak się okazało, byłoby to też przedwczesne działanie z mojej strony. Gdyby plan piłkarskich gigantów się udał, to faktycznie można byłoby mówić o dotychczasowym kształcie futbolu w wymiarze historycznym. Zaproponowana wizja Superligi w moim przekonaniu naruszała fundamenty tego czym jest piłka nożna, co stanowi o jej zasięgu i popularności.

O jakich fundamentach mówimy?

Ta sprawa wywołuje pewne niezrozumienie, bo niektórzy dość prześmiewczo podchodzą do wątku „śmierci futbolu” - słyszymy głosy, że przecież już nie raz działy się w nim fundamentalne zmiany, podając przykłady powstania Ligi Mistrzów nie tylko dla mistrzów krajowych, czy wprowadzenia pierwszych pensji dla piłkarzy ponad sto lat temu. Ja się z tym poglądem całkowicie nie zgadzam, bo fundamentalne wartości dla piłki, to po pierwsze relatywna prostota i uniwersalność zasad gry. Superliga mogła być pierwszy krokiem do zmian, wspominano np. o skracaniu meczów. Drugi filar piłki to jej demokratyczny charakter - tak długo jak wygrywasz, grasz do samego finału. Obecny system, choć wychylony w kierunku postulatów bogatych i potężnych, dalej teoretycznie umożliwia mistrzom San Marino, czy Gibraltaru wygranie Ligi Mistrzów. To mało prawdopodobne, ale możliwe, tak samo jest na poziomie futbolu międzynarodowego. W nowych realiach ten element zostałby całkowicie zniszczony, bo byłyby to rozgrywki, do których nie da się dostać drogą rywalizacji - można wygrać wszystko, ale dalej nie grać w elicie. Oczywiście, poziom egalitaryzmu w piłce jest negocjowalny, i nie opiera się zmianom, ale to byłby całkowity przełom.

Twórcy Superligi rzeczywiście chcieli postawić piłkarski świat na głowie i aż trudno uwierzyć, że umowa tak wytrawnych biznesmenów upadła po trzech dniach - czy to był blef, a może doszło do stanowczej i niespodziewanej reakcji ze strony UEFA?

Myślę, że musimy rozważać kilka możliwości. Albo było to świadome działanie, które zmierzało do powstania Superligi, albo blef i wywarcie nacisku na UEFA - a może organizatorzy efekt swojego działania uzależnili od reakcji na ten pomysł? W blef nie chce mi się jednak wierzyć, bo byłoby to zagranie zrobione w jeden z najgorszych możliwych sposobów, kluby wyrządziły sobie ogromne straty wizerunkowe. Te 12 zespołów jest dziś stawiane jako symbol chciwości, zachłanności w piłce, powstały memy, dowcipy, w ekstremalnych przypadkach zrezygnowali sponsorzy. To za duża cena względem ryzyka, więc myślę, że rzeczywiście planowano wprowadzenie Superligi, ale źle to opracowano. Kluczem tego fiaska też nie była reakcja UEFA, bo zobaczylibyśmy spór prawników obu stron, toczony miesiącami, a głosy kibiców, trenerów i byłych piłkarzy z Garym Nevillem na czele.

No właśnie, a czemu kibice sprzeciwiali się Superlidze? Na pierwszy rzut oka większe pieniądze i mecze z gigantami to coś wyjątkowego. A może dla fanów ważniejszy niż kolejny mecz z Barceloną są derby z przykładowym Leeds?

To wielowątkowa sprawa. Stanowiska kibiców były zróżnicowane, nie spotkałem się z wielkimi protestami kibiców w Hiszpanii. Nie posiadam odpowiednich danych, ale poziom poparcia dla tego pomysłu wśród kibiców Realu Madryt i Barcelony, wydaje się być relatywnie najwyższy. Najgłośniej i chyba najbardziej niespodziewanie zaprotestowali kibice angielscy - już następnego dnia na Anfield Road pojawił się negatywny transparent, stowarzyszenia kibicowskie wydały oświadczenia, był protest pod Stamford Bridge. To kwestia bardzo specyficznej roli jaką futbol pełni na Wyspach. On jest oparty na ponad 100-letniej rywalizacji między klubami, na idei egalitaryzmu społecznego, co mimo dyktatu bogatych, potwierdza tytuł mistrzowski Leicester. Solidaryzm społeczny to kolejna kwestia - to jest jak z rodziną królewską, którą obywatele mogą krytykować, ale na zewnątrz to najważniejszy symbol państwa. Do Superligi nie przyłączyły się też kluby niemieckie, a wręcz potępiły tę idę. Tam kibice mają jednak realny wpływ na sprawy, gdyż w ramach zasady 50+1 władzę w klubie sprawują ludzie i podmioty będące w zasięgu nacisku kibiców. Gdzie indziej te światy się mocno rozjechały. Właścicielom przyświeca maksymalizacja zysków, a kibice myślą o tradycji i rywalizacji lokalnej - najlepszy dowód stanu ducha kibiców, to transparent jednego z fanów Chelsea, na którym domaga się on „chłodnych wieczorów w Stoke”. Gdyby uczciwie zapytać przeciętnego angielskiego kibica np. Manchesteru United, czy dla niego ważniejszy jest mecz z Interem Mediolan, czy regionalne derby z Leeds United, to wybrałby starcie w Superlidze? Nie wydaje mi się.

A może w tym pomyśle nie chodziło o lokalnych kibiców? Późny czas ogłoszenia Superligi i kolejne wywiady Florentino Pereza po północy wskazują, że pomysł mógł być skierowany do fana z USA.

Pojawiała się taka koncepcja, a najbogatsi pewnie chętnie przeszliby na poziom wyłącznie globalny i model amerykański. To europejskie dziedzictwo ogranicza ich ekspansję biznesową. To była kwestia szybkiego nocnego uderzenia, tak, by rano informacje były zdominowane tematem Superligi, a działy PR miały mało czasu na odpowiedź.

W jednym z tekstów napisał Pan, że „piłka nożna analizowana wraz z towarzyszącymi jej politycznymi, społecznymi i kulturowymi kontekstami, staje się̨ zwierciadłem otaczającej ją̨ rzeczywistości politycznej”. Czy zobaczyliśmy „UEFAxit”, a Florentino Pereza możemy nazwać największym populistą futbolu?

Podtrzymuję to twierdzenie i uzupełniam je tym, że ta relacja jest dwustronna. Widzieliśmy przecież frustrację i kryzys spowodowane pandemią, która tak samo uderzyła w futbol jak inne dziedziny życia. Czy Perez jest populistą? W pewien sposób tak i chyba za to najbardziej dostał po głowie, ale też za swoją szczerość. Prezes Realu powiedział w prost, że kluby potrzebują pieniędzy, bo jest kryzys. Ale chodzi tu też o szastanie pieniędzmi, kupowanie piłkarzy za setki milionów euro, wielkie tygodniówki. Perez nie owijał w bawełnę, że chodzi o pieniądze i odsłonił twarz globalnego futbolu, która nie spodobała się ludziom. Ekstremalnie populistyczne były też głosy, że chodzi im o naprawianie piłki i martwią się o los mniejszych - nie, im chodzi o ich własny interes.

Straty jednak są, bo „Football Money League Deloitte” szacuje, że 20 najbogatszych klubów odnotowało spadek przychodów o 12 proc., czyli ponad miliard euro. Zrzucanie wszystko na wirusa jest jednak chyba nadużyciem.

W przypadku wielkich klubów dochodzi do ogromnych strat z tytułu braku organizacji dnia meczowego. To jeden z filarów, kolejne to prawa marketingowe i telewizyjne, przychody z działalności sportowej, nagrody i transfery. Kluby dążą, by te filary były w równowadze, ale nawet mimo obecnej sytuacji, to nie tylko pandemia przyczyniła się do zaburzeń balansu. Powtórzę moje zdanie o zupełnie odrealnionej rzeczywistości gospodarczej i kosmicznych zarobkach dla piłkarzy. Już raz w XXI wieku rynek praw telewizyjnych się załamał i wydaje się, że dziś też osiąga swój zenit - stąd Superliga miała być ruchem wyprzedzającym i sposobem zabezpieczenia interesów.

Perez mówił też, że piłką nożną interesuje się coraz mniej młodych osób. Czy rzeczywiście jedyną nadzieją dla futbolu jest skrócenie meczu, zmiana podstawowych zasad, a może zaraz zobaczymy spotkania z udziałem celebrytów i youtuberów?

By wypowiadać się co wolą młodzi, warto mieć twarde badania. Spekulując: młodzi faktycznie mają dziś pełno atrakcji, a świat elektroniczny i e-sport wciągają ich dużo mocniej niż kiedyś. Na moich zajęciach o piłce zwracam studentom uwagę na pewien element - futbol w kształcie zbliżonym do dzisiejszego, przetrwał ponad sto lat, przystosowując się do zmian na świecie. Kres piłki nożnej w obecnej formule na pewno też kiedyś przyjdzie, ale powołanie Superligi raczej by go tylko przyspieszyło.

A jak w tej rzeczywistości odnalazłyby się polskie zespoły? Dziś jesteśmy już na peryferiach wielkiego futbolu, a mogło być jeszcze gorzej.

To może zadziałać w dwie strony. Przy sukcesie Superligi może coraz bardziej postępować komercjalizacja piłki nożnej, a wielkie kluby będą kolonizowały świat - będzie więcej kibiców Barcelony, Realu Madryt itp. To jedno ryzyko, gdzie bogaci stają się bogatsi, a nikt nie interesuje się lokalną piłką. W drugim wariancie możemy analizować odwrotny scenariusz, gdzie najlepsi trochę przestają nas obchodzić, bo identyfikujemy się z najbliższym nam klubem lokalnym. Ale to też przepis na koniec futbolu, bo brak równowagi między tymi światami nie da sukcesu - dziś mamy komensalizm ekosystemów, czyli taki model symbiozy, na którym „większy” korzysta bardziej niż „mniejszy”.

Na drugim biegunie jest Zbigniew Boniek, nowy wiceprezydent UEFA. To najpotężniejszy Polak w historii europejskiego futbolu?

To wielki osobisty sukces prezesa Bońka, który trzeba docenić. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek Polak miał taką pozycję instytucjonalną w europejskiej piłce. Postawa Zbigniewa Bońka i ten nastrój oburzenia na gigantów mogą ułatwić wprowadzenie rozwiązań, które będą niwelować dysproporcje między bogatymi i biednymi oraz wzmocnić pozycję polskich drużyn. Jest to pewna szansa, ale nie spodziewałbym się wielkich efektów, co jest raczej refleksją na temat realiów dzisiejszej piłki, a nie zdolności politycznych prezesa Bońka.

A jak piłka będzie wyglądała jutro? UEFA również zmieniła system rozgrywek, choć złośliwi nazywają go “miękką Superligą”.

To trochę jak z pytaniem co będzie po pandemii - nie wiem. Jeśli uda się wrócić do tak zwanej normalności, to na pewno nastąpi korekta finansowa w globalnym futbolu. Wtedy faktycznie możemy mieć Ligę Mistrzów jako „Superligę light”, bez negowania fundamentalnych zasad, ale i bez niezbędnych reform. Biedni dalej będą biedni, a bogaci będą się bogacić, tyle że trochę wolniej. Równie dobrze może być jednak tak, że na fali walki z kryzysem klimatycznym i gospodarczym, nierównościami społecznymi oraz w ramach polityki zrównoważonego rozwoju, uda się wymusić głębszą reformę futbolu? Przyznam jednak szczerze, że nie bardzo w to wierzę.