menu

Jedenastka tygodnia Ligi Mistrzów. Dominacja piłkarzy z angielskich klubów

20 marca 2014, 17:34 | Michał Jackowski

Za nami już ostatnie emocje w pierwszej fazie pucharowej Ligi Mistrzów. We wtorek i środę właściwie tylko mecze z udziałem angielskich drużyn były prawdziwą walką o awans. Dlatego nie można się dziwić, że to właśnie zawodnicy z Wysp zawładnęli naszą jedenastką. W innych meczach, choć sytuacja związana z awansem była już rozstrzygnięta, świetnych występów jednak też nie zabrakło. Oto lista naszych wybrańców.

Cristiano Ronaldo cały czas zachwyca i strzela gole
Cristiano Ronaldo cały czas zachwyca i strzela gole
fot. Addesolen/Wc

David de Gea (Manchester United)- Na nic zdałyby się gole van Persiego i bardzo dobra gra reszty piłkarzy United, gdyby nie kapitalna postawa bramkarza ich zespołu. Olympiakos nie zamierzał w tym meczu tylko bronić korzystnego wyniku, ale również zawodnicy z Grecji stwarzali zagrożenie pod bramką „Czerwonych Diabłów”. Akcja, w której Hiszpan wybronił sytuację w końcówce pierwszej połowy, będzie kandydowała do obrony tej edycji Ligi Mistrzów, a na pewno ta interwencja zapewniła awans Manchesteru do ćwierćfinału.


Domenico Criscito (Zenit Petersburg)- Zenit mimo że w dwumeczu z Borussią okazał się ekipą słabszą, to udowodnił wszystkim niedowiarkom, że miejsce w 1/8 Ligi Mistrzów to nie był przypadek. Ważną postacią w ich zespole był 27-letni Włoch, który szalał na lewej stronie obrony. Wypracował w tym meczu asystę i co chwila włączał się do ofensywnych akcji. Również w obronie był bardzo pewny. Może gdyby naprzeciwko niego biegał Błaszczykowski, to miałby trudniejsze zadanie.

Gary Cahill (Chelsea Londyn)- Chelsea nie była pewna awansu do kolejnej fazy, choć zawodnicy z Londynu byli faworytami starcia z Galatasaray, to doskonale wiedzieli, że jedna stracona bramka może postawić ich w fatalnym położeniu. O stracie gola nie było jednak mowy, gdyż defensywa „The Blues” kierowana przez Cahilla na spółkę z Terrym była bezbłędna. Do tego młodszy z Anglików zdobył bramkę, która przypieczętowała awans.

Tomas Hubocan (Zenit Petersburg)- Takimi występami szerzej anonimowy piłkarz zapisuję się w pamięci tych kibiców, dla których to Liga Mistrzów jest oknem wystawowym współczesnej piłki. Słowak biegał i walczył jak natchniony. Nie dawał szans w pojedynkach ofensywnym graczom Borussii. Wydawać się mogło, że nie zatrzyma go nawet rozcięty łuk brwiowy, gdyż w chwili szoku zalany krwią nadal starał się walczyć i powrócić na murawę. Sędzia jednak na to nie przystał i ostatnie 10 minut musiał oglądać z ławki.


Eden Hazard (Chelsea Londyn)- Fantastyczny występ Belga, który był motorem napędowym akcji Chelsea. Londyńczycy zdominowali swojego przeciwnika, a Hazard był tym najbardziej dynamicznym ogniwem swojej ekipy. Szybkość, przewidywanie i 9 wygranych dryblingów. Stawianie na Hazarda, to żadne ryzyko.

Ryan Giggs (Manchester United)- Ktoś uwierzy, że ten facet zagrał w tym roku do meczu z Olympiakosu tylko 80 minut? W tym najważniejszym meczu dla United, David Moyes postawił jednak na doświadczonego Walijczyka i nie zawiódł się. Świetnie rozgrywał akcje „Czerwonych Diabłów” i to on przyczynił się kapitalnym podaniem do van Persiego w sytuacji, gdy Holender wywalczył rzut karny. Giggs za Manchester odda wszystko: serce, płuca, życie i chyba tego najbardziej brakuje zespołowi na co dzień.

Gareth Bale (Real Madryt)- Miał w tym meczu odpoczywać, bo przecież już w niedzielę Gran Derbi i chwila wolnego nawet takiemu herosowi się przyda. Kontuzja Jese spowodowała, że Walijczyk już w 5 minucie zameldował się na murawie i zagrał tak jak przyzwyczaił nas do tego w ostatnim czasie. Aktywny, dynamiczny, kreatywny i nieustępliwy. Wypracował dwie bramki swoim kolegom i w spokoju może przygotowywać się do starcia gigantów w lidze hiszpańskiej.

Oscar (Chelsea Londyn)- Chelsea pokazała w meczu z turecką ekipą swoją wielką siłę. Uporządkowana gra w defensywie, wypracowane schematy, ale też i doza szaleństwa. O ten ostatni czynnik postarał się Brazylijczyk. Wielu się zastanawiało, czy może występować w parze z Hazardem. Mourinho nie miał wątpliwości i wykreował jeden z najlepszych ofensywnych duetów świata.


Samuel Eto (Chelsea Londyn)- Może ma 32 lata, może stuknęła już mu czterdziestka, ale jedno jest pewne: może mieć i 60 lat, ale i tak będzie nieziemsko skuteczny. Kameruńczyk już na samym początku meczu dale swojemu klubowi prowadzenie, a swoim partnerom ogromny spokój. W pojedynku napastników z Afryki, po raz kolejny okazał się lepszy od Drogby.

Cristiano Ronaldo (Real Madryt)- Czy temu chłopakowi choć na chwilę znudzi się strzelanie bramek? Przecież ten mecz mógł oglądać z trybun, albo relaksować się w jednej z madryckich knajpek, przecież Real już był pewny awansu przed meczem. Cristiano jest jednak innym piłkarzem. Wyszedł na boisku i przez 90 minut czarował nas swoją grą. Strzelił dwie bramki? Po co o tym wspominać, to przecież normalka.

Robin van Persie (Manchester United)- Genialnych piłkarzy poznaję się po tym, gdy wchodzą na szczyt wtedy, gdy jego drużynie najbardziej tego potrzeba. Holender w tym sezonie nie zachwycał, jak cała jego ekipa, ale w środowy wieczór znowu rozpalił węgiel i uczynił z Old Trafford prawdziwe piekło. „Czerwone Diabły” spaliły w nim Greków i są w kolejnej rundzie. Van Persie zdobył hat-tricka, ale nie byłoby jego świetnego występu gdyby nie fantastyczna współpraca z Rooneyem. Kto skreślił już United, może srogo się zawieść- ciągle mają gen zwycięzców.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: