menu

Jaki ojciec taki syn, czyli zawodnicy z piłkarskim DNA

18 stycznia 2017, 13:56 | Tomasz Dębek

Kibice, którzy mają w szafach koszulki Patricka Kluiverta z czasów gry w Ajaksie czy Enrico Chiesy z Fiorentiny, mogą śmiało je odkurzyć. Pałeczkę po słynnych ojcach przejęli ich synowie, Justin i Federico. Czy "piłkarskie" geny pomagają w wielkiej karierze?

Wojciech Szczęsny poszedł w ślady swojego ojca, Macieja
Wojciech Szczęsny poszedł w ślady swojego ojca, Macieja
fot. Bartek Syta / Polska Press

Niedzielne popołudnie, Zwolle. Już w pierwszej połowie meczu miejscowego FC z Ajaksem z ławki rezerwowych na boisko wchodzi szczupły chłopak o znajomej twarzy i nazwisku, które nie pozostawia żadnych wątpliwości. 17-letni Justin Kluivert, bo o nim mowa, debiutuje w seniorskiej drużynie Ajaksu, pomagając kolegom w wygranej 3:1. „To był TEN dzień, mój syn zaliczył PRAWDZIWY debiut. Słowa nie wyrażą tego, jak jestem dumny” – napisał jego ojciec Patrick.

Kluivert senior nie mógł być na meczu z powodu obowiązków dyrektora sportowego PSG. Dobrze wie jednak, co przeżywał Justin. Sam zagrał pierwszy mecz w Eredivisie po ukończeniu 18 roku życia. Niespełna rok później strzelił gola na wagę wygranej Ajaksu w Lidze Mistrzów, a później był gwiazdą m.in. Barcelony i reprezentacji Holandii.

❌❌❌ Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Justin Kluivert (@justink_) 16 Sty, 2017 o 6:27 PST

Justin na razie występuje w juniorskich kadrach Oranje. Podobnie jak Federico Chiesa we Włoszech. Kilka godzin po debiucie Kluiverta 19-letni Włoch szalał ze szczęścia po zdobyciu pierwszej bramki w Serie A. Takiego scenariusza nie napisałby Ilona Łepkowska po grzybach halucynogennych – Federico pokonał Gianluigiego Buffona, który, gdy skrzydłowy przychodził na świat, grał w Parmie razem z... jego ojcem, Enrico Chiesą. – Gigi to przyjaciel taty, często przychodził do nas do domu – wspominał nastolatek.

Federico to wychowanek Fiorentiny, w której Enrico grał w latach 1999-2002. Do pierwszej drużyny przebił się na początku sezonu, a w ostatnich dwóch meczach trener Paulo Sousa wystawiał go od pierwszej minuty. Viola pokłada w nim duże nadzieje – przed meczem z Juve klub przedłużył z nim kontrakt, a w niedzielę 19-latek był jednym z najlepszych na boisku. Obrońcy z Turynu mieli z nim urwanie głowy, musieli uciekać się do fauli. Nawet informacja o tym, że „jego” bramkę przyznano Milanowi Badeljowi (on dośrodkowywał, powtórki pokazały, że Chiesa nie zmienił toru lotu piłki) nie powinna zepsuć dobrego humoru syna zdobywcy Pucharu Zdobywców Pucharów (z Sampdorią w 1990 r.) i Pucharu UEFA (z Parmą, 1999).

– To był piękny wieczór, cieszę się ze świetnego występu Federico. Jak porównam nasze umiejętności? Chłopak ma 19 lat, dajcie mu dojrzeć w spokoju. Niech trenuje i ma z piłki taką radochę jak teraz – skomentował po meczu (Fiorentina wygrała 2:1) Enrico Chiesa. – Tata mówi, że uzna mnie za piłkarza dopiero po 300 występach w Serie A, sam ma prawie 400. Ale bycie jego synem to nie tylko presja. Dostałem od taty wiele wskazówek odnośnie bycia dobrym piłkarzem i człowiekiem. Pracuję na siebie. Nie chcę być „synem Enrico”, tylko Federico Chiesą – dodaje 19-latek.

La gioia di Federico Chiesa dopo la vittoria viola in #FiorentinaJuve #ForzaViola pic.twitter.com/7EEX1qLdmS— ACF Fiorentina (@acffiorentina) 15 stycznia 2017


Czy, podobnie jak w latach 90., Kluivert i Chiesa będą postrachem bramkarzy i obrońców w całej Europie? Możemy doczekać się kolejnych futbolowych dynastii potwierdzających tezę, że umiejętności piłkarskie mogą być dziedziczone.

Najsłynniejszym przykładem są Cesare i Paolo Maldini. Ojciec w latach 50. i 60. zaliczył ponad 400 meczów w Serie A. 12 sezonów spędził w Milanie, z którym wygrywał ligę i Puchar Europy. Grał też w reprezentacji, na mundialu 1962 został wybrany do jedenastki turnieju. W jego ślady poszedł Paolo, który przebił ojca na każdym polu. 24 sezony i ponad ponad 900 występów w Milanie okrasił m.in. pięcioma zwycięstwami w Pucharze Europy (później Liga Mistrzów) i siedmioma scudetto. Z kadrą (126 meczów) był medalistą mistrzostw świata (srebro i brąz) oraz Europy (srebro).

Rodzinne tradycje kontynuują też synowie Paola, 20-letni Christian i pięć lat młodszy Daniel. Drugi wyróżnia się w młodzieżowych zespołach Milanu. Pierwszy się przez nie nie przebił i latem trafił do Reggiany, która szybko wypożyczyła go na... Maltę. – Marzę o tym, by wrócić do Serie A. I grać tam w barwach Milanu – podkreśla jednak obrońca.

Dowodów na to, że synowie gwiazd mogą świetnie radzić sobie na boisku jest tyle, co zaprzeczeń tej tezy. W Hiszpanii na wysokim poziomie grali m.in. Carles i Sergio Busquetsowie, Miguel i Pepe Reina czy Periko i Xabi Alonso. Ojciec Franka Lamparda Frank senior zagrał 660 meczów dla West Hamu. Występował razem z Harrym Redknappem (który ożenił się z jego siostrą) – on większy splendor zdobył jako trener, jego syn Jamie przez ponad dekadę grał w Liverpoolu, łapał się też do reprezentacji Anglii. Triumfy w Premier League święcili Peter i Kasper Schmeichelowie. „Piłkarskich” ojców mieli też m.in. Diego Forlan, Martin i Erwin Koemanowie, Youri Djorkaeff i Matthias Sammer.

Wielopokoleniowe tradycje istnieją z kolei w rodzinach Laudrupów (Dania) i Veissów – urodzony w 1939 r. Vladimír reprezentował Czechosłowację, jego syn po rozpadzie państwa grał też dla Słowacji, wnuk też jest reprezentantem kraju. Wszyscy dzielą też to samo imię.

O tym, że wyjść z cienia słynnego ojca jest niezwykle trudno przekonali się jednak choćby nieślubny syn Diego Maradony, Diego Sinagra (Argentyńczyk przyznał się do niego w 2007 r.), który w piłce seniorskiej błąkał się po niższych ligach, a odnalazł się dopiero w beach soccerze. Niewiele talentu Johana pokazywali też Jordi i Jesjua Cruijffowie. O ile pierwszy grał dla Barcelony i Manchesteru United, a dopiero później zaczął rozmieniać się na drobne i zawiesił buty na kołku na Malcie, to drugi nie łapie się do składu żadnego klubu (a próbował nawet w Trenczynie).

W Polsce dobre geny przekazali synom choćby Włodzimierz Smolarek – Euzebiuszowi, Maciej Szczęsny – Wojciechowi czy Przemysław Bereszyński – Bartoszowi czy Roman Kosecki – Jakubowi. Wielkie zasługi dla piłki, szkoda że niemieckiej, ma też Józef Klose, w którego ślady poszedł Miroslav.

W niedalekiej przyszłości mogą zabłysnąć gwiazdy Enzo Zidane’a, Ianisa Hagiego, Rivaldinho czy, na naszych boiskach, Maddoxa Sobocińskiego (syna Remigiusza). Dla kibiców piłkarskie dynastie to dobra wiadomość. Nie dość, że powracają piękne wspomnienia związane z występami ojców piłkarzy. Można też odkurzyć koszulkę sprzed 20 lat, która... wciąż będzie aktualna.