menu

Przemysław Czado: Wygrałem najważniejszy mecz w życiu!

24 stycznia, 12:55 | Daniel Sałek

- Trwało to bardzo długo. Tak naprawdę mogę powiedzieć, że aby powrócić do sprawności boiskowej potrzebowałem 1,5 roku – mówi Przemysław Czado były zawodnik Resovii oraz Legii Warszawa.

Przemysław Czado przy piłce
fot. Pogoń Leżajsk

fot. Archiwum zawodnika

fot. Archiwum zawodnika
1 / 3

Podpisałeś kolejną umowę z Pogonią Leżajsk. Liczysz, że drugie pół roku będzie bardziej szczęśliwe?
Tak, zdecydowałem się zostać na kolejne 6 miesięcy ponieważ chcę pomóc tej drużynie. Uważam, że Pogoń Leżajsk zasługuje na wyższą ligę. Tak wiec nie liczę, a wierzę że będzie to runda szczęśliwsza dla mnie jak i dla Pogoni.

Pierwsze miesiące nie były zbyt udane, w piątej kolejce doznałeś dosyć poważnej kontuzji...
Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony, bo bym skłamał. Niestety, już w 5. kolejce doznałem poważnej kontuzji, jaką była złamana kość piszczelowa i uszkodzenie 2 stopnia więzozrostu piszczelowo-strzałkowego. Tak wiec jestem niezadowolony z ostatnich 6 miesięcy, ale mocno pracuje i wierzę, że lepsze dni przed nami.

[polecane] 24359915 [/polecane]

Latem wydawało się, że Pogoń wzmocniona zawodnikami z wyższych lig powalczy przynajmniej o TOP 3 ligi. Po rundzie jesiennej jest 6. miejsce i 11 punktów straty do lidera z Kamienia. Co nie zagrało?
Podchodzę bardzo optymistycznie do tego i wierzę, że Pogoń na koniec sezonu będzie wysoko. Przeszkodziły nam trochę kontuzje, ale nie chcę się tłumaczyć. Wspólnie, jako drużyna, postaramy się, aby to miejsce na koniec sezonu było jak najwyższe.

W swojej przygodzie z piłką miałeś okazję reprezentować dwie Akademie Piłkarskie na Podkarpaciu - Stal Mielec oraz Resovię. Gdybyś dziś miał wybierać, to wybrałbyś od razu większy ośrodek szkoleniowy?
Tak, aczkolwiek w Akademii Stali Mielec była to krótka przygoda, dużo zawdzięczam natomiast Resovii, to tam się wychowałem i rozwinąłem oraz dano mi szanse zadebiutować w pierwszej drużynie, w wieku 17 lat, w sezonie, w którym wywalczyliśmy awans do 2 ligi. To pomogło, by zainteresował się mną wielki klub, jakim jest Legia Warszawa.

Niestety, w Legii po jednym z treningów trafiłeś do szpitala...
Niestety, tak. Wszystko się przewróciło wówczas do góry nogami i została walka, ale niestety już nie na boisku, a na oddziale intensywnej terapii w meczu o życie…

Jaka była diagnoza?
Rak krwi, to znaczy białaczka.

Gdy uświadomiłeś sobie, jak poważna jest to choroba, jakie miałeś myśli?
Pamiętam dzień w którym przyjechałem do szpitala i lekarze mówili, że mam bardzo słabe wyniki oraz czy nie chcę się położyć na łóżko. Pokazywali mi osoby, które tam leżały z podobnymi wynikami jak ja. Były bardzo słabe cały czas leżały, a ja sobie wtedy pomyślałem, że skoro mam słabe wyniki, a miałem dzisiaj trening i teraz chodzę uśmiechnięty, to dlaczego oni mi mówią, że ja jestem śmiertelnie chory? Pamiętam dzień kiedy była diagnoza, był to 22 maja, trzynaście dni po moich 18. urodzinach, doktor zaprosił mnie i moich rodziców na rozmowę i wtedy przekazał nam wiadomość, że jestem śmiertelnie chory i będzie potrzebny dawca szpiku. Była to ciężka wiadomość, która przewróciła wszystko do góry nogami. Kiedy wyszliśmy z gabinetu poczułem, że bardzo szybko sobie z tym poradzę. Obiecałem mojemu Tacie, że ja to wygram i wrócę na boisko.

Po jakim czasie dowiedziałeś się, że jest dawca? Poczułeś wtedy, że zawsze warto walczyć do końca i że zaczynasz wygrywać ten „mecz”?
Dawca był już po 3 tygodniach, mój brat bliźniak genetyczny był z Portugalii, ale niestety nie mógł oddać szpiku, ponieważ był chory. Po dwóch miesiącach znaleziono natomiast dawcę z Polski, lecz nie był ze mną w 100% zgodny, istniało więc ryzyko, że jego szpik może się nie przyjąć, ale - jak wspominałem - nie dopuszczałem do głowy myśli, że może się nie udać.

Jak długo dochodziłeś do siebie po przyjęciu się szpiku? Po jakim czasie wróciłeś na boisko?

Oj, trwało to bardzo długo, tak naprawdę mogę powiedzieć, że aby wrócić do sprawności boiskowej potrzebowałem 1,5 roku. Pamiętam moje pierwsze indywidualne zajęcia na Legii, gdy nie dawałem rady przebiec na bieżni dwóch minut. Lekarze w ogóle zakazywali mi sportu, mówili że to dla mnie bardzo groźne. Ja natomiast nie wyobrażałem sobie, że nie mogę trenować. Na samym końcu udowodniłem wszystkim doktorom, że sport poprawia bardzo dużo wyników badań.

[polecane]24362673 [/polecane]

Po ciężkiej i żmudnej pracy udało ci się wrócić do treningów z drużyną.. Co czułeś po pierwszej takiej jednostce?
Czułem po prostu, że wygrałem, że jestem silny, że to, co obiecałem sobie i tacie dokonało się. Dużo osób nie wierzyło, mówiło żebym przygotował się na najgorsze. Słyszałem, czemu tak nisko schodzę piłkarsko po chorobie? Tego nikt nie zrozumie do końca, że organizm po chemioterapii i po przeszczepie szpiku kostnego jest po prostu dużo słabszy. Teraz dwa razy dłużej się regeneruje. Jestem podatny bardziej na kontuzje, ale mam super panią Brygidę, która dba o moją suplementację i indywidualnego trenera Darka od treningu siłowego. Jednym słowem ciężko pracuję. Dopóki tylko będę miał siły, będę biegał po zielonym boisku i walczył o swoje oraz udowadniał sobie, że wszystko się da.

Dużo mówisz o tacie, wygląda na to że macie bardzo bliskie relacje. Tato zawsze chciał abyś grał w piłkę?
Od małego dobrze żyję z moimi rodzicami i bardzo dużo im zawdzięczam. Kiedy byłem mały, tato jeździł ze mną na wszystkie mecze, a na trybunach było słychać tylko jego głos. Później w domu omawialiśmy co robię źle, a co dobrze. Mama również mi kibicowała, ale wolała siedzieć w samochodzie podczas meczu i trzymała kciuki.

Dziś doceniasz piłkę bardziej niż przed chorobą, która zatrzymała twój rozwój?
Tak, doceniam przede wszystkim zdrowie, które udało mi się uratować. Wiem, że piłka mi w tym bardzo pomogła. Zatrzymała rozwój, to prawda, ale widocznie tak miało być.

Zatrzymała rozwój, ale wzmocniła wiarę i dziś jesteś bardziej świadomy że „sukces to stan umysłu”?

Dokładnie tak, choroba mnie naprawdę zmieniła. Dziś wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko te które są cięższe do zrealizowania.

[polecane]24361409 [/polecane]

W stołecznym klubie dużo pomogły ci dwie legendy Legii - Marek Saganowski i Aleksandar Vuković...
Tak to prawda, trener "Sagan" i Vuko to wspaniali ludzie. Podczas choroby cały czas miałem z nimi kontakt i jest tak do tej pory. Jestem w stanie powiedzieć nawet, że w mojej przygodzie z piłką najlepszym trenerem jaki mnie prowadził, z którym dobrze się dogadywałem był właśnie trener Saganowski.

Czym najbardziej charakteryzowała się legenda polskiej ekstraklasy w szatni? Mówimy tutaj o Marku Saganowskim.
Kiedy wchodził do szatni, zapadała cisza. Każdy z nas wiedział kim ten człowiek jest i co dla Legii zrobił, a teraz jest naszym trenerem. Trener "Sagan" potrafił przekazać bardzo małe, a istotne rzeczy, które na boisku potrafiły dużo zmienić. Bardzo bym sobie życzył, aby kiedyś był jeszcze moim trenerem (uśmiech).

Dużo bazował na mentalności jaką nabył przez wiele lat kariery? Można to było odczuć w porównaniu z innymi trenerami, z którymi miałeś możliwość pracować?
Tak, oczywiście. Potrafił nastawić nas, abyśmy byli mocni mentalnie i podchodzili do meczu ze spokojem. Tak, jak wspominałem z lepszym trenerem niż on, nie miałem przyjemności współpracować.

Jakie były największe różnice między szkoleniem młodych adeptów piłki nożnej na Podkarpaciu i Warszawie?
Duży nacisk był na pewno na „granie w piłkę”, małe detale, jak przyjęcie i podanie, co w późniejszym okresie upraszczało nam grę o stawkę.

Wracając do bieżących rozgrywek - zaskoczył cię poziom sportowy ligi okręgowej?
Nie, kompletnie mnie nie zaskoczył. Liga jest bardzo siłowa, mniej gra się w piłkę, a więcej się przepycha, z czego nie ukrywam, nie jestem zadowolony.