menu

Na Dolnym Śląsku brakuje ok. 300 sędziów piłkarskich. „Niewielu ma ochotę poświęcać 10 godzin w trakcie soboty”

25 listopada, 19:47 | Dawid Foltyniewicz

Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej Andrzej Padewski poinformował, że aby osadzić wszystkie mecze w województwie trójką sędziowską, brakuje około 300 arbitrów. – Wielu z kandydatów uświadamia sobie, że poświęcenie części weekendu, aby m.in. posłuchać niewybrednych komentarzy kibiców na swój temat, to żadna przyjemność – mówi nam Maciej Habuda, sędziujący obecnie spotkania III ligi.


fot. Pixabay

Zawód sędziego piłkarskiego cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem, o czym świadczą braki kadrowe przy obsadzaniu arbitrów na spotkania w niższych ligach piłkarskich na terenie Dolnego Śląska. Powodów takiego stanu rzeczy może być co najmniej kilka.

[polecane]22194357[/polecane]

– Jednym z nich jest zmiana pokoleniowa – odnoszę wrażenie, że młodzież nie jest zbyt zainteresowana tym fachem. Jeszcze kilka lat temu stawki za sędziowanie dużo bardziej motywowały nowych sędziów. Obecnie, m.in. z powodu rosnącej inflacji, nie jest to już tak wyraźny zastrzyk finansowy – mówi nam Maciej Habuda, który swoją przygodę z sędziowaniem rozpoczął w 2015 roku. Obecnie prowadzi spotkania III ligowe. – Przede wszystkim jednak nie sposób zapomnieć o wielu przykrych sytuacjach, takich jak ataki czy agresja słowna skierowane w stronę sędziów. To wszystko przekłada się na to, że nawet jeśli ktoś rozpocznie kurs, stosunkowo szybko rezygnuje. Wielu z kandydatów uświadamia sobie, że poświęcenie części weekendu, aby m.in. posłuchać niewybrednych komentarzy kibiców na swój temat, to żadna przyjemność – dodaje.

W połowie listopada DZPN podał stawki za prowadzenie meczów w poszczególnych rozgrywkach. Sędzia główny za prowadzenie spotkania w IV lidze zarobi netto 238 zł, w klasie okręgowej – 190 zł, w A-klasie – 147 zł, natomiast w B-klasie – 125 zł. – Bodajże od 2014-2015 roku sędziowie otrzymują zryczałtowaną kwotę. Stawka za prowadzenie meczu w danych rozgrywkach jest więc zawsze ta sama, niezależnie od odległości, jaką trzeba pokonać, aby dotrzeć na spotkanie. Oczywiście życzyłbym sobie i kolegom po fachu, aby pieniądze za sędziowanie w niższych ligach były większe. Pozostaje pytanie, co zrobić z tym problemem, bo jestem świadomy, że są to naczynia połączone – aby arbitrzy otrzymali więcej, kluby skądś muszą pozyskać na to środki – tłumaczy nasz rozmówca.

Jak wygląda przykładowy dzień z życia arbitra na poziomie IV ligi? Sędzia musi stawić się na miejscu ok. 60-90 minut przed pierwszym gwizdkiem, a dojazd na mecz może zająć mu ok. półtorej godziny. Potem czeka go powrót, sporządzenie sprawozdania ze spotkania w systemie Extranet PZPN, co zajmuje ok. 15 minut. – Na końcu tego procesu sędziowie od poziomu IV ligi muszą napisać samoocenę – obejrzeć spotkanie, przeanalizować błędy, a także wszystkie kluczowe dla losów meczu decyzje. Moja samoocena z III-ligowych spotkań zajmuje minimum pięć godzin. Należy pamiętać, że od 238 zł trzeba odliczyć jeszcze koszt paliwa i w trakcie dnia pracy coś zjeść. W ostatecznym rozrachunku godzinowa stawka wcale nie jest tak imponująca – opisuje Habuda.

Sędziego nie ma, a mecz i tak musi się odbyć
„Jeżeli wyznaczeni do prowadzenia zawodów sędziowie związki z jakichkolwiek powodów będą nieobecni – zawody te muszą być rozegrane. W takim przypadku kierownik drużyny gospodarzy musi co najmniej na 5 minut przed wyznaczoną godziną rozpoczęcia zawodów zawiadomić kierownika drużyny gości, wzywając go do przedstawienia kandydata do prowadzenia zawodów” – czytamy w regulaminie rozgrywek.

Wiele takich przypadków miało miejsce 11 listopada, kiedy mecze IV ligi, okręgówki, A-klasy i B-klasy rozegrano w ciągu jednego dnia. – W takich sytuacjach dochodzi do losowania sędziego, ale zwykle kierownikom gospodarzy i gości udaje się wspólnie wybrać jednego arbitra (kiedy jeden z kandydatów jest sędzią związkowym, to on ma pierwszeństwo – przyp. red.). – wyjaśnia Ryszard Wołowiec, prezes Pogoni Miękinia, która 11 listopada grała u siebie z Czarnymi Białków. – Dwa dni przed meczem na nasze spotkanie nie było wyznaczonego sędziego. Dzwoniłem więc do Wydziału Sędziowskiego i mówiłem, że to istotne starcie. Ostatecznie udało się znaleźć arbitra – dodaje.

– To wręcz standard, że arbitrzy w niższych ligach sędziują dwa mecze dziennie. Czasami zdarza się, że prowadzą dwa spotkania zarówno w sobotę, jak i niedzielę. W takich przypadkach zwykle sędziuje się jeden mecz jako główny, a drugi jako asystent. Z jednej strony większa liczba spotkań to dodatkowy zastrzyk pieniędzy, z drugiej natomiast niewiele osób ma ochotę poświęcać np. dziesięć godzin w trakcie soboty – opowiada Habuda.

Jednym z pomysłów DZPN na zwiększenie liczby arbitrów, jest przeprowadzenie przyspieszonego kursu w trakcie zimowej przerwy dla piłkarzy z III i IV ligi oraz okręgówki. – Każdą próbę zwiększenia zainteresowania sędziowaniem uważam za godną uwagi. Uważam jednak, że nie należy spodziewać się wielu chętnych. Trudno mi sobie wyobrazić, że IV-ligowy piłkarz w sobotę zagra mecz, a w niedzielę będzie mu się chciało jechać na spotkanie niższej klasy rozgrywkowej, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, z którymi mierzą się sędziowie. Pozostaje pytanie, jak miałby wyglądać skrócony kurs i przygotowanie takiego arbitra. Jest to jednak kwestia organizacyjna, która w najbliższym czasie będzie zapewne wyjaśniona przez Dolnośląski Związek Piłki Nożnej – twierdzi nasz rozmówca.

Obecnie we Wrocławiu na kursie sędziowskim znajduje się ok. 60 osób. W mniejszych okręgach jest to zaledwie kilkunastu chętnych. Z drugiej strony w naszym okręgu (we Wrocławiu – przyp. red.) mamy bardzo dużą liczbę meczów – co weekend do obsadzenia jest ponad 200 meczów seniorów i juniorów. Aby wszystkie mecze – od IV ligi po młodzików były obsadzone w należyty sposób, potrzebna jest naprawdę duża liczba nowych sędziów – kończy Habuda.