menu

Sławomir Rafałowicz: Pozostaje robota domowa, komputer od rana działa

25 marca, 20:00 | Jakub Lisowski

Pewne sprawy mogliśmy aktualizować co tydzień, po każdej kolejce ligowej, a po 15 marca cały świat piłkarski się zatrzymał – mówi szef skautów Pogoni Szczecin.

Sławomir Rafałowicz z Pogonią Szczecin związany jest od dawna.
Sławomir Rafałowicz z Pogonią Szczecin związany jest od dawna.
fot. Anna Kaczmarz/Polska Press

Czy Pan ma teraz więcej obowiązków służbowych w klubie w porównaniu z innymi trenerami? Czy musi Pan zobaczyć więcej filmików, przeprowadzić więcej rozmów z informatorami pod kątem letnich transferów? Jak teraz pracuje dział skautingu Pogoni Szczecin?
Sławomir Rafałowicz, szef skautów i trener analityk pierwszej drużyny: Jest to temat złożony. Teraz możemy zakładać wariant optymistyczny, ale równie dobrze może ta cała sytuacja pójść w drugą stronę. Jako dział skautingu to staramy się wykonywać nasze obowiązki najlepiej jak potrafimy, choć np. nie możemy teraz obserwować zawodników na żywo. Mamy już swój ranking piłkarzy pod kątem letnich transferów, z mocniejszym uwzględnieniem pozycji, które nas będą szczególnie interesować. Tych zawodników, których już sobie wytypowaliśmy wcześniej to teraz staramy się poszerzać naszą wiedzę i obserwację o kolejne nagrania wideo. Oglądamy możliwie dużo spotkań z udziałem tych kandydatów, analizujemy też dane statystyczne w programach typu Instat i tym podobnych. Ogólnie to sytuacja jest jednak dziwna. Pewne sprawy mogliśmy sobie aktualizować co tydzień, po każdej kolejce ligowej, a po 15 marca cały świat piłkarski się zatrzymał. Do tej pory nasz ranking był aktualizowany, część piłkarzy wypadała z niego, z innymi zaczynaliśmy kontakt za pośrednictwem agentów. Teraz wszystko jest wstrzymane, bo np. nie wiemy, jak piłkarz będzie wyglądał po trzymiesięcznej przerwie. Pozostaje nam jedynie opierać się na tym, co wykonaliśmy wcześniej i dokładać do tego kolejne wideoobserwacje. Być może latem będziemy musieli podejmować decyzje, które będą wypadkową naszych ocen z 15 marca. Pozostaje pewnych zawodników raz jeszcze sobie przejrzeć, jeszcze bardziej się utwierdzić, czy będzie nam pasował. To robimy zresztą nie tylko z naszymi „jedynkami” w bazie, ale też piłkarzami na kolejnych pozycjach w rankingu. Zakładamy, że piłka nożna wkrótce ruszy, ale też nie wiemy, jak zareaguje nasz rynek. Cały czas słyszymy o redukcjach pensji, o obniżonych wpływach i to wszystko też będzie miało wpływ na funkcjonowanie klubów, na transfery. Dopiero zobaczymy za jakiś czas, na co będziemy mogli sobie pozwolić. Może być tak, że piłkarze dotąd dla polskiej ligi nieosiągalni za kilka miesięcy będą chcieli tu grać; ale też może być odwrotnie – nie będziemy już na tyle atrakcyjni, by do nas przychodzili. Ja się trochę nawet obawiam sytuacji, że piłkarz z którym już rozmawialiśmy przed 15 marca, będzie dla nas 15 maja już tematem zamkniętym z różnych przyczyn, bo np. może nie chcieć opuścić rodziny, swojego kraju, skorzystać z nowej naszej oferty. Generalnie – temat transferów jest bardzo teraz złożony, zawieszony, nam pozostaje jedynie szczegółowa obserwacja, konsultacje, ale nigdy to nie jest robota na darmo. Weryfikujemy piłkarza pod względem sportowym, ale to nie przesądza o transferze. Mam doświadczenie i wiem, że ekonomia to bardzo ważny czynnik. Teraz jestem bardzo powściągliwy w prognozowaniu, co się będzie działo. Jedyne co mogę zapewnić to to, że dział skautingu Pogoni funkcjonuje i wykonuje swoje zadania, ale mówienie o konkretnych transferach byłoby nie na miejscu.

Dużo było zaplanowanych na marzec czy wiosnę wylotów i obserwacji na żywo z których musieliście zrezygnować?
Wszystko zawsze staramy się zaplanować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i szczęście w tym obecnym nieszczęściu jest takie, że gdy ligi ruszyły na początku lutego, to udało nam się trochę po Polsce i Europie podróżować. Kilku zawodników zobaczyliśmy na żywo. I powtórzę – zdajemy sobie sprawę, że nasi kandydaci za miesiąc mogą już być dla nas nieosiągalni. W tej pierwszej fazie wiosennej obserwacji skupiliśmy się głównie na piłkarzach z czołówki naszego rankingu, ale może trzeba będzie wszystko zweryfikować i w granicach naszych możliwości pozostaną gracze z niższych pozycji. Mamy więc co robić nawet będąc w domach. Da się jednak wyczuć, że sytuacja jest teraz dla wszystkich nowa – nic nie gra, kontakty są zawieszone. Jak jest normalnie to tych rozmów czy mejli z menedżerami jest w tygodniu zatrzęsienie, a teraz cisza. Każdy zdaje sobie sprawę, że są sprawy ważne i ważniejsze.

Czy zarząd Pogoni już dał sygnał, by skauci ograniczyli się jedynie do obserwacji, a zaniechali np. wstępnych rozmów?
Trzymamy rękę na pulsie. Oceniamy wartość sportową, a czy przejdziemy do konkretów, to już decyzje będą zapadać wyżej. Jeśli tak – to będziemy na to przygotowani. Nawet jeśli w najbliższym okienku transferowym będziemy mogli przeprowadzić mniej transferów, to wykonana robota będzie też procentować w przyszłości. Nasz ranking nie idzie do kosza, ale będzie schowany do szuflady. Pamiętajmy też, że w obwodzie mamy jeszcze utalentowaną młodzież z naszej Akademii, która też czeka na swoją szansę.

Według stanu na 15 marca – na ilu pozycjach się koncentrowaliście?
Działamy strategicznie – penetrujemy rynek pod kątem wszystkich pozycji. Nie myślimy na zasadzie, że na danej pozycji jesteśmy zabezpieczeni i spokojni, bo w razie kontuzji czy transferu – sytuacja może się mocno zmienić i na to musimy być też gotowi. Są oczywiście pozycje, które bardziej filtrujemy i jest to naszą potrzebą.

Z kimś byliście bliżej w rozmowach?
Tak. Już prezentowaliśmy nasz styl pracy, więc i teraz działamy z dużym wyprzedzeniem w temacie transferów. Bardzo wstępne rozmowy z 2-3 zawodnikami były już prowadzone, ale nic nie jest jeszcze klepnięte. Przykładem dla naszych procedur jest choćby transfer Benedikta Zecha, którego już grubo przed przyjściem namawialiśmy na rekonesans w Szczecinie i z którym dużo rozmawialiśmy. Teraz też tak postępowaliśmy, ale wszystko zostało zawieszone i najgorsze jest to, że nie wiemy w jakim kierunku to pójdzie.

Ciężko Panu usiedzieć w domu?
Tak, nie będę tu zaklinał rzeczywistości. Dobrze, że mam wokół domu trochę zieleni i mogę regularnie dotlenić się, pobiegać czy pojeździć na rowerze, ale to trwa krótko. Pozostaje robota domowa, komputer od rana działa, a na wieczór to może jakiś film. Dwunasty dzień już się tak kręci, końca nie widać i te wszystkie informacje jakoś nie napawają optymizmem. Najgorsze jest to – nie tylko dla piłkarzy, ale ogólnie ludzi – że nie wiadomo, kiedy będzie tzw. meta. Pozostaje wypatrywać tablicy z napisem „koniec epidemii ” i wtedy opracować plan powrotu do normalności.

Piłkarze raportują o swoim stanie zdrowia, mają rozpisane treningi. A jak jest z trenerami?
Mamy raz dziennie wideokonferencje i na bieżąco omawiamy, co się dzieje. I adoptujemy się na bieżąco do nowych sytuacji. Mogliśmy sobie planować zajęcia w małych grupach, ale teraz nawet to jest niemożliwe po wtorkowych decyzjach rządu.
Rozmawiał Jakub Lisowski


Polecamy