menu

Maciej Murawski: Jagiellonia nie lubi być faworytem. Mecz z Lechem Poznań to pokazał.

13 marca, 17:28 | ted

Mimo wysokiej porażki w Poznaniu, Jagiellonia nadal pozostaje jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa Polski. To był tylko jeden mecz, który o niczym tak naprawdę jeszcze nie świadczy – mówi Maciej Murawski, były reprezentant Polski, obecnie futbolowy ekspert w Canal +.

Zdaniem Macieja Murawskiego Żółto-Czerwoni nie poradzili sobie w Poznaniu z presją i to był główny powód klęski z Lechem
Zdaniem Macieja Murawskiego Żółto-Czerwoni nie poradzili sobie w Poznaniu z presją i to był główny powód klęski z Lechem
fot. Grzegorz Dembiński

Białostoczanie po pięciu kolejnych zwycięstwach polegli w stolicy Wielkopolski w kiepskim stylu. Ta zastanawiająca niemoc, szczególnie w drugiej odsłonie, jest analizowana przez naszego rozmówcę.

– Paradoksalnie, ten mecz Jaga zaczęła całkiem dobrze i wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Przyjezdni objęli prowadzenie, ale wtedy zdeterminowany Lech nie miał już nic do stracenia i zaczął dominować, spychając gości do defensywy. Wtyłach zaczęły mnożyć się indywidualne błędy, a z każdą bramką Kolejorz się nakręcał i skończyło się wynikiem 5:1, a mogło być nawet wyżej. Ale jak to się mówi, lepiej w jednym meczu stracić pięć goli, niż przegrać pięć spotkań po 1:0 – przekonuje Murawski.

Jego zdaniem, białostoczanom nie pomógł fakt, że w ostatnim czasie było o nich tak głośno. Wygrana przed dwoma tygodniami przy Łazienkowskiej w Warszawie spowodowała, że wielu obserwatorów zaczęło już widzieć Jagę w mistrzowskiej koronie.

– Polska liga nie lubi faworytów, o czym wielokrotnie już się przekonaliśmy. Rzeczywiście, ten medialny zgiełk i pompowanie balonu mogły wpłynąć na samych piłkarzy i utwierdzić ich w przekonaniu o swojej wielkości. Myślę, że dla Jagiellonii dużo lepiej jest, gdy atakuje z drugiego szeregu. Pamiętamy zresztą Michała Probierza i jego gierki w poprzednim sezonie, kiedy gratulował kolejnym rywalom mistrzostwa Polski, nakładając na nich presję, z którą sobie nie do końca radzili. Jak widać, nie było to pozbawione sensu, bo wtedy rozpęd traciły Lech, Lechia i Legia – dodaje Murawski.

Były reprezentant Polski rozprawia się też z mitem, że białostoccy piłkarze zaczynają powoli tracić siły. Takie opinie zaczęły się pojawiać ze względu na statystyki meczu w Poznaniu, które wskazywały, że to gospodarze przebiegli w tym spotkaniu znacznie więcej kilometrów od jagiellończyków.

Jagiellonia Białystok. Mecz z Lechem był wypadkiem przy pracy. Dalej wszystko zależy od nas;nf

– Nie wierzę w to, że można nagle w kilka dni stracić siły, bo przecież jeszcze dwa tygodnie temu w Warszawie Jaga wyglądała pod tym względem rewelacyjnie. To raczej tkwi w głowach piłkarzy, a nie w ich nogach. Czasami jest tak, że zespół mentalnie siada, co było widać po Jagiellonii w Poznaniu – zauważa Murawski. – Poza tym, jeśli drużyna głęboko cofa się do defensywy, to też mniej biega. A przy tak rozjuszonym przeciwniku, jak Lech w niedzielę, pod tym względem było widać sporą różnicę – dodaje.

Po takim meczu i dotkliwej porażce najważniejsze jest, jak zespół zareaguje w kolejnym spotkaniu. Z jednej strony może być chęć zmazania plamy, a z drugiej jednak pięć straconych goli może zostawić ślad w psychice. Do Białegostoku przyjedzie w sobotę Arka Gdynia, która nie dość, że jest opromieniona triumfem nad Bruk-Betem Termalicą 4:0, to jeszcze będzie bardzo zdeterminowana, gdyż nadal ma szansę na miejsce w ósemce.

Jagiellonia Białystok - Lech Poznań. Kontuzja Mariusza Pawełka nie jest tak groźna i bramkarz może zagra już z Arką Gdynia;nf

– To będzie trudny mecz dla Jagiellonii. Arka gra bardzo agresywnie, do tego potrzebuje punktów i na pewno zrobi wszystko, by coś wywieźć z Białegostoku. Gdynianie mają do perfekcji opanowane stałe fragmenty gry, do których trener Leszek Ojrzyński przywiązuje ogromną wagę, a jak pokazał mecz w Poznaniu, białostoczanie mieli z tym problemy. Ale z drugiej strony, podopieczni Ireneusza Mamrota grają u siebie i własny stadion może być w tym momencie ich atutem – przewiduje Murawski.

Były piłkarz m.in. Legii, Lecha i Arminii Bielefeld nie chce na tym etapie rozgrywek wskazywać szans poszczególnych ekip na zdobycie tytułu, choć snuje pewne rozważania w tym temacie.

– Nie ma sensu nad tym się głębiej zastanawiać, bo wiele może się jeszcze zmienić. Patrząc jednak na tabelę, to z trójki Jagiellonia, Legia i Lech, najtrudniej mogą mieć poznaniacy, którzy tracą do liderów pięć oczek. Ta strata może być jednak spokojnie odrobiona, bo do końca zostało jeszcze dziesięć meczów i wiele może się zdarzyć – tłumaczy Murawski. – W grze o tytuł nie widzę raczej Górnika Zabrze, zwłaszcza patrząc na jego wiosenną dyspozycję. Chyba, że nagle skuteczność odzyska Igor Angulo i zacznie seryjnie trafiać do siatki – kończy.
[xlink]6129d948-5f0c-a031-726e-4cf708f7719d,60fc5445-9cc8-2f96-a203-e3e74710b20a[/xlink]


Polecamy