menu

Kamil Kiereś (trener Górnika Łęczna): Nie pamiętam aż tak nerwowego meczu

1 grudnia, 09:40 | KK

Górnik Łęczna zakończył ligowe zmagania w 2019 roku zwycięstwem 2:1 przed własną publicznością z Górnikiem Polkowice. Bramkę na wagę trzech punktów zielono-czarni zdobyli w ostatnich sekundach rywalizacji. Trener łęcznian Kamil Kiereś był po końcowym gwizdku zadowolony ze swoich podopiecznych, choć podkreślał, że przeciwnicy pokazali się z bardzo dobrej strony. Prezentujemy pomeczowe wypowiedzi szkoleniowca "Górników".


fot. fot. K. Kurzępa

Jak pan ocenia sobotnie spotkanie?
Swoją wypowiedź zacznę od Górnika Polkowice. Wiadomo, że przed każdym meczem analizujemy grę danego rywala, ale w dużym stopniu ogólnie śledzimy drugoligowe rozgrywki, zwracając uwagę nie tylko na nasze spotkania. Moim zdaniem polkowiczanie mają mniej punktów niż powinni. To dobra drużyna, mająca w ofensywie bardzo dobrych zawodników i dużo dobrych fragmentów gry w naprawdę wielu meczach. To zespół, który w ostatnim czasie zdobywał bardzo dużo bramek, wydaje mi się, że najwięcej obok Widzewa Łódź. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to będą trudne zawody. Mamy też swoje problemy, choćby przedmeczowa kontuzja Michała Golińskiego, czyli naszego młodzieżowca na boku. To ograniczyło nasze pole manewru ze zmianami. Jak już mówiłem, spodziewaliśmy się trudnej przeprawy i tak też było. Nie spodziewaliśmy się jednak, że przegramy na boisku 20-25 minut, a tak było. Rywale podchodzili pressingiem, grając wysoko na naszej połowie. Często odbieraliśmy piłkę, ale brakowało celnych podań, nie mogliśmy zazębić płynności gry. Ten fragment meczu przede wszystkim przegraliśmy tym, że straciliśmy bramkę. Gracze z Polkowic wymusili błąd przy wyprowadzeniu naszej piłki z obrony i przegrywaliśmy. Dodatkowo, ten mecz był dosyć nerwowy, szczególnie na ławkach rezerwowych. Mimo, że wygraliśmy spotkanie, mam zastrzeżenia do sędziego. Czy to od razu ma być decyzja, że musi być żółta kartka po faulu Tymosiaka już w 2. minucie? W takiej sytuacji robi się nerwowo. Nie pamiętam takiego spotkania, żeby w Łęcznej było aż tak nerwowo na ławkach trenerskich. Przegrywaliśmy, było nerwowo, a sędzia nie zauważył faulu na Krystianie Wójciku, którego rywal zdecydowanie nadepnął i uszkodził mu ścięgno Achillesa. Nie było kartki, przerwanej gry i straciliśmy kolejnego zawodnika, a ja musiałem dokonać wymuszonej zmiany. Po wejściu na boisko Korczakowskiego trochę się obudziliśmy i coś się zaczęło zazębiać. Był pierwszy strzał na bramkę, czy rzut rożny. W przerwie założyliśmy sobie, że już ośmiokrotnie odrabialiśmy wyniki spotkań w tym sezonie, nie tylko doprowadzając do remisu, ale często także zdobywając zwycięskie bramki. Przeszliśmy na nasze alternatywne ustawienie 4-4-2 z Przemkiem Banaszakiem. Podobnie jak z Resovią, okazało się to skuteczne. Była w nas wiara do samego końca, choć zawody były przez cały czas bardzo trudne. Uważam, że Górnik Polkowice może wygrać z każdym w tej lidze, łącznie z drużynami z czołówki. Życzę im, by w rundzie wiosennej urywali punkty i byli w tabeli tam, gdzie zasługują za sprawą swojej gry. Liga się już zakończyła, ale przed nami jeszcze mecz z Legią. Musimy się zregenerować i zagrać o zwycięstwo, bo puchary rządzą się swoimi prawami.

Czy Goliński i Wójcik będą gotowi na mecz z Legią?
Jeżeli chodzi o Golińskiego, to powiedziałbym, że szanse na jego powrót są mniejsze niż większe. Co do Wójcika, to trudno mi ocenić, na ile uraz odniesiony z Górnikiem Polkowice wyklucza go z meczu z Legią. Kamil Pajnowski poddał się operacji zszycia łękotki, więc jego również nie będzie. Pozostali zawodnicy są do dyspozycji.

ZOBACZ TAKŻE:


Polecamy