menu

Jarosław Jach: Jestem pozytywnie zaskoczony Rakowem. Najbardziej zaskoczyły mnie posiłki po treningach. W Zagłębiu Lubin tego nie było

10 września, 18:53 | Łukasz Olszewski

W ostatnich dniach okna transferowego, Raków Częstochowa postanowił wzmocnić swoją linię obrony i sięgnął po Jarosława Jacha, który w styczniu 2018 roku przeniósł się z Zagłębia Lubin do Crystal Palace, wypożyczając go na najbliższy sezon. Defensor zbierał doświadczenie w Anglii, w Turcji oraz Mołdawii, a teraz postara się pomóc ekipie z Częstochowy w utrzymaniu się w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Jarosław Jach w barwach Rakowa Częstochowa.
Jarosław Jach w barwach Rakowa Częstochowa.
fot. Łukasz Olszewski/Dziennik Zachodni

Jak ocenia pan swoje pierwsze dni w Częstochowie oraz klubie?

W porządku! Częstochowa to bardzo ładne miasto. Na szczęście wszystkie formalności już za mną, więc mogę spokojnie odsapnąć, ponieważ ostatnie dni były naprawdę zwariowane. Jeśli natomiast chodzi o klub, to jestem pozytywnie zaskoczony. Może infrastruktura nie jest tutaj najnowsza, ale to co jest w klubie najważniejsze, jest na najwyższym poziomie. Mamy fajne dwa boiska – niby tylko dwa, ale są w naprawdę dobrym stanie. W szatni z kolei mamy wszystko czego tylko potrzebujemy. Są urządzenia do regeneracji oraz do masażu – łącznie z ekipą profesjonalistów, którzy się nami zajmują i dbają o nasze zdrowie. To co zaskoczyło mnie jednak najbardziej, to posiłki po treningach co, jak mi się wydaje, jest rzadkością w Ekstraklasie. W Zagłębiu nie spotkałem się z tym, żeby catering przyjeżdżał do klubu, a tutaj owszem.

Raków gra mecze w roli gospodarza w Bełchatowie. Myśli pan, że to duży problem?

Wyjazd dzień przed meczem do Bełchatowa nie jest problemem. To pewien mankament i liczymy się z tym, że w Częstochowie dopingowałoby nas o wiele więcej kibiców Rakowa, jednak słyszałem, że do Bełchatowa kibice przybywają w równie licznym gronie. Musimy sobie poradzić z grą na obcym obiekcie i w razie niepowodzeń na pewno nie możemy zrzucać winy na „obcy” stadion. Będziemy tam trenować przed każdym meczem, dzięki czemu mamy szansę, aby przyzwyczaić się do tamtego boiska.

Jaki jest plan na sezon? Zarówno drużynowy, jak i pana osobisty.

Mój plan to oczywiście regularna gra. Chciałbym być wyróżniającym się zawodnikiem w drużynie Rakowa, od którego wymaga się odrobinę więcej. Wydaje mi się, że wniosę pozytywną jakość do gry zespołu. Chciałbym, aby drużyna ze mną w składzie grała jak najlepiej. Oczywiście to są wstępne plany, a najbliższe mecze pozwolą mi je zweryfikować, jednak mam nadzieję, że będzie właśnie tak, jak sobie to zaplanowałem. Po cichu liczę również na to, że ewentualne dobre występy w Częstochowie pozwolą mi wrócić do reprezentacji Polski. Jeśli o cele drużynowe z kolei chodzi, to myślę, że utrzymanie w Ekstraklasie jest tym, do czego wszyscy w klubie będą chcieli dążyć. Taki jest cel każdego beniaminka. Początek sezonu nie wygląda na pewno tak, jak powinien, jednak różnice punktowe są jeszcze małe i wszystko może się zmienić po jednej kolejce.

Minęło ponad 1,5 roku odkąd odszedł pan z Zagłębia Lubin do Crystal Palace. Czym różni się obecny Jarosław Jach od tego, który opuszczał Ekstraklasę w styczniu 2018 roku?

Myślę, że zrobiłem znaczny postęp i chciałbym to pokazać w barwach Rakowa. Zdecydowanie poprawiłem swoją fizyczność. Gra w Anglii do tego z resztą zobowiązuje, chociaż nie tylko tam, bo podobnie jest w Turcji oraz Mołdawii. Dużo nad tym pracowałem i obecnie nie boję się wchodzić z rywalami w pojedynki fizyczne. Pod tym względem będę na pewno wyglądał dużo lepiej niż wtedy. Jestem też bardziej doświadczonym zawodnikiem, więc jestem spokojniejszy, gdy mam piłkę przy nodze. Mimo, że nie zrobiłem przez te 1,5 roku zachwycającej kariery za granicą, to według mnie znacząco poprawiłem swoje umiejętności.

Jak wypada Ekstraklasa, którą pamięta pan jeszcze z gry w Zagłębiu, na tle ligi tureckiej, czy mołdawskiej?

Nie ma zbyt dużej różnicy pomiędzy polską i mołdawską ligą. W porównaniu z turecką, niestety wypadamy słabiej. Piłka w Turcji jest wymagająca zarówno pod względem i fizycznym, jak i technicznym. Występują tam piłkarze z wielu narodowości z każdego zakątka świata i każdy z nich reprezentuje inny styl, co tylko podwyższa poziom tej ligi. Są tam zarówno młode talenty, jak i zawodnicy, którzy są bardzo doświadczeni na europejskim poziomie i wcale nie przyszli tam na piłkarską emeryturę. Niestety Ekstraklasa odstaje od ligi tureckiej również pod względem finansowym. Pieniądze w Turcji są naprawdę duże. Atmosfera też robi tam swoje, a drużynom kibicuje rzesza fanów na trybunach. Szczerze mówiąc, jeśli pojawiłaby się taka okazja, to chętnie bym tam wrócił w przyszłości.

Ma pan już za sobą dwa wypożyczenia, najpierw do Rizesporu, później do Sheriffa. Jak to się stało, że trafił pan teraz właśnie do Rakowa?

Tak naprawdę nie miałem za dużego pola do manewru. Trwały rozmowy z zagranicznymi klubami, jednak nie zakończyły się one pozytywnie. W ostatnim tygodniu okienka transferowego pojawił się Raków i wszystko potoczyło się dość szybko, a ja nie zastanawiałem się zbyt długo. Na dobrą sprawę miałem wtedy dwa wyjścia – albo wrócić do Polski i grać dla częstochowian, albo zostać w Palace bez gwarancji gry, a raczej z pewnością, że przesiedzę rundę jesienną na ławce. Nie przepracowałem okresu przygotowawczego z Orłami, co tylko zmniejszało moje szanse na ewentualną grę. Do tego dochodzi fakt, że na moją pozycję został pozyskany kolejny rywal – Gary Cahill, który jest bardzo zasłużonym piłkarzem. Mimo, że nie było jasnej deklaracji ze strony Crystal Palace, że albo odejdę na wypożyczenie, albo będę grzał ławę, zdecydowałem się grać dla Rakowa.

Możliwość rozmowy z kolegami oraz trenerem w ojczystym języku ma znacznie, czy nie odczuwa pan różnicy?

To była jedna z rzeczy, która bardzo mnie ucieszyła, gdy zdecydowałem się na wypożyczenie do Rakowa. Wreszcie mogłem wejść do klubu oraz szatni i swobodnie porozmawiać po polsku wiedząc, że wszyscy mnie zrozumieją. Najważniejsze dla piłkarza jest to, aby czuł się swobodnie w szatni. Za granicą rzadko tego doświadczałem. Co prawda pod koniec mojej przygody w Sheriffie pojawił się Ariel Borysiuk, z którym mogłem porozmawiać po polsku, ale nie wszyscy zawodnicy w Mołdawii, czy też w Turcji mówią po angielsku, co utrudnia komunikacje. W Rakowie czuje się bardzo swobodnie i mam nadzieję, że to przełoży się na moją dyspozycję na boisku.

[polecane]19135245,19115321,19027533,19118223,19118009,19121185;1;Nie przegapcie[/polecane]

[polecane]19117021,19125895,19115837,19118055,19119495,19118939;1;Zobaczcie koniecznie[/polecane]


Polecamy