menu

Jagiellonia bez europejskich pucharów. Cezary Kulesza: W tym sezonie przegraliśmy prawie wszystko

20 maja 2019, 14:24 | Jakub Laskowski

Jagiellonia Białystok na zakończenie sezonu przegrała 0:2 z Lechią Gdańsk i zaprzepaściła tym samym szansę na awans do europejskich pucharów. W białostockim klubie nie ukrywają, że oczekiwania względem zespołu Ireneusza Mamrota były zdecydowanie większe.

Cezary Kulesza nie kryje rozgoryczenia po straconej szansie na awans do europejskich pucharów
fot. Andrzej Zgiet
Cezary Kulesza nie kryje rozgoryczenia po straconej szansie na awans do europejskich pucharów
fot. Andrzej Zgiet
Cezary Kulesza nie kryje rozgoryczenia po straconej szansie na awans do europejskich pucharów
fot. Andrzej Zgiet
Cezary Kulesza nie kryje rozgoryczenia po straconej szansie na awans do europejskich pucharów
fot. Andrzej Zgiet
1 / 4

Dwa wicemistrzostwa Polski rozbudziły apetyty kibiców Jagiellonii. Białostoczanie przegrali jednak walkę o tytuł wraz z końcem rundy zasadniczej. Do ostatniej kolejki w zasięgu Żółto-Czerwonych była jedynie czwarta pozycja, premiowana występami w kwalifikacjach Ligi Europy. Zasłużona przegrana na Pomorzu definitywnie przekreśliła nadzieję, że stracony sezon da się uratować.

[przycisk_galeria]

- O tym, czy ten sezon był stracony czy nie, świadczą wyniki. Tych wyników na dzień dzisiejszy nie mamy - mówi prezes Jagiellonii Cezary Kulesza. - Przegraliśmy finał Pucharu Polski, nie zakwalifikowaliśmy się do europejskich pucharów, a jedynym pozytywem jest to, że nie spadliśmy z ligi. Mamy zdecydowanie większe aspiracje - dodaje.

Ilu jest kibiców Jagiellonii, tyle jest opinii i głosów szukających przyczyn tej sytuacji. Wydaje się jednak, że sami piłkarze nie zrobili wszystkiego, aby zakończyć sezon z twarzą.

- Potraciliśmy punkty, których nie powinniśmy potracić. Gdy sięgnę trochę pamięcią w poszukiwaniu przykładów, to na myśl przychodzi wyjazdowy mecz z Cracovią, kiedy Stefan Scepović nie strzelił karnego na wagę remisu. Wówczas Cracovia miałaby dwa punkty mniej i byłaby niżej po rundzie zasadniczej. Następnie nie potrafiliśmy wykorzystać jedenastek w spotkaniach z Piastem Gliwice i wczoraj z Lechią Gdańsk. Sposób wykonania rzutu karnego przez Jesusa Imaza jest niewytłumaczalny. W tak ważnym meczu, o tak wielką stawkę nie można podchodzić lekceważąco do poważnych rzeczy. Ta sytuacja pokazuje, że nie wszystkiemu jest winny trener - twierdzi Kulesza.

CZYTAJ: Ireneusz Mamrot po sezonie może zakończyć pracę w Jagiellonii

O problemie ze wskazaniem skutecznego egzekutora jedenastek głośno mówił podczas wczorajszej konferencji prasowej trener Ireneusz Mamrot. Zdaniem białostockiego szkoleniowca czynników, które wpłynęły na to, że jego drużyna nie mogła walczyć o najwyższe cele, było jednak więcej.

- Zdecydowaliśmy się zimą na przebudowę zespołu i uważam, że to idzie w dobrym kierunku. W tym momencie dwa - trzy transfery sprawiłyby, że ten zespół będzie jeszcze silniejszy - tłumaczy Mamrot.

- O jakiej przebudowie mówimy? Trener Mamrot wiedział, że zespół w ostatnim okienko opuszczą Przemek Frankowski, Roman Bezjak czy Cillian Sheridan. Jedynym błędem było sprzedanie Irlandczyka. Nie przewidzieliśmy, że pożegnamy się też z Karolem Świderski, który w rundzie jesiennej błysnął formą i był przygotowywany do roli pierwszego napastnika. Zgłosił się jednak PAOK Saloniki. Grecy byli zmobilizowani, by pozyskać piłkarza zimą i zrobił się problem. W sytuacji, gdyby Świderski jako pierwszy znalazł nowy klub, na pewno Sheridan nie odszedłby z Jagiellonii - wyjaśnia Kulesza.

ZOBACZ TEŻ: Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza: Nie biorę pod uwagę miejsca w grupie spadkowej

Przed nowym sezonem drużyna przejdzie kolejne zmiany. W kontekście odejść wiele mówi się o Nemanji Mitroviciu i Arvydasie Novikovasie. Wydaje się, że dni słoweńskiego obrońcy, po tym jak odmówił on wyjazdu na finał Pucharu Polski w roli rezerwowego, są już policzone. Z kolei Litwinowi z końcem roku kończy się kontrakt, a letnie okienko transferowe to jedyna szansa, by zarobić na reprezentancie kraju.

- Kontrakt Mitrovicia z Jagiellonią obowiązuje jeszcze dwa lata. Każdy piłkarz, który nie gra chce odejść, ale to nie jest koncert życzeń. Zapłaciliśmy za niego pieniądze, otrzymuje pensje w terminie i on musi być tak samo dyspozycyjny dla trenera - odpowiada Kulesza. - Natomiast z Novikovasem cały czas prowadzę rozmowy. Litwin nie ma pewności, czy chciałby zostać. Gdyby jednak się zdecydował przedłużyć kontrakt, to musielibyśmy sięgnąć głęboko do kieszeni. Inną możliwością jest pozostawienie go w klubie do końca roku, do czasu wypełnienia umowy - kończy.

[xlink]34fc3c0b-42de-e143-19f8-01da9cdcbc66,af8972d1-7c4a-94b2-ecc5-926f83b0eb7b[/xlink]


Polecamy