menu

Konrad Stępień o przejściu z Siarki do Puszczy: Łatwo mi nie było, ale przyszedł czas na zmiany

12 stycznia, 13:33 | Tomasz Bochenek

Konrad Stępień jest pierwszym w 2018 roku piłkarzem pozyskanym przez Puszczę Niepołomice. Zawodnik, który dotychczas występował w Siarce Tarnobrzeg, z małopolskim pierwszoligowcem związał się dwuletnim kontraktem.

Konrad Stępień ma pierwszym treningu w Puszczy
Konrad Stępień ma pierwszym treningu w Puszczy
fot. Tomasz Bochenek

- Z trenerem Tomaszem Tułaczem zna się bardzo dobrze.

- Tak, nie ma co ukrywać. Pracowałem już z trenerem Tułaczem oraz z trenerami Łucem, Kulą i Dydo (to sztab szkoleniowy Puszczy - przyp. boch) - miałem styczność z nimi już w Mielcu. Potem w Siarce Tarnobrzeg znów prowadził mnie trener Tułacz, więc dość dobrze mnie zna. Myślę, że działacze, prezesi Puszczy także, ponieważ z tego co słyszałem, to obserwowali mnie od pewnego czasu. Teraz transfer w końcu doszedł do skutku.

- Urodził się Pan w Tarnobrzegu, jest wychowankiem Siarki. Potem trafił Pan do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Mielcu.

- Zgadza się, do gimnazjum. Dostałem zaproszenie i skorzystałem z propozycji. Byłem w Mielcu przez sześć lat, później wróciłem do swojego macierzystego klubu, czyli do Siarki. Występowałem w niej parę dobrych lat (pięć i pół sezonu - przyp.) i pomyślałem, że przyszedł czas na zmiany. Chcę zobaczyć, jak jest w pierwszej lidze.

- Rozmawiamy w Pana pierwszym dniu w nowym otoczeniu. Jest jeszcze niepewność, poczucie stąpania po trochę miękkim gruncie?

- Na pewno, trzeba się dobrze zapoznać z kolegami. Kilku chłopaków już znam - przede wszystkim Maćka Domańskiego i Marcina Stefanika. Michał Czarny, który też był w Mielcu, ale jest trochę straszy, również nie jest mi obcą osobą, też mamy raczej dobre relacje.

- Trudno było odejść z klubu, którego jest się wychowankiem i w którym spędziło się szmat czasu?

- Nie da się ukryć, że łatwo mi nie było, ale pojawiła się szansa gry w I lidze. Podjąłem więc taką decyzję, przyszedł czas, by ruszyć dalej, szukać nowych wyzwań.

- Gdzie jest Pana miejsce na boisku? Bo trener Tułacz podkreśla: "Konrad jest bardzo uniwersalnym zawodnikiem, może zagrać na środku i z boku obrony, a także w środku pomocy". Pan to potwierdza? Bo ostatnio grał jako stoper...

- Ostatnio wiele grałem na stoperze, ale też dobrze się czuję na środku pomocy, jako zawodnik o zadaniach defensywnych. Myślę, że na wielu pozycjach mogę sobie poradzić. Sądzę, że trener dobrze o tym wie i będzie mnie wystawiał tam, gdzie trzeba.

- W Siarce występował Pan z numerem 10 - prestiżowym, nietypowym dla stopera. Jak do tego doszło?

- Byłem w Siarce, kiedy jej skład był jeszcze dość mocno doświadczony, ale nikt nie chciał tego numeru wziąć. Pomyślałem: no dobra, jestem stąd, spróbuję. Nie jest to "lekki" numer, ale uważam, że dałem radę.

- W Puszczy dokonał Pan już wyboru numeru?

- Nie, ale to nie numer gra. Jakikolwiek wybiorę, będę dawał z siebie sto procent.

- Cofnijmy się trochę w czasie, do Pana występów w reprezentacji Polski do lat 20. Były dwa - ze Szwajcarią i Włochami, zgadza się?

- Tak, wcześniej były konsultacje, po których dostałem powołania na mecze. Cieszę się z tego, to było dla mnie wyróżnienie. Wiadomo, że każdy marzy o kadrze seniorów, ale zawsze kiedy gra się z orzełkiem na piersi, to czuć dumę i zadowolenie z tego, co się robi.

- Zwłaszcza że był Pan powoływany z klubu drugoligowego.

- Jakby nie patrzeć, byłem jedynym zawodnikiem z II ligi. Na początku trochę się z tym dziwnie czułem, ale koledzy bardzo dobrze mnie przyjęli, jak swojego.

- To teraz temat mniej przyjemny - kontuzje.

- Rzeczywiście, były mniejsze i większe, ale teraz nie ma już po nich śladu. Dłuższą przerwę miałem w ubiegłym sezonie po zerwaniu więzadeł krzyżowych, łatwo nie było się pozbierać, jednak wiedziałem, że wrócę mocniejszy. Leczyłem sie w Łodzi, w Orto Med Sport, gdzie prowadzili mnie bardzo dobrze, postawili mnie na nogi. Swoją pracę też oczywiście musiałem włożyć, jak widać jest jakiś efekt. Z kolanem wszystko w porządku, nie boli, nic mu nie dolega.

- Ale na nartach Pan nie jeździ, nie prowokuje losu.

- Chyba raz w życiu jeździłem, kiedy byliśmy z SMS-em na obozie w Zawoi. Chciałem spróbować jazdy na desce, nie przekonała mnie, później pożyczyłem narty, raz spróbowałem, więcej nie muszę. Chociaż najgorzej nie szło (uśmiech).

- W Niepołomicach znalazł już Pan swój kąt? Mieszkanie?

- Tak, będę mieszkał z chłopakami z drużyny. Maciek Domański dał mi znać, że u nich zwalnia się miejsce, bo wyprowadza się Misiek Czarny (w grudniu obrońca Puszczy wziął ślub - przyp.). Więc skorzystałem. Na pewno do czerwca będę mieszkał z chłopakami, a później zobaczymy, jak się wszystko rozwinie.

- Celem na początek jest pewnie przebicie się do składu...

- Dokładnie: przebić się do składu, a potem podtrzymać formę, żeby grać cały czas, rozegrać jak najlepiej tę rundę. A przede wszystkim jak najmocniej pomóc drużynie, bo to się liczy najbardziej. Żeby uzbierać jak najwięcej punktów i cieszyć się na koniec sezonu.

- Pan wie, czym jest I liga? Ma Pan świadomość, do jakiej wody wchodzi?

- Tak, oglądałem mecze. Moim zdaniem, poziom pierwszej ligi wiele się od drugiej ligi nie różni. Taktyka jest na wyższym poziomie, trzeba się lepiej ustawiać, ale wydaje mi się, że z tym nie mam problemow i jeśli trener mnie pokieruje, to dam sobie radę.

Follow @sportmalopolska

Sportowy24.pl w Małopolsce

[wideo_iframe]http://get.x-link.pl/858f89c6-c591-0f7f-ac4a-36a103e30530,0a97bdb1-c96f-1500-314c-c16dff5a1fe7,embed.html[/wideo_iframe]
Autor: Tomasz Bochenek